O samotności, która może popchnąć na skraj szaleństwa

Są filmy, które stają się pretekstem do spojrzenia na świat i siebie inaczej. Uważniej. Taka jest właśnie "Miłość Larsa?. Wiem, że nie jest to nowość, ale porusza temat szczególnie aktualny w okresie świątecznych i noworocznych spotkań - samotność.

Bardzo dobrze wiem, czym jest samotność, cierpienie i poczucie izolacji - od lat choruję na depresję. Wiem też, czym jest społeczna fobia i wiem, że dotyk, ten fizyczny potrafi boleć. Teraz ponownie udało mi się pognać chorobę do kąta i przejąć nad nią kontrolę, co pozwala mi na spojrzenie z boku.

Oczywiście, samotność nie jest przypisana jedynie do osób chorujących na depresję. Jest raczej zjawiskiem społecznym, które przestaje dziwić. Coraz mniejszą uwagę zwracamy na ludzi, bo ludzie coraz mniejszą uwagę zwracają na nas. Brak czasu, zapracowanie, rodzina, świat mediów społecznościowych odciąga nas od człowieka jako istoty żywej i namacalnej. Po co wychodzić z domu, skoro można porozmawiać na komunikatorze, czy przez telefon. Po co wychodzić z domu, skoro można zamówić zakupy przez Internet, obejrzeć w nim film czy koncert. Wygoda, jaką dał nam Internet bywa zgubna, bo rezygnujemy ze spotkania w realu, na rzecz spotkań w sieci. Zapewne dla niektórych jest to tylko plus, bo mogą poznać więcej osób i nie muszą opuszczać swojej bezpiecznej przystani, ale ja widzę w tym zagrożenie kontaktów osobistych. Film "Miłość Larsa" jedynie wzmocnił moje przypuszczenia i obawy.

Lars (Ryan Gosling) to młody samotny mężczyzna, który oznajmia rodzinie, że się zakochał. Wybranką serca okazuje się erotyczna lalka. Ten opis brzmi jak z pogranicza komedii i dramatu, ale dla mnie nie ma tam miejsca na śmiech. Nie mówimy bowiem o dewiacji seksualnej, ale o wielkim ludzkim cierpieniu, samotności i chorobie.

W świecie Larsa lalka jest istotą żywą, a ich związek jest jak najbardziej prawdziwy. Wszystko to, co człowiekowi zdrowemu wydaje się wariactwem, dla Larsa wariactwem nie jest. W filmie stykamy się nie tylko z Larsem, ale również z jego rodziną, przyjaciółmi i całym środowiskiem, w którym funkcjonuje. Może nas śmieszyć to, że cała społeczność zaczyna "grać” w teatrze lalek, ale intencje są pozytywne. Chcą uleczyć Larsa, a przy okazji zaczynają zastanawiać się, czy sami są szczęśliwi. Tak, również ci będący w związkach.

kadr/screen z filmu - Miłość Larsakadr/screen z filmu - Miłość Larsa

Bo przecież samotność dotyczy również osób będących w związkach. Niby razem, a jednak osobno. Poza dzieleniem wspólnego kredytu i czasami łóżka, ludzi nic już nie łączy. Na pozór normalna rodzina z dziećmi, która w weekendy jeździ na zakupy, w tygodniu po pracy rozmawia o pracy i o dzieciach. Ludzie, którzy kiedyś byli sobie bliscy oddalają się od siebie każdego dnia, bo przestają rozmawiać.

A rozmowa to przecież coś więcej niż wymiana zdań, rozmowa to nawiązanie relacji emocjonalnych z drugim człowiekiem. W rozmowie nie ucieka się od trudnych tematów, ale próbuje się szukać rozwiązania problemu. Ucieczka od niewygodnych czy krępujących spraw nigdy nie przyniesie pozytywnego ich zakończenia. Jeden unik pociąga za sobą kolejne i w pewnym momencie budzimy się obok kogoś, kogo już nie znamy, kogoś kto nie jest już dla nas interesujący.

Mam propozycję. Zastanówcie się nad tym, jak często czujecie się samotni i co powoduje ten stan rzeczy, czy w ogóle potraficie odpowiedzieć sobie na to pytanie i czy coś z tym robicie. Życzę wam, żebyście powiedzieli - nie jestem samotna czy samotny. Ale może znacie kogoś, kto może się tak czuć? Może będziecie w stanie mu pomóc?

Więcej o: