Ćwiczenia bez diety. Czy mają sens?

Z internetowej otchłani często wyłania się pytanie o ćwiczenia bez diety. Czy to dobry pomysł? Czy dzięki ćwiczeniom bez diety schudnę? Dowiedz się, czy warto postawić wszystko na jedną kartę.

Przed ćwiczeniami pamiętaj o makijażu w stylu Przed ćwiczeniami pamiętaj o makijażu w stylu "no make up" (fot. Unsplash)

Jeśli nie masz ochoty czytać całego tekstu, oszczędzę twój czas i odpowiem od razu zgodnie ze swoją wiedzą, praktyką i sumieniem - i prawdopodobnie zgodnie z tym, co spodziewasz się usłyszeć - najlepiej połączyć ruch ze zdrowym żywieniem. Jeżeli chcesz dowiedzieć się, dlaczego tak sądzę, czytaj dalej.

Zanim zacznę się czepiać, przyznam, że dostrzegam pozytywne strony tak stawianego pytania. Oznacza chyba to, że przekonaliśmy się do wysiłku fizycznego. My, kobiety, uznałyśmy, że szczęścia nie zapewni nam skubanie sałaty bez dressingu, a ideałem kobiecego piękna nie jest smutna anemiczka, której brakuje sił, żeby odkręcić butelkę z wodą. Zaimponowały nam trenerki z YouTube'a: Mel B, Ewa Chodakowska, Jillian Michaels. Niektóre z nas mają słabość do ładnie wyrzeźbionych kobiecych ramion (mam na myśli siebie i Ankę Rączkowską, która tutaj wyjawiła nam swój tajemny fetysz). Doszłyśmy do wniosku, że bycie silnym jest fajniejsze niż słabowanie przy kawie z aspartamem. Więc dlaczego podejrzewam, że ćwiczenia to za mało?

Zanim rozważymy sens ćwiczeń bez diety, ustalmy definicję diety i określmy cel. Czym jest dla ciebie dieta? Jeżeli uważasz, że dieta to droga przez mękę, twoim jedynym towarzyszem będzie głód a w nagrodę za liczne wyrzeczenia dostaniesz niesmaczne żarcie, odpowiedź jest prosta - to nie ma sensu. Nie ma sensu takie myślenie o zdrowym stylu życiu. Nie ma też sensu próba wprowadzenia takiej zmiany, która budzi twoją najgłębszą niechęć, a więc jest z góry skazana na porażkę. Gdyby twoja dieta miała wyglądać właśnie tak, to zakładam, że ćwiczenia bez diety mają sens.

Ruch, jak wiadomo, wspomaga zdrowie na wielu poziomach, a do tego poprawia nastrój i samoocenę. Jednocześnie ominie cię dieta, która naraziłaby cię na stres, pozbawiła motywacji, wpędziła w poczucie porażki, spowolniła przemianę materii i wreszcie być może spowodowała efekt jo-jo. Dzięki ćwiczeniom za to wzmocnisz mięśnie i poprawisz wydolność, a może nawet schudniesz. Możesz też nie schudnąć albo tracić zbędną wagę dużo wolniej niż gdybyś łączyła ruch z roztropną dietą. Cóż, każdy jest inny, a jednoznaczne prognozy są może efektowne, ale rzadko się sprawdzają.

Podsumujmy więc: jeśli dieta miałaby wyrządzić ci szkodę, ćwicz bez diety. To dużo lepsze niż brak ruchu i męczenie ciała i ducha kilkoma tygodniami pokuty, po których następuje nieuchronne obżarstwo i frustracja.

Podczas rześkiej przejażdżki poznasz kawalera (Wikimedia Commons)Podczas rześkiej przejażdżki poznasz kawalera (fot. Wikimedia Commons)

Jeżeli zaś dieta to dla ciebie zdrowe, rozsądne, świadome jedzenie, które smakuje, naprawdę odżywia i najadasz się nim do syta, to wygrywasz już na starcie i niczego nie trzeba ci tłumaczyć. Wiesz, że zdrowe jedzenie to przyjemność, posiłki pełne smaku, w nagrodę lepsze samopoczucie a w ramach skutków ubocznych między innymi eliminacja niestrawności i lepsza odporność (o diecie na odporność przeczytaj tutaj - sezon infekcji trwa). Wiesz, że zdrowy styl życia to nie tylko prawidłowa waga, ale też jaśniejszy umysł, lepsza koncentracja, ładniejsza cera, mocniejsze włosy. Jasne, to też samodyscyplina, ale i miejsce na potknięcia i odstępstwa od zasad. Jeśli to wszystko już wiesz, postaw na ruch i dietę.

Jeżeli nie jesteś pewna, czy twoje wyobrażenie o rozsądnej diecie jest naprawdę rozsądne, zadaj sobie takie pytanie: czy mogłabym tak żyć już zawsze? Jeśli odpowiesz „tak”, to znaczy, że twój pomysł na zdrową dietę jest realistyczny.

Teraz cel. Zastanów się, co dokładnie chcesz osiągnąć. Czy zależy ci tylko na mniejszej liczbie na wadze i ubraniach w mniejszym rozmiarze a oczekiwaną nagrodą jest dla ciebie chude zdjęcie w mediach społecznościowych? A może twoje priorytety to zdrowie i więcej siły?

Kiedy słyszę entuzjastyczne „ćwiczę ostro, jem co popadnie i chudnę!”, robi mi się smutno. To praca nad ciałem, ale bez szacunku dla niego. Dbanie o swój wygląd bez dbania o siebie. To trochę tak, jakby położyć makijaż na umorusaną twarz. Pewnie, to lepsze niż jedzenie byle czego i brak ruchu na dokładkę. Ale to z pewnością nie jest optimum.

Wielu ekspertów uważa, że za utratę wagi w 70% odpowiada dieta a w 30% ćwiczenia. Znana trenerka Cassey Ho z Blogilates powtarza, że mięśnie rzeźbimy na siłowni, ale to w kuchni je odsłaniamy. Chodzi jej o to, że ćwicząc możemy wzmocnić ciało, ale nasze prężne muskuły będą nadal ukrywać się pod kołderką z tłuszczu, jeśli nie zadbamy o odpowiednią dietę.

Zakładam, że osoba, która poświęciła swoje życie fitnessowi i ćwiczy nawet w pracy, jest w tej kwestii godna zaufania. Większość z nas nigdy nie będzie ćwiczyć tyle, ile trenerzy fitnessu, a skoro nawet oni twierdzą, że jedzenie jest ważne, musi kryć się w tym ziarno prawdy. Być może gdyby ich sylwetki były efektem ćwiczeń połączonych z dietą ciasteczkową, zdradziliby swój sekret światu i zarobili na nim krocie - wiele osób kupi poradnik, obiecujący ciało i krzepę Ewy Chodakowskiej osiągnięte dzięki ciasteczkom. Guru fitnessu też oszczędziliby sobie kłopotu - wierzę, że motywowanie innych do trwałych zmian nawyków jest odrobinę trudniejsze niż zachęcanie do jedzenia ciasteczek.

Myślę więc, że lepiej nie opierać zdrowia na jednym tylko filarze. Ale żeby nam się udało, szukajmy swojej drogi, poznawajmy siebie i swoje potrzeby, słuchajmy ciała i obserwujmy je. W życiu wystarczająco często walczymy z przeciwnościami losu. Nie warto walczyć każdego dnia również ze sobą. Dlatego najlepiej znaleźć formę ruchu, które sprawia nam radość i taki styl żywienia, który daje i zdrowie, i przyjemność.

Więcej o: