Dres, koronki i asymetria, czyli trendy w polskiej modzie

W miniony weekend na Stadionie Narodowym odbyła się zimowa edycja targów mody Hush Warsaw. Przyjrzeliśmy się propozycjom 130 wystawców, żeby wyróżnić ciekawe tendencje w modzie, widoczne także na polskich ulicach. Czy cokolwiek może jeszcze zaskoczyć?

Awangardowa asymetria

Na pierwszym miejscu listy powinien uplasować się szary dres, ale nie chcemy powielać stereotypu, że polska moda tylko nim stoi, zaczynamy więc od asymetrii.

Na polskich salonach robi ona karierę od dawna, zwłaszcza że ten prosty środek wyrazu pozwala w dyskretny, ale spektakularny sposób podkreślić atuty sylwetki, a czerwony dywan łaknie przecież kontrolowanego efekciarstwa. Gwiazdy nosiły już więc sukienki z jednym ramiączkiem, spódnice dłuższe z tyłu, a krótsze z przodu, albo bluzki odsłaniające trochę brzuch.

Polki niezwiązane z show-biznesem (Polacy bardziej opornie) również przekonały się do ubrań, które ich babcie uznałyby za przycięte szalonymi nożyczkami. Asymetryczne są więc oversize'owe topy, dresowe sukienki, a przede wszystkim kreacje na imprezę. W tym roku na Hushu asymetryczne będą sukienki Justyny Chrabelskiej w supermodnym odcieniu ochry.

Sukienki projektu Justyny Chrabelskiej i koszula od Piotra Drzała (fot. materiały promocyjne)Sukienki projektu Justyny Chrabelskiej i koszula od Piotra Drzała (fot. materiały promocyjne)

Ażurowa biżuteria

Spektakularne naszyjniki z kryształkami Swarovskiego (albo ich tańszymi odpowiednikami) to ostatnio domena sieciówek. Polki taką biżuterię noszą tylko na wakacjach albo do koktajlowych sukienek. Na co dzień wolą dyskretne bransoletki, najlepiej z przesłaniem (wciąż podobają im się wszelkiego typu „charmsy”).

Odwrót od nowobogackiego złota do względnej ascezy to także zasługa Husha, który od początku promował młodych polskich projektantów biżuterii - m.in. Beller, TAKK, Agatę Bieleń, a w tym roku także Dorotę Tomaszewską.

Projekty Decoart i Beller (w środku i po prawej) (fot. materiały promocyjne)Projekty Decoart i Beller (w środku i po prawej) (fot. materiały promocyjne)

Bespoke nie tylko dla korpiszonów

Polscy krawcy z odradzających się atelier przekonują, że szycie na miarę się opłaca - z fabryczną robotą wygrywa trwałością i jakością wykonania, a klientowi o sylwetce odbiegającej od ideału gwarantuje świetne samopoczucie. Na tegorocznym Hushu powstanie specjalna sekcja Bespoke, m.in. z garniturami i płaszczami Janusza Bieleni.

Trend na szycie na miarę dotyczy na razie głównie pracowników korporacji, dla których garnitur jest drugą skórą, ale szeroko pojęta personalizacja, dzięki której ubrania wyrażają osobowość tego, kto je nosi, to już standard, stąd koszule z haftowanymi monogramami, projektowane przez klientów buty czy biżuteria z grawerem.

Płaszcze Janusza Bieleni (fot. materiały promocyjne)Płaszcze Janusza Bieleni (fot. materiały promocyjne)

Culottes, które skutecznie wyparły boyfriendy i rurki (chwała im za to!)

Jeszcze pół roku temu pojawiały się w zestawieniach najtrudniejszych trendów, które nie wiadomo, jak właściwie zagospodarować. Dziś szerokie spodnie, często zaprasowane w kant, noszą nawet ci, którym teoretycznie figura na to nie pozwala. Dzięki nim chłopczyce mają pretekst, żeby w eleganckich okolicznościach włożyć spodnie zamiast spódnicy.

Culottes stanowią tak mocny element stylizacji, że wszystkie inne elementy stroju mogą pozostać neutralne.

Projekt Kaaskas (fot. materiały promocyjne)Projekt Kaaskas (fot. materiały promocyjne)

Detale: frędzle, siatki, przezroczystości

Coraz większą wagę przykładamy do detali. W końcu to one przesądzają o charakterze ubrania. Frędzle w stylu lat 70. pojawiły się w kolekcji Si-Mi, siatki u Justyny Chrabelskiej, na przezroczystościach bazuje polska bielizna. To najlepszy dowód na to, że moda powoli staje się dla nas polem eksperymentów, choć pokusa mundurka wciąż na nas czyha.

Bardziej świadomie sięgamy też dziś po detale nawiązujące do estetyki retro, chociaż dla starszego pokolenia tabu pozostają motywy z lat 80. Moja mama za żadne skarby nie włożyłaby legginsów, ani szerokiego paska, bo za dobrze pamięta czasy, gdy nosiła je w stu procentach na poważnie.

Kolekcja Mapaya (lewa strona na górze), projekty Justyny Chrabelskiej (lewa strona na dole), spodnie od Muses (po środku) i sukienka Si-Mi (po prawej) (fot. materiały promocyjne)Kolekcja Mapaya (lewa strona na górze), projekty Justyny Chrabelskiej (lewa strona na dole), spodnie od Muses (po środku) i sukienka Si-Mi (po prawej) (fot. materiały promocyjne)

Dres, bo bez niego się nie obejdzie

Szary dres ewoluował od szerokich spodni, które wkładało się na siłownię, albo po siłowni, gdy przemykaliśmy do samochodu pod osłoną nocy, do stroju na śniadanie, brunch i kolację. Z dresowej tkaniny szyje się wszystko, łącznie z eleganckimi koszulami i sukienkami do ziemi.

Polacy pokochali dres, bo kojarzy im się z nonszalancją, a ta w prostej linii z wolnością. Może wolą też iść na skróty i zamiast pobierać naukę stylu od formalnej elegancji aż do sportowego luzu, przeskakują kilka etapów i noszą się „jak w Berlinie, Londynie czy Nowym Jorku”? Ale podczas gdy w Nowym Jorku szerokie spodnie nosi się do jeszcze szerszych bluz, w Polsce dres stał się symbolem kontrolowanego luzu klasy średniej, stąd częsty zestaw dresowej sukienki i szpilek.

Projekty Vzoor i Gosi Strojek (fot. materiały promocyjne)Projekty Vzoor i Gosi Strojek (fot. materiały promocyjne)

Dzianina, najczęściej szara, ale podatna na eksperymenty

Z odsłoniętymi plecami, jak z kolekcji The Odder Side, obszerna jak u Le Brand, pensjonarska jak u Lany Nguyen. Polacy nauczyli się czytać metki i sprawdzać składy tkanin, a miękka, niegniotąca się, bezproblemowa dzianina stała się lekiem na całe zło, zwłaszcza że nie podkreśla mankamentów figury i często wygląda drożej, niż kosztuje. No i pozwala poruszać się w bezpiecznej gamie neutralnych szarości.

Dlatego w weekendy na placach zabaw młodzi rodzice wyglądają jak klony, które bardzo boją się koloru.

Od lewej kolekcja: The Odder Side, Fukki, Lana Nguyen (fot. materiały promocyjne)Od lewej kolekcja: The Odder Side, Fukki, Lana Nguyen (fot. materiały promocyjne)

Dzieci ubrane lepiej niż dorośli

Pokaż mi, jak ubierasz swoją pociechę, a powiem ci, kim jesteś, albo raczej kim chcesz być. Hush podchwycił trend strojenia dzieci, które z markowych ubranek wyrastają szybciej, niż uczą się pisać i czytać, w ekologiczne, autorskie, produkowane w niewielkich ilościach sweterki lorda, sukienki baletnic czy dżinsy na wymiar.

W modnych knajpach coraz częstszym widokiem są rodzice, których dzieci są ich miniaturową wersją - od skórzanych mokasynów po kaszmirowe szaliki. Mali dorośli mogą więc wyssać polską modę z mlekiem matki, bawiąc się drewnianymi zabawkami i oglądając ilustrowane książeczki wydawnictwa Dwie Siostry.

Kolekcja Mimmo (fot. materiały promocyjne)Kolekcja Mimmo (fot. materiały promocyjne)

Koronki, bo najważniejsze jest niewidoczne dla oczu

Stringi z Koniakowa odeszły do lamusa, a ich miejsce zajęła polska bielizna, która może się mierzyć z Agent Provocateur, Intimissimi i Victoria's Secret. Zuzanna Kuczyńska z Le Petit Trou, Rilla z marki Rilke i Lana Nguyen uwolniły kobiety od fiszbin i majtek Bridget Jones, dając im najdelikatniejsze koronki, które dziś tajemniczo wynurzają się spod białych koszul i dzianinowych swetrów co drugiej dziewczyny w miejskim autobusie.

Po Hushu ich liczba się zwiększy, bo bielizna to jeden z najczęściej kupowanych świątecznych prezentów.

Kolekcja bielizny od Lany Nguyen (lewy górny róg), od Le Petit Trou (lewy dolny róg) i od Rilke (po prawej) (fot. materiały promocyjne)Kolekcja bielizny od Lany Nguyen (lewy górny róg), od Le Petit Trou (lewy dolny róg) i od Rilke (po prawej) (fot. materiały promocyjne)

Lata 90. z sentymentu za bazarami i „Beverly Hills 90210”

Moda coraz częściej i szybciej zataczała koło. Jeszcze niedawno kolejne sezony stały pod znakiem nie więcej niż jednej minionej epoki. Dzisiaj do worka retro wrzuca się wszystko - od stylu Daisy z „Wielkiego Gatsby'ego” aż po Britney Spears.

Projekty Anny Tronowskiej i Beware (fot. materiały promocyjne)Projekty Anny Tronowskiej i Beware (fot. materiały promocyjne)

Ulica przekonała się do neonowych kolorów, grunge'owego dżinsu i kusych fasonów lat 90., choć zgodnie z etykietą mody, kto już raz nosił ubrania „z epoki”, nie powinien do nich wracać. Ale powiedzcie to trzydziestolatkom wychowanym na „Beverly Hills 90210”, które kupują mommy jeans z wysokim stanem, albo fankom Spice Girls, które kochają kolory lansowane przez markę Dream Nation.

Kolekcja Dream Nation (fot. materiały promocyjne)Kolekcja Dream Nation (fot. materiały promocyjne)

Malarskie wzory zamiast zwyczajnych groszków, łączek i pepitek

Projektantkom z Husha takim jak Joanna Hawrot opornie szło przekonanie Polek, że wzory nie ograniczają się do PRL-owskich wielbłądów, pepitek Alexis z „Dynastii” i groszków Pretty Woman. Chociaż na co dzień to czerń, granat i szarość wciąż dominują na ulicach, ważne okazje, takie jak np. śluby, Polki traktują jako pretekst do pokazania oryginalnych sukienek, pomne tego, że w takiej samej różowej satynie może wystąpić pięć kuzynek.

Kolekcja Joanny Hawrot (fot. materiały promocyjne)Kolekcja Joanny Hawrot (fot. materiały promocyjne)

Oversize, gdy mamy coś do ukrycia

Niekoniecznie kilogramy, a raczej gorszy dzień. Obszerne fasony - unikające podkreślenia talii, z opadającymi rękawami i wydłużonymi sylwetkami - polubili u swoich dziewczyn nawet zatwardziali fani rozerotyzowanego stylu Dody i Natalii Siwiec. Oversize oznacza wygodę, a wygoda to dobre samopoczucie.

Z racji tego, że po polskich chodnikach wciąż ciężko biega się w szpilkach, że większość z nas jeździ komunikacją miejską, a pod koniec dnia ma ochotę schować się w wielki golf, oversize przyjął się do tego stopnia, że gdy na imprezie dziewczyna pokaże trochę ciała, mogą jej nie poznać nawet najlepsi znajomi, przyzwyczajeni do kogoś, kto mieści się w rozmiar S, ale nosi L.

Kolekcje Sans i Le Brand (fot. materiały promocyjne)Kolekcje Sans i Le Brand (fot. materiały promocyjne)

Paryski styl, czyli bliżej do Ines de la Fressange, Caroline de Maigret i Lou Doillon

Polki nie od dzisiaj oglądają się na paryżanki. Od dobrych kilku sezonów poszukują ubrań „w stylu Isabel Marant”, czyli łączących hipisowski klimat boho z francuskim szykiem. Na Hushu przedstawicielkami tego nurtu są marki Le Brand, Si-Mi, Mako i Kaaskas.

Polki coraz chętniej sięgają po uważane do niedawna za ekscentryczne akcesoria: kapelusze z szerokim rondem, wzorzyste apaszki, a nawet szelki. Od paryżanek uczą się teraz niekoniecznie perfekcjonizmu, a raczej akceptacji niedoskonałości, stąd lekko rozciągnięte swetry, chłopięce fasony i świadomie pozbawione seksapilu dodatki.

Kolekcje Kaaskas i Mako (fot. materiały promocyjne)Kolekcje Kaaskas i Mako (fot. materiały promocyjne)

Polskie torebki, ale z włoskiej skóry

Nie próbujemy udowadniać, że polska klasa średnia zrezygnowała z marzeń o chanelkach i Lady Dior, a co najmniej o Gucci i Louis Vuitton, ale aspirujący, którzy do niedawna mogli pozwolić sobie na dodatki ze średniej włoskiej półki, przerzucili się na ręcznie wykonane, projektowane przez młode zdolne dziewczyny, klasyczne w kształcie torebki.

W tym roku największą furorę zrobiła Zofia Chylak (będzie także gwiazdą Husha), której udało się wyposażyć pół Warszawy w skórzane worki z frędzlami. To bodaj pierwsza it-bag Made in Poland, a torebki, wciąż traktowane jako przedmiot pożądania, ale i sprytnej inwestycji, mają tę przewagę nad sezonowymi ubraniami, że trwają (prawie) wiecznie.

Trzymają poziom także marki Mako Bags czy Balagan, a na fali mody na plecaki (widywani są już z nimi nie tylko studenci, a w niczym nie przypominają górskiego ekwipunku Alpinusa) z pewnością na Hushu sprawdzi się stoisko marki Pak In.

Torba Zofii Chylak, plecak Ecid, torebka z kolekcji Balagan (fot. materiały promocyjne)Torba Zofii Chylak, plecak Ecid, torebka z kolekcji Balagan (fot. materiały promocyjne)

Nadruki, które krzyczą

Niezależnie od tego, czy głoszą: „Make Love Not War”, „Doing Real Stuff Sucks” czy „Cute but Psycho”, jak w tegorocznej kolekcji Lany Nguyen, bluzy z przesłaniem zastępują deklaracje, manifestacje i transparenty. Do niedawna pozostawiająca wiele do życzenia znajomość języka angielskiego (i zasad modowej etykiety) prowadziła do faux pas na miarę sukienki z napisami „Love” i „Sexy”, którą w 2002 roku na oficjalną wizytę japońskiego cesarza Akihito w Warszawie włożyła żona Leszka Millera.

Dzisiaj Polacy świadomie wybierają napisy na sportowych bluzach i T-shirtach, wyrażając odpowiednio: bunt, nonszalancję albo świetne samopoczucie. Możemy się założyć, że już niedługo furorę, nie tylko na Hushu, zrobią hasła polityczne.

Kolekcja Lany Nguyen (fot. materiały promocyjne)Kolekcja Lany Nguyen (fot. materiały promocyjne)

Targi Hush Warsaw Winter Stories odbywały się na Stadionie Narodowym w Warszawie w dniach 5-6 grudnia. Więcej informacji o wydarzeniu, a także listę wystawców możecie znaleźć TUTAJ

Więcej o: