Nie sprzątam na święta, bo... mam świetną wymówkę [TOP 10]

Na Śląsku, skąd pochodzę, co miesiąc trzepie się dywany (żeby kurz nie miał szans), co sobotę pucuje się okna (żeby sąsiedzi nie pomyśleli, że ma się coś do ukrycia), a podłogi myje się codziennie - żeby w całym domu pachniało jak na łąkach umajonych. Wychowana zgodnie z dewizą, że "Ordnung muss sein", od czasu przeprowadzki do Warszawy trochę obniżyłam standardy. Jak sobie tłumaczę ten spadek formy?

Moje mieszkanie nie przeszłoby testu białej rękawiczki, chociaż dbam o to, żeby nie zarosło brudem, wyglądało schludnie i emanowało dobrą aurą. Ale kapłanką ścierki, ochmistrzynią płynu do szyb i wyznawczynią wybielacza nie jestem. Gdy mam do wyboru sprzątać albo robić cokolwiek innego, zazwyczaj wybieram bramkę numer dwa. A żelazna logika moich wymówek zapewnia mi spokojny sen.

Może coś obejrzę, zamiast latać z tą rurą? / Fot. Shutterstock.comMoże coś obejrzę, zamiast latać z tą rurą? / Fot. Shutterstock.com

1. Bo i tak się znowu pobrudzi

Lubię pracę, która ma bezpośrednie, szybkie i trwałe efekty. Sprzątanie spełnia tylko pierwszy z tych warunków. Jeśli chce się posprzątać porządnie, trzeba wyposażyć się w arsenał sprzętów AGD, środków czystości i przeróżnych przedmiotów, o których istnieniu pewnie nawet nie mam pojęcia. Sprzątanie jest więc syzyfową pracą w stajni Augiasza, a jak wiadomo powtórki z mitologii lepiej w domu nie próbować. Podłogi lśnią tylko przez jeden dzień, kurze udaje się unicestwić na niewiele dłużej, nie mówiąc już o szybkach od szafek w łazience, które w tajemniczy sposób po każdym myciu zębów nadają się do polerowania. Nie odwodzę więc od sprzątania „tematycznego”: wiosennego, świątecznego czy organizowanego pod hasłem „mama zapowiedziała, że wpadnie bez zapowiedzi”, ale przestrzegam przed sprzątaniem nadmiernie regularnym, pocieszając się, że wiele osób nawet nie próbuje ustalić sobie harmonogramu porządków, nie mówiąc już o ich przestrzeganiu.

2. Bo to nie moja kolej

Według rozpiski zawieszonej nad zlewem w tym tygodniu odkurza współlokator. Albo: mąż jest po to, żeby mi pomóc, zwłaszcza, że ja gotuję, haruję i kocham. A może jeszcze inaczej: pies też ma prawa lokatorskie, więc mógłby przejąć część obowiązków. Zagwozdkę mam tylko wtedy, gdy wreszcie czas, żebym to ja zakasała rękawy. Cóż, wtedy zawsze można wrócić do punktu pierwszego.

3. Bo się niedługo wyprowadzam

Alternatywnie: to wynajęte mieszkanie, wciąż nie skończyłam remontu albo przy obecnej sytuacji politycznej długo w Polsce miejsca nie zagrzeję. Mieszkanie to właściwie taki trochę mniej tymczasowy hotel. A w hotelu sprząta ktoś inny, prawda?

4. Bo sprzątałam tydzień, dwa, trzy... zaraz... chyba jednak ze cztery tygodnie temu

Po co się powtarzać i popadać w podcinającą skrzydła rutynę? Codzienne życie jest podporządkowane konwenansom, planom i schematom, niech przynajmniej sprzątanie będzie przestrzenią wolności. A o ile przyjemniej na spontanie pozbyć się dziesięciu kilogramów ubrań naraz, niż systematycznie segregować po jednej bluzce? I jakże rozsądnie poczekać aż się uzbiera więcej kurzem, żeby za jednym zamachem stoczyć z nim spektakularną walkę? Work hard, clean hard.

5. Bo jestem zapracowana

W tym tygodniu nie zdążyłam nawet poplotkować z przyjaciółką numer jeden o kocie przyjaciółki numer trzy, byłam na jodze tylko dwa razy i jeszcze nie widziałam ostatniej części „Igrzysk śmierci”. Kobieta pracująca żadnej pracy się nie boi, imam się więc wielu zajęć - od leżenia do góry brzuchem po leżenie na plecach. Sprzątanie w napięty grafik wpisać trudno, a poza tym, za szorowanie fug nikt mi nie zapłaci.

6. Bo seriale same się nie obejrzą

Bycie na bieżąco wchodzi w zakres moich obowiązków zawodowych, sprzątanie jest dobre dla nudziarzy. I nijak nie opowiem o nim anegdotki, chyba że na swojej drodze spotkam tarantulę, spadnie na mnie żyrandol albo poślizgnę się na lśniącym linoleum. Jako osoba trochę pisząca, wszędzie muszę szukać inspiracji, materiału, pożywki. Dno wiadra z wodą straszy pustką.

7. Bo lepiej mi wychodzi gotowanie, majsterkowanie, prasowanie (niepotrzebne skreślić)

Obowiązkiem każdego z nas jest odkryć swoje prawdziwe powołanie. Kto świetnie operuje szydełkiem, powinien na święta zrobić szaliki dla całej rodziny. Kto zawstydza Jamiego Olivera perfekcją przygotowania pieczeni, z domu uczynić winien restaurację. A kogo jak opium odurza woń środków czyszczących i żrących, niechaj zamieszka w świątyni czystości.

8. Bo mamy XXI wiek

I na pewno jest jakiś sprytny sposób, żeby do sprzątania namówić androidy - jak w brytyjskim serialu „Humans”. A poza tym sprzątanie jest drobnomieszczańskie i hipsterom nie przystoi. Gdy świat stawia nam wciąż nowe wyzwania, konfrontowanie się z mopem należy uznać za luksus lekkoducha, a nie obywatelski obowiązek.

To po lewej to taka hipsterska instalacja: To po lewej to taka hipsterska instalacja: "Chaos właściwy" / Fot. Shutterstock

9. Bo jestem feministką

To zwykle zamyka wszystkim usta, nie pozwalając na dalszą dyskusję, kontrargumenty czy spory. Feministki wyzwoliły się spod jarzma domowych obowiązków, przebijają szklany sufit i szukają szczęścia. Atmosferę niech tworzą lary i penaty, bo feministka opiekunką domowego ogniska być nie zamierza.

10. Bo jestem eko

A sprzątanie wymaga: a) zużywania wody, b) całej masy chemii stanowiącej bazę pachnących świeżością balsamów, płynów i sprejów, c) wyrzucania mnóstwa przedmiotów, które potem trafiają na gigantyczne wysypiska śmieci i zwiększają dziurę ozonową.

Zamiast więc zastanawiać się nad tym, czy zza moich szyb widać jeszcze słońce, pogapię się w telewizor. Może leci właśnie „Perfekcyjna pani domu”.

Anna Konieczyńska, Foch.pl

KONKURSKONKURS

Więcej o: