Pacjenci po transplantacjach będą musieli zmienić leki - dlaczego jest to jedna z gorszych decyzji tego rządu?

Zmiany na liście leków refundowanych między innymi uderzają w osoby po przeszczepach, których życie zależy od skuteczności działania jednego, konkretnego, skutecznego leku. Cena leku wzrośnie od kilku do kilkuset złotych. A równie skutecznych zamienników brak.

Tuż przed świętami Ministerstwo Zdrowia opublikowało listę leków refundowanych. Po raz pierwszy od 15 lat zabrakło na niej jednego z ważniejszych immunosupresantów, czyli leków chroniących organizm osób po przeszczepie przed odrzuceniem nowego organu.

Dodam, że są to osoby, które najpierw musiały zmierzyć się z diagnozą, potem z odnalezieniem dawcy (już samo to bywa wyzwaniem), następnie z przygotowaniem do operacji transplantacji (kolejny etap, w czasie którego życie danej osoby bywa narażone na niepożądane działania czynników zewnętrznych), wreszcie przejść operację, a następnie czekać - czy organizm przyjmie przeszczep, czy może odrzuci go uznając za "obce, wrogie ciało”. Aby zminimalizować prawdopodobieństwo odrzucenia przeszczepu, pacjenci przyjmują specjalne preparaty, które pomagają nieco oszukać wewnętrzne systemy obronne - obniżają odporność i skutecznie zapobiegają odrzuceniu. Odpowiednio dobrany preparat nie tyle leczy, co utrzymuje biorcę narządu przy życiu.

Poproś o zamiennik,, albo z moździerza ich! źródło: pixabay.comPoproś o zamiennik albo z moździerza ich! (źródło: pixabay.com)

Po co piszę o tym w taki łopatologiczny sposób? Może tak będzie łatwiej. Bo jak napiszę, że Prograf, lek bezpieczny i sprawdzony, refundowany już od 15 lat i stosowany z powodzeniem także u młodych pacjentów nagle zostaje skreślony z listy leków refundowanych, co oznacza, że jego cena z kilku złotych wzrośnie - Z DNIA NA DZIEŃ - do kilkuset złotych, że lek ten osoby po przeszczepie będą musiały przyjmować do końca życia, że trudno o identyczny zamiennik - może byłby kłopot ze zrozumieniem istoty problemu. Takich spraw nie można bagatelizować.Irytująca jest już sama sytuacja nagłej zmiany, lakoniczny komunikat wystosowany przez Ministerstwo Zdrowia, w którym pojawia się jedynie informacja sprzeczna z opiniami niezależnych transplantologów - o tym, że na liście leków refundowanych są preparaty mogące stanowić zamiennik dla Prografu.

Dwa dni temu na Facebooku wystartowała akcja "TAK dla refundacji leków dla osób po przeszczepach" - z jednej strony protestacyjna, z drugiej informacyjna, bo podnosząca świadomość społeczną o zaistniałym problemie. Udało mi się zamienić kilka słów z organizatorką, prowadzącą bloga Prawo w Transplantacji Anetą Sieradzką. Z naszej krótkiej wymiany zdań zrodziło się więcej pytań, niż odpowiedzi.

Wygląda bowiem na to, że po raz kolejny osoby odpowiedzialne za prowadzenie gospodarki i polityki farmakologicznej szukają oszczędności nie tam, gdzie powinny. Jak inaczej wyjaśnić takie zmiany? Zmiany, które - dodajmy - są krytykowane przez specjalistów. Jak zauważa Aneta Sieradzka:

Transplantologia jest kosztowna, a politycy wszędzie szukają oszczędności nie patrząc na konsekwencje. Rozumiem, że pojawił się tańszy zamiennik, możliwe, że ktoś chce przy okazji także zarobić. Warto mieć świadomość, że tu chodzi o miliony złotych. Skoro jednak inwestuje się w przeszczepienie narządu ogromne pieniądze, to nie robi się tego po to, by przeszczep został odrzucony z powodu podania pacjentowi tańszego zamiennika, albo po to, by pacjent został w następstwie zmiany leku poddawany kosztownej hospitalizacji. Czemu i komu to służy? Proszę posłuchać wypowiedzi lekarzy po publikacji nowej listy leków refundowanych. Żaden specjalista nie zapewnia, że proponowane zamienniki będą równie skuteczne. Owszem, zamienniki się stosuje w innych dziedzinach, ale transplantologia to bardzo wrażliwa gałąź medycyny. Pan minister mówił wczoraj, że wprowadzają dla dzieci zamiennik w tabletkach. Ten zamiennik nie ma odpowiednika w syropie.

Gdybym nie wiedziała kto jest ministrem zdrowia, gdybym nie znała pana Konstantego Radziwiłła, podejrzewałabym, że jest jakimś dyletantem, który dodatkowo nie ma pojęcia o dzieciach, wszechświecie i całej reszcie. Ale tak się składa, że ministrem zdrowia został lekarz z wieloletnim doświadczeniem, także na stanowisku wymagającym nie tylko wiedzy medycznej, ale predyspozycji do zarządzania, ustalania, sprawdzania i prowadzenia polityki. Minister zdrowia jest też ojcem ośmiorga dzieci. Czy to ważne? Tylko trochę, odrobinkę, och, dla tych, którzy na przykład mają w domu własne dzieci, a te dzieci żyją z przeszczepionymi organami i na przykład nagle dostaną zamiast dobrze tolerowanego syropu tabletki, które nie dość, że mogą nie zadziałać jak powinny (drobiazg! przecież to tylko przeszczep!), to jeszcze nie będą takie łatwe w podawaniu (ale przecież, jak mówi pan minister "coś się wymyśli", nie?).

Ja mam w takim razie kilka pytań. Czy to są właśnie te zmiany w polityce prozdrowotnej, o których mówił pan Konstanty Radziwiłł przed wyborami? Na którym etapie tych zmian wystąpiło myślenie o dobru pacjenta? Czemu właściwie służą takie decyzje?

Im dłużej czytam opinie transplantologów, rodziców i osób, których zdrowie może być narażone na szwank przez takie zmiany, tym bardziej nie wiem, co tu się właściwie wyrabia. Czyje interesy są tutaj bronione? Może producenci tego konkretnego leku zasponsorowali całą akcję (serio?), a może po prostu nikt nie przemyślał w rządzie takich decyzji (to byłoby okropne)? Bo chyba nie chodzi o lobby pozostałych producentów leków generycznych... Nie wiem już, która odpowiedź byłaby najgorsza.

Wiele się zmian dokonało w ostatnich tygodniach, ale ta, która skłoniła mnie do napisania tego tekstu może być pierwszą, która tak szybko i bezpośrednio dotknie konkretną grupę obywateli.

Więcej o:
Skomentuj:
Pacjenci po transplantacjach będą musieli zmienić leki - dlaczego jest to jedna z gorszych decyzji tego rządu?
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX