"Teraz pomaganie jest modne, kiedyś było oczywiste" - zgadzacie się?

Końcówka roku to czas podsumowań. Co się udało, co okazało się sromotną porażką, a czemu należało poświęcić więcej czasu? Dla mnie najistotniejsze okazało się pomaganie - sobie i innym.

Co jest moim zdaniem najważniejsze w życiu? (fot. Pexels.com)Co jest moim zdaniem najważniejsze w życiu? (fot. Pexels.com)

Rozsądne planowanie finansów nie jest moja mocną stroną. Zapominam o tym, że przyjdzie mi zapłacić podatek od gruntu, o samochodzie to już na pewno należałoby poważnie pomyśleć. Monet ubywa, a nie przybywa. Może powinnam usiąść z Excelem i zająć się rozpisywaniem budżetu domowego, ale wiem, że tego nie zrobię, bo to nie leży w moim zwyczaju. Przez pierwszy miesiąc, czy nawet dwa będę uzupełniała tabelkę dzień po dniu, ale już w kolejnych tygodniach o tym zapomnę. Taka jestem i raczej już tego nie zmienię. Mało myślę o pieniądzach, a raczej o tym, że pewnego dnia naprawdę może ich zabraknąć.

Dużo większą wagę przywiązuję do emocjonalnej strony swojego życia. Na pierwszym miejscu jest rodzina i przyjaciele. Drugie miejsce to zwierzęta, a trzecie społeczeństwo. W moim mikrokosmosie działam według dewizy: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Mówię tutaj o mikrokosmosie, bo przez lata przebywania na tej planecie znalazłam grupę osób, którym mogę ufać i którzy wspierają mnie, a ja wspieram ich. Przyjmowanie pomocy wcale nie jest tak łatwe, jak niektórym może się wydawać. Mam wrażenie, że im człowiek jest bardziej niezależny, tym ciężej jest mu o nią prosić.

W pewnym momencie dochodzimy jednak do ściany i albo zaczniemy uderzać w nią głową, co poza dodatkowym bólem w niczym nie pomoże, albo przyznamy się przed samymi sobą, że konieczne jest nam wsparcie. Jaki to będzie rodzaj ratunku, to nie ma znaczenia. Znaczenie ma fakt, że się przełamaliśmy i mówimy - jestem w potrzebie. Jeżeli masz tak jak ja, czyli wspaniałą rodzinę i przyjaciół mówienie tego jest trochę łatwiejsze, ale tylko trochę.

Niekiedy duma nie pozwala nam na obciążanie kłopotami innych. Może to nawet nie jest duma, a raczej ciągła troska o innych. Co z tego, że nam jest źle, ale inni też mają nieciekawie albo nie ma potrzeby zawracać im głowy. Otóż to nie jest prawda. Jesteśmy dorośli i jeżeli nie będziemy mogli pomóc albo nie będziemy chcieli to nic i nikt nas do tego nie zmusi. To jest nasza wewnętrzna sprawa, komu pomagamy, w jakich okolicznościach i czy możemy komuś pomóc, nie narażając swojego dobra.

Bartosz Bobkowski / Agencja GazetaBartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

W lipcu tego roku wylądowałam w szpitalu. To, co mi się przytrafiło jest łańcuchem powiązań ogólnoustrojowych i jeszcze będzie się za mną ciągnąć. Mam kolejne konsultacje w różnych instytutach, biorę leki i czekam. Czekam na odpowiedź, co dalej. Nie to jest jednak istotne. Ważne dla mnie jest to, że mam tyle wsparcia od moich najbliższych i trochę dalszych ludzi, że zupełnie nie obawiam się o swoje zdrowie.

Przyjęłam do wiadomości, że raczej będę miała zabieg na sercu i podchodzę do tego z uśmiechem. Skoro jest anomalia w moim organizmie, to się jej pozbędę. Przyjęłam tutaj pomoc "moich" ludzi. Ktoś ze mną na badania jeździ, ktoś się pyta jak się czuję, a jeszcze ktoś inny żartuje z mojego stanu zdrowia. Żartuje, bo wie, że mnie to bawi i daje dystans do spojrzenia na całość.

Przyjęłam również do wiadomości, że depresja będzie ze mną już na zawsze. Mogę ją kontrolować i trzymać pod kluczem, co staram się robić. Mam świadomość, że ta podła dziwka, będzie chciała wyjść zza drzwi i pewnie kiedyś jej się to znowu uda, ale nie przeraża mnie już to. Wiem, co mam robić w takiej sytuacji i moi bliscy też wiedzą, jak mają mi pomóc. I wiecie co? Nie zawaham się prosić o to wsparcie, bo w końcu chodzi o życie.

28.07.2015 Radom. Schronisko dla zwierzat  Fot. Andrzej Michalik / Agencja Gazeta DLORA strony lokalne GW - RadomWydarzenia ZDJĘCIE DO WKŁADKI: DLORA strony lokalne GW - RadomWydarzeniaANDRZEJ MICHALIK

Na koniec chciałam powiedzieć, że serdeczność, którą czerpię od innych, staram się lepić w jeszcze większą kulę i posyłam ją dalej w świat. Część trafia do moich ludzi, część do fundacji i schronisk dla zwierząt, a jeszcze inna do ludzi, których nawet nie znam. Nie ma znaczenia, z jakich konkretnie składników ulepiona jest kula dobra, ważne, że jest i toczy się dalej. Może któregoś dnia dotoczy się do was, bo kulę dobrej energii już nieraz od was dostałam, za co jestem bardzo wdzięczna.

Więcej o: