Alan Rickman, jakiego kochałyśmy - 5 naszych ulubionych ról

Znów musimy żegnać kogoś drogiego sercu - zmarł jeden z naszych wielkich idoli Alan Rickman. W redakcji smutno, więc przypominamy sobie role, dzięki którym zapisał się w naszej pamięci. I TEN GŁOS.

IRMINA DĄBROWSKA - SNAPE, "HARRY POTTER"

Nie ma szans, żeby wyobrazić sobie innego Snape'a niż Rickman. Nikt tak pięknie nie cedzi przez zęby okropieństw, jak robił to Alan. Niewielu też potrafiłoby zbudować postać, która Rickmanowi przyszła bez trudu - bohatera, którego jednocześnie się nienawidzi, z tyłu głowy mając jednak świadomość, że kiedyś [SPOILERY!] będzie się go kochać i podziwiać. Snape to było najmniej urodziwe wcielenie Rickmana - (no, chyba że weźmiemy pod uwagę Dr Lazarus z "Kosmicznej załogi"!), ale takie, które jednocześnie przyniosło mu największą chwałę w kulturze masowej. Duża część elementów komediowych w "Harrym Potterze" spoczywała na ramionach Snape'a. I nawet te paskudne czarne włosy i szata nie były w stanie osłabić naszej miłości do Rickmana.

PAULINA GORZKOWSKA - MARVIN, "AUTOSTOPEM PRZEZ GALAKTYKĘ"

Na ekranizację „Autostopem przez galaktykę” Douglasa Adamsa czekałam w 2005 roku z miliona powodów. Moja ukochana książka, Stephen Fry narratorem, w jednej z głównych ról Mos Def, do tego Tim z brytyjskiego „The Office” i ten podstarzały rockendrolowiec lowelas z „To właśnie miłość”. Jednak wszystko to przestało mieć znaczenie w momencie, gdy zobaczyłam paranoidalnego androida Marvina. A w zasadzie od kiedy się odezwał - ponurym, matowym, łamiącym się głosem Alana Rickmana. To on sprawił, że robot z chroniczną depresją stał się czymś więcej, niż zwykłym komediowym skeczem, dodał mu ciepła i godności nawet wtedy, gdy  płaczliwie wypowiadał kwestie w stylu „Życie: nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da”. Marvina nie dało się nie lubić. Albo nie kochać. A to wszystko dzięki Rickmanowi i jego ogrzewającemu serce głosowi. Dlatego, mimo wielu innych jego świetnych ról, właśnie tę wspominam z największym rozrzewnieniem.

KASIA NOWAKOWSKA - PUŁKOWNIK BRANDON, "ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA"

Rickman zagrał tu wspaniałą, romantyczną, heroiczną, choć drugoplanową rolę - milczącego (z jego głosem - uważam, że Ang Lee specjalnie się z nami droczył) i szlachetnego pułkownika Brandona. Scena, w której pułkownik niesie to zemdlone głupiątko Mariannę (Kate Winslet) po jej nieudanym romansie  z uber-draniem Willoughbym, to jeden z najbardziej emocjonalnych momentów filmu. Ale ja kocham inną scenę: gdy pułkownik Brandon pierwszy raz spotyka Mariannę i zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia (idiotki mają szczęście, co zrobić). Rickman nic nie mówi w tej scenie, nie korzysta więc ze swojego głównego atutu, ale to, co jest w jego spojrzeniu, w całej postawie... ach! Wzruszyłam się, znowu! Kunszt aktorski tak na mnie działa.

MONIKA MĘŻYŃSKA - SZERYF NOTTINGHAM, "ROBIN HOOD: KSIĄŻĘ ZŁODZIEI"

W jednym z wywiadów zapytano Alana Rickmana o to, jak to się dzieje, że jest tak doskonały w byciu złym. Aktor zareagował na to pytanie jednym ze swoich nieśmiałych uśmiechów i odpowiedział, że... nie wie. Wielu innych na jego miejscu natychmiast zaczęłoby dorabiać pełną pretensji ideologię i wygadywać farmazony o swoim warsztacie aktorskim. Alan tego nie zrobił, zaserwował do kamery jeszcze jeden skromny, przepraszający uśmiech i zamilkł. Rickman był genialny w byciu złym. Pamiętacie Hansa Grubera ze "Szklanej Pułapki"? To była pierwsza filmowa rola Alana Rickmana i zagrał ją tak obłędnie dobrze! Wspominając ten film nie myślę (jeżeli już, to bardzo krótko) o wymazanym potem i krwią Willisie, ale o wygadanym terroryście w niezłym garniturze i z perfekcyjnie przyciętą brodą. Wyrafinowany, piękny, zły. Prawie tak cudownie zły jak w roli szeryfa Nottingham. To z "Robin Hooda: Księcia złodziei" pochodzi jedna z moich ulubionych filmowych scen. Nie jest to obrazek z mdłym Kevinem Costnerem (no dobrze, jako piętnastolatka kochałam go trochę), ale malownicze ujęcie z Alanem Rickmanem jako mocno wkurzonym szeryfem, próbującym u wrót Nottingham opanować spienionego, karego konia. Jako nastolatka obejrzałam "Robin Hooda" 12 razy. I nie tak jak moje koleżanki dla odtwórcy tytułowej roli, ale dla wrednego, nieco groteskowego i jakże przystojnego szeryfa.

MARTA LEWIN - METATRON, "DOGMA"

Od dawna nie jestem nastolatką, ale Rickmana pokochałam będąc dorosłą kobietą tak szaleńczo, jak nastolatka kocha swojego idola. Przede wszystkim za jego głos, o którym pisała kiedyś red. Aleksandra. Głos głęboki, melodyjny, przejmujący, uwodzący. Jeśli myślę o Sonetach Shakespearea, to równocześnie myślę o Rickmanie, bo nikt tak, jak on...

Głos Rickmana wykorzystał Kevin Smith w "Dogmie" angażując go do roli głosu Boga, Metatrona. W swoim pożegnaniu Smith napisał, że Rickman był jedną z największych aktorskich osobowości i talentów naszych czasów. Wielokrotnie od wczoraj czytam post Smitha i nie potrafię pożegnać mojej wielkiej miłości lepiej, niż on:

"(...) dla mnie byłeś dorosłym Harrym Potterem, który prostymi słowami przywoływał potężną magię. (...) Spoczywaj w pokoju głosie Boga. Wracaj do Nieba, skąd pochodzisz".

Jeśli spojrzymy na tę opinię przez pryzmat roli Metatrona, to faktycznie, chylimy czoło przed człowiekiem, którego wielkość emanuje nie z jego męskości (wszak Metatrona nie posiadał genitaliów), a manifestuje się w tubalnym, dźwięcznym głosie.

Alanie Rickmanie, dziękuję ci za twoją magię. Przepraszam, że nie zdążyłam przyjść na twoje przedstawienie. Nastolatka, która ciągle we mnie jest, będzie cię kochać szaleńczo i zawsze.

Więcej o: