Doceńcie kundelki! Rasowe psy są produkowane taśmowo

Pies, jak mówi anonimowa mądrość, jest najlepszym przyjacielem człowieka. Czym kierujemy się w wyborze przyjaciela i czy rasa to właściwa przesłanka?

Małe zwierzę, dużo włosia / fot. Olga WróbelPies Bolek jeszcze przed chorobą / fot. Olga Wróbel

We wrześniu pożegnałam mojego psa, Bolka, którego wyłowiłam ze schroniska i hołubiłam przez siedem lat z pomocą całej rodziny zakochanej w tym brązowym kłębku niespokojnej miłości. Na razie, z wielu względów, nie będę miała kolejnego psa, ale to nie znaczy, że nie tęsknię za bezwarunkowym uczuciem, którym obdarzało mnie zwierzę, za ciepłem jego pyska na kolanach, nawet za spacerami w nieciekawą pogodę, która dla mojego psa zawsze była interesująca. W ramach wątpliwej rozrywki łażę sobie więc po Internecie, oglądam strony schronisk, lajkuję zdjęcia psów znajomych i śledzę ich (tak!) fanpejdże.

Bolek był kundlem. Do czasu gwałtownej śmieci wywołanej babeszjozą nie cierpiał na przewlekłe schorzenia. Owszem, na stare lata doskwierały mu stawy i trzeba było czasem zajrzeć do weterynarza po tabletkę ze sterydami. Owszem, miał kamień na zębach i wymiotował po zjedzeniu czegoś nieświeżego, wyszperanego na nielegalu w koszu. Ale generalnie miał się dobrze.

Jeszcze oddychają (fot. Wikimedia Commons CC0)Jeszcze oddychają (fot. Wikimedia Commons CC0)

Tymczasem na stronie właścicielek dwóch mopsów z przerażeniem śledzę cały katalog przypadłości: choroby tarczycy, problemy ze skórą, epilepsja (a może to syndrom brachycefaliczny?), niewydolność nerek, powiększony żołądek, skurcze, spazmy. Rentgen, EKG, USG, pobranie moczu prosto z pęcherza przez nakłucie powłok brzusznych, rhinoskopia i endoskopia podniebienia. Mam wrażenie, że większość ludzi przeżywa życie nie zaznawszy tylu procedur medycznych co te dwie mopsie kiełbaski. W komentarzach - pocieszające głosy innych skłopotanych właścicieli mopsów: „Maxim miał dzisiaj zdjęcie szwów z nosa i zaglądanie do gardziołka po skróceniu podniebienia. Pan doktor zapowiedział, ze powtórka będzie za rok i opowiedział, co się dzieje przy takim podniebieniu, które jest za długie”. Dodam, że te psy są kochane i zadbane: mają właściwe warunki, profesjonalną karmę dobraną do rodzaju schorzeń, doskonałą opiekę weterynaryjną oraz - last but not least - znajdują się w rękach osób, które znakomicie znają się na mopsach. Skąd więc problemy? Magiczne słowo: rasa.

Oczy - komu to potrzebne (fot. Vikimedia Commons CC0)Oczy - komu to potrzebne (fot. Wikimedia Commons CC0)

Wszystkie psy pochodzą od udomowionych w plejstocenie wilków. WSZYSTKIE. Dotyczy to owczarków niemieckich i husky, w których wyglądzie pobrzmiewają echa oryginału, jak mopsów, spanieli, jamników i labradorów. Nie jest tak, że gdzieś tam po lodowcu brykał sobie francuski buldożek, a ludzie go oswoili ochłapami mięsa i proszę, oto dzisiejsi potomkowie tamtego chwata. Rasy zawdzięczają swój specyficzny wygląd selektywnej hodowli, dobieraniu osobników pod względem modelowych cech, eliminowaniu w procesie rozrodu tych jednostek, które przejawiają niepożądane zachowania lub wyglądają niezgodnie z wizją hodowcy. Tak wygląda sytuacja w ogromnym uproszczeniu. Można w pewnym sensie powiedzieć, że psy rasowe zostały zaprojektowane przez ludzi w wielowiekowym procesie. I w tym procesie, niestety, dziecko zostało wylane z kąpielą.

Kiedyś psy hodowane były w określonym celu: psy pasterskie, zaprzęgowe, myśliwskie, obronne, kanapowce, maskotki. Od ich pracy i sprawności zależało powodzenie całych grup, rodzin, cechów. Utrata stada owiec na skutek błędów źle przyuczonego psa mogła mieć katastrofalne konsekwencje, i tak dalej. Dzisiaj coraz mniej psów pracuje w dawnym rozumieniu zwierzęcych fachów - przynajmniej w sytych krajach Zachodu. Dlatego cechy odpowiadające ze wydolność zwierząt nie mają już takiego znaczenia i niektórymi rasami można się „pobawić” w kierunku wyglądu. Jest to kwestia tak przezroczysta, że nawet o niej nie myślimy. Wiadomo, że jamnik nie może wchodzić po schodach, bo ma słaby kręgosłup, dalmatyńczyki cierpią na epilepsję częściej niż inne psy, buldogi potwornie sapią z powodu krótkiego pyska, a spaniele mają problemy z uroczo jedwabistymi uszami. Zgoda - tylko to nie są cechy, którymi psy obdarzyła hm, Matka Natura. Człowiek dokonał na nich swoistej anty-ewolucji, wymieniając zdrowie na wygląd, też podporządkowany zresztą modom.

Ile krzyżówek, żeby oko było niebieskie, a sierść brązowa? (fot. Wikimedia Commons CC0)Ile krzyżówek, żeby oko było niebieskie, a sierść brązowa? (fot. Wikimedia Commons CC0)

Jeżeli chcecie zobaczyć, jak zmieniły się niektóre rasy w ciągu ostatniego stulecia, kliknijcie tutaj. Dzisiejsze psy wyglądają jak karykatury swoich przodków. Nietrudno domyślić się, że ich zdrowie i komfort życia nie idą w parze z przerysowanymi cechami zewnętrznymi. Zróbmy jeszcze dłuższego jamnika, jeszcze słodziej pomarszczonego mopsa z zawiniętym ogonkiem. Będą chorować, pół życia spędzą na dziwnych badaniach, nie będą w stanie funkcjonować bez specjalistycznych zabiegów i preparatów. No cóż. Ale spójrzcie, jak fajnie wyglądają.

Zdrowy zgryz - bez przesady! (fot. Wikimedia Commons/Pharaoh Hound)Zdrowy zgryz - bez przesady! (fot. Wikimedia Commons/Pharaoh Hound)

Przyznam, że trudno mi zrozumieć jak ludzie, którzy kochają zwierzęta, mogą decydować się na zakup rasowych psów skazanych na cierpienie. Pół biedy, jeżeli ich pupile pochodzą z profesjonalnych hodowli, mają udokumentowaną historię, także medyczną, i ktoś odpowiedzialny panuje nad ich powstawaniem (myślę, że to właściwe słowo). Za modą na określone gatunki idzie jednak ciemna fala amatorskich fabryk szczeniaków: eksploatowane do granic możliwości suki, chore mioty niepełnosprawnych psów produkowanych taśmowo dla zysku i dla uciechy osób, które nie są gotowe wyłożyć konkretnej sumy za rodowodowego czworonoga (lub nie zdają sobie sprawy skąd bierze się różnica w cenie).

Nie chcę kończyć tego tekstu łzawym zawołaniem, że każdy pies kocha tak samo, a kundelek uratowany ze schroniska może nawet bardziej. Mój pies przez siedem lat nie pozbył się traumy porzucenia i wpadał w panikę za każdym razem, kiedy znikaliśmy z jego pola widzenia na dłużej niż pięć minut. Nie było z tym łatwo, ani jemu, ani nam. Nie wiem, czy zdecydowałabym się ponownie na adopcję dorosłego psa i jego nieznanej mi bliżej historii. Ale na pewno kolejny pies będzie kundlem - bo wygląd nie ma znaczenia, w tym przypadku szczególnie. Chcę, żeby zwierzak był możliwie zdrowy, nieobciążony genetycznymi defektami wynikającymi z bezgranicznej pomysłowości ludzi.

Oczywiście, refleksja ta nie kończy się na „głupich, próżnych psiarzach i ich pupilach”. Po co w ogóle trzymamy w domu zwierzęta? Jaką potrzebę w ten sposób zaspakajamy? Czy tak naprawdę mamy prawo umieszczać je w klatkach, oswajać, nadawać im imiona? Co daje mi kontakt z dwiema papużkami falistymi, które mieszkają ze mną od października? Najpierw chciałam kupić jedną - przeczytałam, że łatwiej przywiązuje się do właściciela, potrafi latać za nim po mieszkaniu i siedzieć na ramieniu podczas domowej krzątaniny. Ostatecznie, po przeglądzie forów miłośników ptaków, kupiłam dwie papugi. Znakomicie spędzają czas w swoim towarzystwie, a mnie mają w głębokim poważaniu. Nie powiem, chciałabym je złapać i pogłaskać po piórkach, ale tak jest chyba uczciwiej. Mam nadzieję, że w zgłębieniu zagadnień z zakresu animal studies pomogą mi książki: na koniec roku zostawiłam sobie „Zwierzęcy punkt widzenia” Erica Barataya i wydane w zbiorczym tomie materiały z konferencji Państwowej Akademii Nauk „Zwierzęta i ich ludzie”. Zobaczymy, może zrozumiem więcej.

W odpowiedzi na przyszłe komentarze z góry informuję, że tekst ma charakter czysto subiektywny i jeżeli ktoś ma racjonalne argumenty w obronie psów rasowych, przyjmę je z otwartą głową i ciekawością.

Więcej o: