Mamo, na jutro muszę przynieść: trzy motki wełny, 10 pudełeczek i dwie tasiemki

Dziś szkoła bardzo ułatwia rodzicom życie: formy i kanały komunikacji mocno się zmieniły od naszych czasów. Jednak pewne rzeczy są niezmienne: gdy na chybcika trzeba skompletować materiały potrzebne na zajęcia z plastyki...

fot. wylegarnia.blox.plfot. wylegarnia.blox.pl

Pewnie każdy z nas ma taką historię ze szkoły.

Późny wieczór, godzina ósma albo dziewiąta. Pora jesienna lub zimowa, za oknem nieprzeniknione ciemności i siecze deszcz. Leżałeś już w łóżku, ale nagle dostajesz olśnienia i biegniesz do rodziców - jutro do szkoły na ósmą rano potrzeba ci na plastykę liście miłorzębu japońskiego podlewanego wodą z górskiego źródła przy akompaniamencie pięciu fletów poprzecznych. Albo trzy motki grubej turkusowej wełny angorskiej i dwa pudła po telewizorze.

Ja nigdy nie zapomnę, kiedy w podobnych okolicznościach poinformowałam Mamę, że mam przynieść na plastykę dziesięć (DZIESIĘĆ!!!) pudełeczek tekturowych różnej wielkości, bo mieliśmy na plastyce robić miasto. Zrobiłyśmy atak na półkę z lekami, gdzie wyłuskałyśmy wszystkie buteleczki i pastylki z pudełek (a pamiętacie na pewno, że wtedy rzadko które leki miały opakowania tekturowe). Miałyśmy może połowę pudełek, reszta została naprędce wyżebrana od sąsiadów.

Dziś szkoła bardzo ułatwia rodzicom życie - prośby wiszą na tablicy informacyjnej i są wpisywanie do dzienniczka. Czekam tylko na powiadomienia sms, aplikację z przypominajkami połączoną z systemem e-zakupów albo usługi consierge w temacie. Co nie zmienia faktu, że kiedy obowiązek dostarczenia materiałów na pierwszy projekt plastyczny dosięgnie cię, rodzicu, jest to w jakimś stopniu stresujące przeżycie.

Wreszcie przychodzi ten dzień. Czytasz:

Bardzo proszę o przyniesienie na zajęcia plastyczne we wtorek: wstążkę koloru białego dosyć długą, wstążkę koloru czerwonego również długą, dwa okręgi (nie koła) wycięte z tektury, mniejszy o średnicy 9 cm i szerokości 2,5 cm oraz mniejszy o średnicy 6 cm i szerokości 2 cm, czerwone koło z materiału lub tektury o średnicy 2,5 cm.

Powiedz mi, co wtedy robisz rodzicu?

1. Sprawdzasz szufladę z nićmi. Dobrze pamiętasz, metr gumki do majtek wciąż tam jest - biała wstążka odhaczona. Przypominasz sobie, że sąsiadka z mieszkania naprzeciwko miała imieniny w weekend i szła pod blokiem z kwiatami z czerwoną wstążką. Sąsiadka jest pomocna, użycza wstążki - odhaczone. Tektury w domu niet, wyciągasz ostatni numer "Party". Nie, ten jeszcze nie jest przeczytany - szukasz poprzedniego. Okładka w miarę twarda, nada się. Rysujesz okręgi na oko, wycinasz na oko - odhaczone. Czerwone kółko każesz dziecku wyciąć w szkole z papieru wycinankowego kolegi z ławki - odhaczone.

2. Cieszysz się, że hurtownia pasmanteryjna tak blisko twojej pracy. Czytasz wymiary okręgów, wizualizujesz je. W hurtowni kontemplujesz setki odcieni wstążek, ich grubość - w końcu wybierasz dwie i kupujesz po dwa metry każdej. Nie za mało? No dobra, po trzy metry. Wracając do domu przypominasz ojcowi rodziny, że ma kupić cyrkiel i ignorujesz jego jęczenie, że po co. Wieczorem orientujesz się, że twoje wyobrażenie o tych cholernych okręgach jest o dupę wytłuc, bo zwizualizowałeś sobie promień 9 cm, nie średnicę, więc wstążki są za grube na to, co wydaje ci się, że będzie robione. Z okręgami idzie lepiej - nie masz tektury per se, ale przy każdym spotkaniu w sprawie obsługi kredytu mieszkaniowego dostajesz od banku teczkę na dokumenty z tysiącem podpisów, z których jedna idzie teraz pod nóż. Pod nożyczki, znaczy się.

3. Wystosowujesz zapytanie do nauczycielki o uściślenie: jak szerokie mają być wstążki z (tolerancją 5 mm), jakiej mają  być długości (z tolerancją 10 cm), jaki ma być ich odcień (wytyczne najlepiej przy użyciu skali barw CMYK lub RGB), czy tektura na okręgi ma być zwykła czy falista + preferowana gramatura. Dodajesz prośbę o ujednolicenie materiału dwuipółcentymetrowego koła (po co wprowadzać pomiędzy uczniów niepotrzebne napięcia?) i upewniasz się, że odcień koła ma być taki sam jak odcień czerwonej wstążki. Dopiero po uzyskaniu informacji możesz spokojnie zrobić zakupy.

4. Prosisz o uściślenie jak w punkcie 4, po czym wzdychasz nad stanem ludzkości i w tej samej korespondencji wyrażasz nadzieję, że pani nauczycielka zdaje sobie sprawę, że okrąg to zbiór wszystkich punktów płaszczyzny odległych od ustalonego punktu, nazywanego środkiem, o zadaną odległość i jako taki nie może zostać wycięty, bo nie ma grubości. Domyślasz się jednak, że chodzi pani o obręcze tekturowe, które oczywiście przygotujesz, nie ma problemu, współpraca ze szkołą to priorytet.

5. Wytyczne przyprawiają cię o białą gorączkę, bo żadnej z wymienionych rzeczy nie masz w domu. Wieczorem w dniu przed plastyką dziecko dopytuje się, czy wszystko jest kupione, a ty zapewniasz, że jutro wszystko będzie w porządku. Kiedy szkolniak idzie spać, wypijasz butelkę wina (może być w takim stylu). Rano informujesz szefa, że bierzesz urlop na żądanie i opowiadasz dzieciakowi o nowej sekretnej tradycji - co jakiś czas będziecie sobie robić wagary bez powodu (tylko ćśśśśśśśś!), zamawiać pizzę na obiad i oglądać kreskówki na VOD. Projekt plastyczny natychmiast odpływa w niepamięć.

No właśnie, rodzicu - co w tej sytuacji robisz?

***

Izabela Oszust - matka dwójki w wiecznie skomplikowanej relacji z rzeczywistością. Posiadaczka najsympatyczniejszego nazwiska świata. Jej życiem kieruje miłość do słowa, w związku z czym w zawodowo snuje korporacyjne opowieści, a poza pracą bloguje. Nigdy nie zamieniłaby okularów na szkła kontaktowe. Czytajcie ją na wylegarnia.blox.pl

blox

Więcej o: