Jak wybierać chłopaków na Tinderze (i znaleźć miłość)

Mamy kapitalizm i dwudziesty pierwszy wiek. Wszystko ma być szybko i wydajnie, a asortyment - szeroki. Dotyczy to również miłości. Aby się jednak nie pogubić w labiryncie możliwości jakie oferuje Tinder, warto znać "typy", które należy omijać bardzo szerokim łukiem.

rys. Magda DanajZaraz, jak to było, przyciągają się przeciwieństwa czy...?

Nie wiem jak wy, ale ja nie mam czasu na czekanie na łut szczęścia, dzięki któremu poznam miłość mojego życia (lub miłość marca 2016) na spotkaniu firmowym, na imprezie u koleżanki czy przystanku autobusowym.

Po ukończeniu edukacji liczba poznawanych miesięcznie ludzi drastycznie spada. Jeżeli do tego skreślimy mężczyzn już w związkach, mężczyzn, którzy wolą innych mężczyzn, mężczyzn nieprzestrzegających podstawowych zasad higieny, to właściwie zostaje garstka. Może dwóch facetów na miesiąc, jeżeli prowadzimy w miarę intensywne życie towarzyskie. I szansa, że któryś z nich będzie akurat tym jedynym jest nikła. I prowadzi do tego, że tak jak w PRL-u bierzemy co jest, bo nie ma co wybrzydzać, następny miesiąc może być jeszcze chudszy.

Dlatego właśnie powstały serwisy randkowe i przeróżne aplikacje na smartfony. I tu się nie ma co wstydzić. Moim ulubionym "supermarketem z mężczyznami" jest Tinder, bo jestem bardzo leniwa. Tinder sam sobie pobiera kilka twoich zdjęć profilowych, twoje zainteresowania i wspólnych znajomych. Potem możesz dodać jeszcze kilka słów od siebie i już przebierasz w chłopcach niczym w ulęgałkach. Szczerze mówiąc, taka nagła obfitość może człowiekowi zakręcić w głowie, zatem jako stara Tinderowa wyjadaczka przedstawiam wam kilka pomocnych rad na to, jak odsiać ziarna od plew, jak wybrać najdojrzalsze awokado w całym sklepie.

Bez opisu? Ostrożnie!

Niektórzy mężczyźni myślą, że są tak piękni, że nie muszą już nic o sobie pisać (lub ewentualnie piszą tylko „192cm”, co miejmy nadzieję oznacza ich wzrost). Tych mężczyzn odradzam, bo wierzcie mi, mężczyzna, który jest tak piękny, że myśli, że nie musi już nic robić, to w łóżku nic ciekawego. Chyba że naprawdę mężczyzna jest tak piękny, że po prostu musicie, musicie, kliknąć "tak". W porządku. Na własną odpowiedzialność. Jak się potem okaże, że nie zna nawet podstawowych zasad ortografii, to same będziecie musiały żyć z tym wstydem.

Naga klata? Dla niewymagających

Przy oglądaniu selfie z nagą klatą w lustrze łazienkowym dostaję czegoś na wzór dysonansu poznawczego. Z jednej strony: co za frajer robi sobie selfie z nagą klatą w łazience? Z drugiej strony: niezły kaloryfer! Generalnie jednak nie. Jak się wam podoba, to ustawcie sobie na tapecie, ale nie ma co z takim typem gadać. Oczywiście wypracowanie takiego kaloryfera to jest dużo roboty i rozumiem, że nie trzeba tego ukrywać. Jednak panuje niepisana umowa, że chwalimy się takimi rzeczami dyskretnie. „Oto zdjęcie, gdy ratuję zagrożone wymarciem żółwie na plaży w Kostaryce. P.S. Zobaczcie jakie mam muskuły”. „Tutaj gram w piłkę plażową w ramach akcji charytatywnej. P.S. Niezły kaloryfer, nie?”.

Biznesmeni? Tylko przy mocnych nerwach

Biznesmeni są, zauważyłam, szczególną specyfiką polskiego Tindera. Obowiązkowe jest wtedy selfie w windzie biurowca, a ich opis brzmi jak cytat z poradnika dla menedżerów średniego szczebla. Coś o strategiach rozwoju i o stawianiu sobie celów. Mój ulubiony taki profesjonalista z Tindera miał napisane tak: „Marzenia są dla kobiet i dzieci. Mężczyźni mają zadania do wykonania". Ci faceci najwyraźniej pomylili z Tindera z GoldenLine i LinkedIn i zapewne rozrysowują są przed randką kosztorys, biznesplan, następnie tworzą pipeline, risk assessment i GANTT chart. Rozumiem, że Polska jest wciąż krajem na dorobku, więc taka postawa jest dalej modna, ale, serio, zanudzicie się na śmierć.

Kolesie, którzy w opisie umieszczają przezabawne seksistowskie żarty

Zupełną plagą brytyjskiego Tindera są kolesie, którzy piszą sobie tak: „Jeżeli nie wyglądasz tak, jak na zdjęciu to stawiasz drinki dotąd, aż zaczniesz tak wyglądać”. Nie dość, że jest to już w tej chwili żart z tak długą brodą, że najstarsi hipsterzy takiej nie mają, to na dodatek, po co się umawiać ze zwykłym chamem?

Kolesie, których ulubioną pisarką jest Ayn Rand

Nie, po prostu nie. Nic dobrego z tego nie wyniknie.

Kolesie, którzy mają zdjęcie nago zasłaniając strategiczne miejsce karabinem maszynowym

Prawdziwa historia! Znaczy to, że doszłaś już do końca Tindera i za bardzo wybrzydzałaś. Adoptuj kota ze schroniska.

***

Oczywiście części tych porad można użyć przy robieniu selekcji na innych portalach, jeżeli nie chcecie używać Tindera. Jednak nie wierzcie tym, co mówią, że na Tinderze nie można znaleźć miłości, a jedynie przygodę na jedną noc. To nieprawda. Na Tinderze można znaleźć absolutnie wszystko. Ja na przykład znalazłam między innymi mojego aktualnego psychoterapeutę.

W następnym odcinku porady na temat dalszych kroków, gdy już dokonamy wstępnej selekcji.

Więcej o: