Antek Królikowski: grając Bodo, staję się odpowiedzią na pytanie w teleturnieju "Jeden z dziesięciu"

W superprodukcji TVP "Bodo" wciela się w rolę młodego Eugeniusza Bodo. - Kibicujemy mu, bo ma jasno wyznaczony cel i pokonuje przeszkody, żeby go osiągnąć - mówi o swoim bohaterze Antek Królikowski.

W serialu Tomasz Schuchardt gra dorosłego Bodo, a ty jesteś Bogdanem Eugene Junodem, chłopakiem, który dopiero marzy o karierze w kinie.

- Tak, odkrywamy dla świata młodego Bodo, opowiadamy o narodzinach gwiazdy, kreślimy portret artysty z czasów młodości. I właśnie to kocham w filmie, że można dzięki niemu cofnąć się w czasie do świata, którego już nie ma, a który był szalenie ciekawy i barwny.

Co wiedziałeś o Bodo, zanim zacząłeś go grać?

- Usłyszałem „Bodo”, pomyślałem - „przedwojenne kino”. Gdy zacząłem wgłębiać się w temat, dotarło do mnie, że Bodo to nie tylko filmy, ale także teatr, kabaret i przede wszystkim niezwykła opowieść o wybitnym artyście z historią Polski w tle. Urzekła mnie w tej postaci sympatia do świata i ludzi, ufność, że się uda, i ogromna pasja do życia i tworzenia. Bodo nigdy się nie poddawał! Był pionierem, który na stałe zapisał się w historii kraju, sceny i sztuki filmowej.

Wasz „Bodo” też ma szansę przejść do historii.

- Wszystko, co tworzymy jako ludzie, przechodzi do historii. Warto mieć tego świadomość. Na planie czułem coś w rodzaju mobilizującej presji. Ta presja działała tylko na plus. Zdaję sobie sprawę z tego, że grając postać ikoniczną, taką jak Bodo, staję się odpowiedzią na pytanie w teleturnieju „Jeden z dziesięciu”. Niektórych, jak na przykład Michaela Keatona w filmie „Birdman”, to uwierało. Mnie nie przeszkadza.

Antoni Królikowski na planie serialu Antoni Królikowski na planie serialu "Bodo" (fot. Aleksandra Mecwaldowska)

Kiedy wchodzisz w rolę historyczną, wyłączasz telefon, wkładasz tylko stroje z epoki, zaczynasz mówić inaczej?

- No coś ty, to by było niezdrowe. W kostiumie nie ma miejsca na telefon, ale po pracy trzeba wracać do siebie, bo życie toczy się dalej. Ja w ogóle wybieram życie! Jeszcze nikt nie zaproponował mi roli ciekawszej od tej, którą powierzyli mi rodzice 26 lat temu, gdy przyszedłem na świat. Bycie aktorem na 200 procent nikomu nie wyszło na dobre.

Wierzysz w magię kina?

- Wierzę. W pierwszym odcinku serialu, jako młody Bodzio, siedzę w sali kinowej pełnej dymu papierosowego i oniemiały oglądam film Chaplina. Przecież to było tak niedawno! Film to stosunkowo nowa dziedzina sztuki, a powstało już tyle wspaniałych dzieł...  Kino jest świadectwem nieograniczonych możliwości ludzkiej wyobraźni! W dzisiejszych czasach trzeba naprawdę się postarać, żeby zaskoczyć widza. Można tylko zazdrościć takim mistrzom jak Bodo, Chaplin, czy bardziej współcześnie - Tarantino, Nolan albo George Lucas, którego wszyscy mieli za wariata, gdy przedstawiał wytwórniom pomysł na „Gwiezdne wojny”. Chodzi o to, żeby spełniać marzenia, spełniać sny. To niełatwe i kosztowne zajęcie...

Jak oceniasz kondycję polskiego kina?

- Z roku na rok polskie kino ma się coraz lepiej! Potwierdza to sukces wspaniałej „Idy” Pawła Pawlikowskiego. „Ida” niesie uniwersalną ideę, czytelną dla widzów na całym świecie. Myślę, że kino nie powinno starać się przypodobać danej grupie odbiorców, a po prostu opowiadać dobre historie.

Polski film nadrabia zaległości, mamy coraz lepsze kino gatunkowe, ale tych prób powinno być jak najwięcej, żebyśmy zaczęli osiągać poziom, jaki znamy z kina światowego. Dzięki takim produkcjom jak „Miasto 44”, „Drogówka”, „Bogowie”, „Body/Ciało” czy ostatnio „Karbala” i „Chemia” wiemy, że u nas też można. Jest też na co narzekać, ale ja staram się tego nie robić i jako fan kina liczę na jeszcze więcej!

Antoni Królikowski na planie serialu Antoni Królikowski na planie serialu "Bodo" jako młody Eugeniusz Bodo (fot. Aleksandra Mecwaldowska)

Nie masz wrażenia, że polskie kino to alkohol, błoto, podłość?

- Płacąc za bilet, oczekuję, że ktoś pokaże mi świat, którego nie znam, albo w ciekawy sposób opowie o świecie, który znam. Liczę, że poznam bohatera, za którym pójdę, którego historię będę przeżywał. I niech będzie alkohol, błoto i podłość, jeśli historia tego wymaga! Byle była dobra, ciekawa, a nie tylko ciekawie opowiedziana przez najlepszych na świecie operatorów obrazu.

Historia Bodo to coś między Nikodemem Dyzmą a amerykańskim snem.

- Bodo miał talent. Sto lat temu, podobnie jak dzisiaj, było tak, że talent nie zawsze wystarczał. Trzeba było mieć szczęście i czasem sporo kombinować. Dlatego od początku kibicujemy temu chłopakowi, bo ma jasno wyznaczony cel i pokonuje przeszkody, żeby go osiągnąć. Wszyscy kochamy takie opowieści.

Ostatnio byłem w IMAX-ie na filmie „The Walk. Sięgając chmur” Roberta Zemeckisa o Francuzie Philippie Peticie, który na linie przeszedł między dwiema wieżami WTC. Choć znałem jego historię, widziałem o nim dokument, i tak dałem się porwać magii kina. Ludzie, którzy chodzą do kina, w cenie biletu mogą przechodzić między wieżami WTC, polecieć na Marsa albo wejść na Everest. Nasz serial będzie miał premierę w telewizji, ale śmiało można by go puszczać w kinach! Kulisy artystycznego świata z początku poprzedniego wieku to kapitalny i fascynujący temat, który kamera wprost kocha.

Masz 26 lat, w twoim wieku Bodo dopiero debiutował na wielkim ekranie, ty w filmografii masz już kilkanaście pozycji. Czujesz się doświadczonym aktorem?

- Doświadczonym aktorem to jest pan Janusz Gajos. Ja, dzięki możliwości współpracy z turbo utalentowanymi ludźmi, sporo się nauczyłem i jestem za to wdzięczny. Czuję się pewnie sam ze sobą, znam swoje możliwości, ale też słabości. Dzięki filmom mogę rozwijać się na wielu polach - postrzelać, potańczyć, pośpiewać, pożartować. Jestem w wieku, w którym wszystko się przewartościowuje. Wiem już, że są stałe punkty, które nie przeminą, bez względu na pogodę, partie rządzące i rozwój cywilizacji. Chcę trzymać się mojej dziewczyny Kasi, rodziny, przyjaciół.

Antoni Królikowski na planie serialu Antoni Królikowski na planie serialu "Bodo" (fot. Aleksandra Mecwaldowska)

Nie jesteś za młody na taką stabilizację?

- Szkoda czasu na niestabilność. Ostatnio widziałem świetny chiński film „Nawet góry przeminą” o trzech etapach w życiu. Zaczynał się nieomal bajkowo pod koniec lat 90., potem przeniósł się do nieznośnie nudnej współczesności, a w końcu do jeszcze gorszej przyszłości. Spodobał mi się ten wyrafinowany dowcip o świecie, w którym fajnie to już było...

Lata 90. wydają ci się piękne, bo wtedy byłeś dzieckiem.

- No właśnie. Wychowywałem się na boiskach, gdzie grałem w piłkę z bandami chłopaków, nie miałem komputera ani PlayStation. Świat był dla nas tajemnicą, nie mieliśmy tylu bodźców, co dzieciaki dzisiaj. Muszą mieć lepszy procesor i większy dysk, żeby ogarnąć te wszystkie sprzeczne informacje, jakie wysyła do nich świat.

Wolisz obserwować, niż dokumentować rzeczywistość?

- Utwierdził mnie w tym eksperyment. Ostatnio przyjechał do mnie o pierwszej w nocy mój przyjaciel i powiedział, że zakochał się w dziewczynie poznanej przez internet i że chce do niej pojechać teraz, zaraz. Wsiedliśmy do samochodu, kupiliśmy prostą kamerkę i nakręciliśmy nasz road trip na drugi koniec Polski. Ale jak doszło do spotkania przyjaciela z dziewczyną, znowu przypomniał mi się Birdman, który żałował, że gdy narodziła mu się córka, zamiast to przeżywać, rejestrował. Wyłączyłem kamerę. Nie wszystko musi znaleźć się na kliszy filmowej. Ten „Birdman” to był naprawdę cholernie dobry film!

Teraz większość z nas relacjonuje każdy krok na Facebooku, Instagramie czy Snapchacie. Dla artysty to fajny środek ekspresji?

- Dla mnie Snapchat to przesada. Niektórzy ludzie kreują swoją rzeczywistość pod filmik wysyłany znajomym i fanom. To efemeryczne, tym bardziej że filmiki znikają z sieci niedługo po obejrzeniu.

Zresztą nie mam potrzeby dzielenia się swoją prywatnością aż do tego stopnia. Nie chcę też, żeby moja prywatność musiała być kreowana na pokaz. Wystarczą mi Instagram i Facebook, na których dokumentuję ważne dla mnie momenty, żeby mieć ładną pamiątkę i kontakt z tymi, których interesuje, co robię. Gdybym chciał pokazać dzieciom, jaki tatuś był w młodości, mam sporo materiałów filmowych do montażu. Muszę pamiętać o tym, że pewnie będą mnie obserwować na Insta czy Fejsie.

Antoni Królikowski z Piotrem Żurawskim, który gra Moryca, przyjaciela Eugeniusza (fot. Aleksandra Mecwaldowska)Antoni Królikowski z Piotrem Żurawskim, który gra Moryca, przyjaciela Eugeniusza (fot. Aleksandra Mecwaldowska)

Lubisz siebie bardziej niż kiedyś?

- Nie przeszkadzam sobie tak jak kiedyś, a to już dużo. Chyba każdy, kto na starość chciałby powiedzieć sobie, że było fajnie, musi na to zapracować. A ta praca zaczyna się od polubienia samego siebie.

Świadomie budujesz relacje z ludźmi?

- Staram się. Przypadkowych znajomych zamieniłem na wiernych przyjaciół. Wszyscy gramy do tej samej bramki i nie chcemy już tracić czasu, bo zmarnowaliśmy go wystarczająco dużo.

Nawet czytelnicy plotkarskich pism, którzy mogli nie widzieć ani jednego twojego filmu wiedzą, że sporo imprezowałeś.

- To była moja inicjacja w dorosłość. Motto: im lepsza impreza, tym lepsze życie.

Chciałbym powiedzieć, że „niczego nie żałuję”, ale to by było świadectwo głupoty. Najważniejsze, że pokumałem się już w tym, co jest dla mnie istotne. Mam ludzi, o których chcę dbać. Wyznaczyłem sobie cele i nie chcę już zbaczać z tej drogi.

Łatwiej się dogadujesz z ludźmi z show-biznesu?

- Nie wiem czy łatwiej... Przyznaję, że jestem w stanie zrozumieć ludzi pracujących w show-biznesie. Oprócz blichtru, czerwonych dywanów, setek fanów pojawia się często zaskakująca samotność.

Antoni Królikowski filmową matką, którą gra Agnieszka Wosińska (fot. Aleksandra Mecwaldowska)Antoni Królikowski filmową matką, którą gra Agnieszka Wosińska (fot. Aleksandra Mecwaldowska)

Aktorzy nie czują się panami świata?

- To pozory, choć niektórzy stwarzają je naprawdę dobrze. Ci najlepsi muszą temu zawodowi oddać sporą część duszy.

Twoi rodzice też oddawali kawałek duszy?

- Pytasz o to, czy mam do nich żal? (śmiech) Nie, nie mam. Starali się pogodzić aktorstwo z rodzicielstwem najuczciwiej, jak się dało. Jestem z nich dumny i im wdzięczny. Za wszystko.

Nauczyli cię równowagi?

- Starali się, ale trudno rodzicom uwierzyć na słowo, trzeba samemu się sparzyć, popełnić błędy, ponieść porażki. To zostawia trwały ślad, ale uczy pokory.

Rodzice są twoimi przyjaciółmi?

- Są rozumiejącymi rodzicami. I niech tak pozostanie.

Nie pouczają cię, nie krytykują, nie mają na ciebie planu?

- Może i mają, ale niczego mi nie narzucają. Pouczają i krytykują, kiedy trzeba. Jak to rodzice.

Stawiają cię za wzór dla młodszego rodzeństwa?

- A jak myślisz...? I weź bądź tu mną... Karkołomne zadanie, co?

 

Antoni Królikowski (ur. 1989). Jeden z najzdolniejszych aktorów młodego pokolenia, który ma już na koncie role w filmach „Miasto 44” i „Karbala” oraz w serialach. Teraz wciela się w rolę młodego Eugeniusza Bodo w produkcji TVP. Jego rodzicami są aktorzy Małgorzata Ostrowska-Królikowska i Paweł Królikowski. Antka Królikowskiego będzie można też zobaczyć w Teatrze Kwadrat - 8 stycznia odbędzie się premiera spektaklu „Godzina spokoju”, w którym wystąpi m.in. z Ewą Wencel i Pawłem Wawrzeckim.

Więcej o: