10 cech prawdziwego sportowca! Sprawdź, czy zasługujesz na to miano

Dziś gdy trenują niemal wszyscy, a cała reszta przynajmniej biega, miano sportowca nieco się zdewaluowało. Bo niby po czym poznać sportowca? Po tym, że jest szczupły i umięśniony? Lub tylko umięśniony? Albo tylko szczupły? Ani to, ani to.

1. Mięśnie zawsze są ładne (te wynikające z ruchu, nie pakowania i odżywek), ale umięśnione pośladki są najlepsze. W każdym razie u mężczyzn. Och, pośladki! Może wydaje wam się, że jednak ramiona, ale ja wam powiem, że ramiona to każdy sobie może wypracować. Wystarczy, że zrobi dziennie sto pompeczek, parędziesiat razy podciągnie się na drążku, do tego jeszcze deska kilka razy dziennie po dwie minutki i już jest ok. A pośladki nie wydają się mężczyznom ważne, nie spędzają im snu z powiek, leżą sobie jakoś tak odłogiem. No właśnie, leżą. Albo raczej wiszą. A powinny dzielnie stać! I być twarde jak kamienie! Umięśnionych ramion nie widać w marynarce (nie mówimy tu o rozrośniętych karkach, bo oni nie są sportowcami tylko pakerami), a pośladki? Pośladki zawsze bardzo dobrze widać. W każdych spodniach. I widać, czy są twarde jak orzeszki, czy wprost przeciwnie (o, właśnie fantazje mi się włączyły).

deskorolkaA może by tak ukryć deskorolkę zgrabnie pod ścianą?

2. U kobiet sprawdzałabym ramiona. Oczywiście pośladki też są ważne, ale twarde, kształtne, rzeźbione kobiece ramiona to jest rzecz najpiękniejsza pod słońcem. No dobra, jestem fetyszystką ramion, ale uważam, że nie ma nic piękniejszego niż kobiece ramię z ładnie zarysowującym się bicepsem. Poza tym dziewczyny na ogół nie przepadają za pompkami i hantelkami, dlatego ładnie zarysowane ramię należy docenić. No i pośladki, wiadomo, ale tu nie ma o czym gadać.

3. Obuwie. Wydaje mi się, że kobiety, które uprawiają dużo sportu nie przepadają za butami na obcasie (ale może to tylko mój problem?). Nie po tych godzinach spędzonych w najwygodniejszych butach świata, czyli w adidasach, gdzie nic nie uwiera, nie uciska, nie obciera, można swobodnie ruszać palcami. Na szczęście moda sprzyja. Adidasy do sukienki to już nie jest obciach, tylko "wyznacznik stylu" (tak się pisze na modowych blogach, co nie). Chodzi w nich cały Londyn i Nowy Jork. Nie, nie tylko turystki.

4. Mieszkanie / dom. Łatwo poznać kogoś, kto uprawia sporty, kiedy się go odwiedzi na chacie. Najczęściej w każdym kącie można znaleźć "coś” interesującego. Jakaś deska snowboardowa wciśnięta za łóżko, jakiś rower podwieszony na ścianie, jakiś sprzęt do nurkowania lub chociaż kolekcja adidasów. Mogą być jeszcze suszące się na każdym krześle czy klamce ciuchy do biegania. Dlaczego? Bo po przebieżce są kompletnie mokre i zanim się je wrzuci do kosza z brudami należy je nieco podsuszyć, żeby uniknąć najgorszego smrodu zatęchłej spoconej wilgoci. Tak, wiem, ohyda. Tak, wiem, szczęśliwi ci, którzy mają duże domy z garażami, pralniami,  garderobami - ci zawsze znajdą miejsce, gdzie mogą wetknąć swoje skarby. Mistrzynią kreatywnego przechowywania jest moja ulubiona trenerka fitness, która w swojej dwudziestometrowej kawalerce ma wszystko - deskę do śniegu, deskę do pływania, sprzęt do nurkowania, rower, rower stacjonarny (pozostałość po rehabilitacji), pianki, miliony adidasów i ubrań do ćwiczeń. Tak, łóżko też ma. I nawet stół. Nie wiem, gdzie, może podwieszony pod sufitem?

5. Sportowiec zazwyczaj porusza się krokiem raźnym i sprężystym, jego ręce nie ciągną się za nim po podłodze, głowa nie jest schowana w ramionach, plecy raczej proste. Nie jest wiecznie zmęczony i zdołowany pogodą, bo nie ma takiej niepogody, żeby nie można było jakiejś przebieżki zrobić czy innej porządnej przechadzki. Po weekendach nie ma kaca (bo nawet jeśli coś, to łatwo je wybiegać czy w inny sposób wypocić), ewentualnie zakwasy. Ale to akurat przyjemny stan. Ból mięśni - miód na poranioną duszę!

6. Przyjeżdża do pracy na rowerze / na hulajnodze / na rolkach. Przybiega do pracy (jeśli ma dobry prysznic i szafę, w której może trzymać bardziej "pracowe” ubrania). Przychodzi do pracy na piechotę, nawet jeśli zajmuje mu to od pół godziny do godziny. Tak, tak, ludzie naprawdę są w stanie zrobić wiele, żeby zapewnić sobie dzienną dawkę ruchu.

7. Kiedy idzie na wyprzedaże kupić sobie coś, np. elegancką sukienkę czy koszulę do garnituru, najczęściej wraca z kolejną parą adidasów ("stare mi się wybiegały”) czy inną termoaktywną koszulką. Tych nigdy za wiele. Poza tym w takim ładnym kolorze była.

8. Nie kręcą go rolexy czy inne tissoty, za to najnowszy garmin czy suunto - bardzo. Ewentualnie taki do nurkowania.

9. Przetestował wszystkie sportowe aplikacje, jego partner / partnerka regularnie dostaje powiadomienia o tym, ile zostało zrobione, w jakim czasie i jaką trasą. Zdrada wykluczona (chyba że pojawiły się już jakieś hakerskie programiki, które pozwalają pokazywać coś, co nie zaistniało w rzeczywistości).

10. Dziecko nie jest dla nich przeszkodą. Z dzieckiem można chodzić na fitnessy (w wielu klubach są specjalne zajęcia dla mam z  dziećmi, są kluby z pokojami zabaw dla dzieci, gdzie można zostawić je pod opieką na czas ćwiczeń), można ćwiczyć w domu z trenerkami internetowymi, można ćwiczyć ramiona przy wielokrotnym podrzucaniu, można biegać, jeśli stać nas na specjalny wózek do biegania, można spacerować w bardzo szybkim tempie z normalnym wózkiem, można jeździć na rowerze z dzieckiem w foteliku, w przyczepce, można chodzić po górach z dzieckiem w specjalnym nosidle lub chuście... Możliwości jest naprawdę wiele. Można wreszcie grać z dzieckiem w piłkę, tarzać się w śniegu, zjeżdżać na sankach (a nie tylko stać i patrzeć z góry), ganiać się. Można się z dzieckiem uczyć kolejnych sportów (jeżdżenia na nartach, pływania na desce, tenisa, konia). Czego i sobie, i wam życzę.

Więcej o: