"Nie jestem jak inne dziewczyny", czyli o kobietach, które nie mają przyjaciółek

Nie bawiłyście się lalkami, a zamiast makijażu bardziej obchodzi was sport? To nie odbiera wam kobiecości. Ani prawa do kobiecej przyjaźni.

To nigdy nie jest letnia relacja (rys. Magda Danaj)To nigdy nie jest letnia relacja (rys. Magda Danaj)

Doskonale pamiętam tę scenę: spadł pierwszy śnieg, więc po szkole rozpętaliśmy wojnę na śnieżki. Jako klasowa chłopczyca byłam jedyną dziewczyną biorącą w niej udział - reszta rozpierzchła się, piszcząc, do domów. Czułam, że nie pasuję do ich różowego świata. Papranie się w mokrym śniegu, strategiczne dzielenie na grupy, celowanie dobrze zbitych kul w głowę - to było to, co mnie interesowało. Jednak po kilkunastu minutach, kiedy byliśmy już wszyscy mokrzy i zmęczeni, otoczyli mnie koledzy. Dwóch złapało, torpedując jakąkolwiek obronę. Reszta, rechocząc, wysmarowała mi twarz śniegiem. Dumnie nie wrzeszczałam - chociaż, doskonale pamiętam, przepłakałam całą drogę do domu. Nie chodziło o śnieg, pal go licho. Bolało odkrycie, że dla moich kumpli podział jest prosty. Jakkolwiek bym się nie sprawdzała biorąc udział w ich zabawach czy sportach - dla nich byłam tylko dziewczyną. A dla dziewczyn - chłopczycą. Kimś pośrodku.

W takim zawieszeniu trwałam lata. Pokonując kolejne szkolne etapy kumplowałam się głównie z chłopakami/mężczyznami. Wydawało mi się, że instytucja przyjaciółki spełnia elementarną dla kobiet potrzebę rozmów na temat cellulitu, zdrad, diet i sukien ślubnych. To wszystko niemiłosiernie mnie nudziło. Myślałam o sobie „nie jestem taka jak inne dziewczyny”. Dopiero teraz czuję seksistowski wydźwięk tego zdania - wtedy wymawianego niemalże z dumą.

dziewczyny, girlsDamska przyjaźń w wydaniu słodko-gorzkim. Serial "Dziewczyny" (fot. materiały prasowe)

Wszystko zmieniło się, gdy poznałam M. Była, podobnie jak ja, umorusana tuszem, zakochana w komiksie i otoczona kolegami. Lubiła majsterkować i nie malowała się. M. odbiegała od moich wyobrażeń „licealnej psiapsiółki”. Można było z nią konie kraść. Ale też gadać o ciele, testach ciążowych i ciuchach - tym wszystkim, o czym moi koledzy nie mieli pojęcia, a co zaczynało powoli mnie intrygować.

Bajka o „innych dziewczynach” zaczęła przygasać wraz z pojawianiem się na horyzoncie kolejnych fajnych kobiet. Zrozumiałam nareszcie, że nie wszystko, co babskie, musi być prozaiczne i "kurodomowe". To od kobiet uczyłam się prowadzenia własnego biznesu, świadomości ciała w sporcie, złotej umiejętności odpuszczania sobie (dzięki mamo!). Chociaż wciąż uwielbiałam towarzystwo chłopaków, to dziewczyny pokazały mi moje prawa i mnogość życiowych wyborów. Były wśród nich matki, studentki, lalunie i chłopczyce. Zaczęłam powoli rozumieć o co chodzi z tą kobiecą solidarnością i girl power. I o odróżnianiu przyjaciółek od nie-przyjaciółek.

Myślę, że wiele z nas w pewnym momencie trafia na te ostatnie. Nie dziwię się, że mając do czynienia z nie-przyjaciółkami, kobiety odwracają się od damskiej przyjaźni. Nie-przyjaciółka krytykuje nasz styl życia, obgaduje za plecami, na weselu sadza przy najnudniejszym z kuzynów (bo wolny!). Ma skłonności do rywalizacji i oceniania. Jednym słowem - sprawia, że człowiek czuje się niepewnie. Jeśli masz takie osoby wokół siebie - daj sobie z nimi spokój. Szkoda czasu, skoro jest tyle fajnych kobiet.

Moje postanowienie na 2016 brzmi: spotykać się z fajnymi dziewczynami (i tu następuje krótka lista). Nie dlatego, że cudownie nawróciłam się na kontakty damsko-damskie i nie mam już kumpli. Po prostu kilka świetnych osób poznanych w zeszłym roku jest płci żeńskiej. Wierzę w to, że fajnie mieć bliskie kobiety, ale przede wszystkim cieszę się, że w moim przypadku w wyborze przyjaźni płeć przestała być jakimkolwiek kryterium.

A w waszym?

OD REDAKCJI:

Chcemy zachęcić Was, żebyście przysyłali nam swoje historie o przyjaźni. Czekamy na Wasze opowieści o tym, jak bardzo wyjątkowa (i dlaczego) jest przyjaźń, która Was połączyła.

Najciekawsze opowieści przez całe wakacje będziemy publikować na Fochu. A wywiad z jedną, wybraną parą przyjaciół trafi do książki o przyjaźni, nad którą pracuje Hanna Rydlewska, redaktor naczelna Weekend.gazeta.pl

Piszcie na adres: foch@agora.pl

Na Wasze zgłoszenia czekamy do końca lipca. Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów zrewanżujemy się książkowym upominkiem.

Więcej o: