Manipulacja, przekupstwo, szantaż i wymuszenie - 4 filary rodzicielstwa

W idealnym świecie dzieci są słodkie i pachnące. Pilnie słuchają tego, co się do nich mówi i są grzeczne. W prawdziwym świecie jest inaczej. Rodzicu, nie załamuj rąk! Nie jesteś bezbronny. Oto sprawdzone triki działające na nieletnich.

fot. Wikimedia Commonsfot. Wikimedia Commons

Wszyscy znamy najnowsze trendy pedagogiczne - jesteśmy za komunikacją  bez przemocy i za tym, żeby maluch mógł wybierać, i za empatią w wychowaniu. Zdarza się jednak, że trzeba te metody, że tak powiem, urealnić. Wówczas przychodzą nam z pomocą cztery filary rodzicielskiej pedagogiki - manipulacja, przekupstwo, szantaż i wymuszenie. Bez cienia ironii powiem, że są sytuacje, kiedy ich stosowanie pozwala rodzicom zachować zdrowe zmysły i uniknąć oskarżenia o brutalną napaść na własne potomstwo. Czym jednak one grożą i kiedy je stosować?

fot. Pexels.comfot. Pexels.com

Kiedy byłam w szkole moja mama często powtarzała - Ucz się dziecko pilnie matematyki i fizyki - kiedyś ci się przydadzą. Prawda jest taka, że w obecnym życiu zawodowym i osobistym fizyka przydaje mi się tyle, co psu piąta noga. Matematyka? Wystarczyłaby ta na poziomie 5 klasy szkoły podstawowej. Wiele godzin mojego dzieciństwa spędziłam na łkaniu i rzucaniu krwawym mięsem nad podręcznikami. Po co? Dlaczego? Bo mama ma rację, bo tak przekonująco opowiadała o karierze profesora politechniki? Czysta manipulacja, ale jakże skuteczna, bez tego matury bym pewnie nie miała. Rozmaite zabiegi motywacyjne są właśnie rodzajem manipulacji, skłanianiem dziecka do zrobienia czegoś, czego ono nie chce, a co my uznajemy za dobre i pożądane w danej sytuacji.

A oto inny (skrajny dość) przykład prania mózgu nieletnim, trzyletnie dziecko dostaje w przedszkolu zupę i wrzeszczy, że zupa jest czerwona i ono nie zje za nic. Pani "pomoc od kuchni” zagląda w talerz i mówi: jaka czerwona? Zielona jest! Jedz. I dziecko zjada co do łyżki i zadowolone, z pełnym brzuchem udaje się do zabawy. Już słyszę te oburzone głosy, że nie wolno, że to ogłupia - owszem nie wolno, owszem, ogłupia może troszkę, ale jak inaczej przekonać w pokojowy sposób zawziętego malucha, żeby zjadł, poszedł spać, wyszedł z domu, wrócił do domu? Czasem inaczej się nie da.

fot. Pexels.comfot. Pexels.com

Kilka miesięcy temu przyszła do mnie mama jednej z wychowanek i mówi: Pani Olu, bo August (kolega z grupy) powiedział córce, co ma zrobić, żeby dostać dużo nowych zabawek. Wystarczy obiecać mamie, że się będzie trochę grzecznym. Tak działa długoterminowe stosowanie przekupstwa. A zaczyna się niewinnie - Kochanie, zjedz proszę obiadek, dam ci cukierka albo: jJak dasz mamusi zrobić zakupy to kupimy ci samochodzik. Kto z nas tego nie stosował, choć raz w życiu? Działa? Działa! Ale dzieci uczą się błyskawicznie, jak manipulować przekupstwem, żeby dostać to, co chcą i rodziców sobie podporządkować. Zaczyna się błędne koło, jak nie ma cukierka to jest rzucanie kartoflami po kuchni, jak nie ma samochodzika (albo dwóch) to zakupów nie zrobimy bez asysty ochrony sklepu. Czy zatem nie przekupywać? Ależ można, czasem wręcz należy, ale raczej rzadko i w sytuacjach o wyższej konieczności.

Przekupstwo w wyższej formie mutuje w metodę stosowaną najczęściej przez ojców - daj mu, niech nie wyje! Obserwując takie akcje prawie widzę, jak młode odwraca się i ze złowrogim uśmieszkiem zaciera rączki, a w oczkach ma czerwone błyski.

fot. Pexels.comfot. Pexels.com

Otóż rozróżniamy dwa rodzaje szantażu w wychowaniu szantaż prosty i bardziej złożony szantaż emocjonalny.

Jak nie posprzątasz zabawek to połamię ci tablecik, jak nie zjesz to nie wstaniesz od stołu, jak się nie będziesz słuchać, to zabieraj swoje rzeczy i się wyprowadzaj. Co silniejsze jednostki siedzą nad zupą godzinami i pakują się w pięć minut. Szantaż nie działa? Niekoniecznie - raz na ruski miesiąc można spróbować ale w sytuacjach bez wyjścia i tylko wtedy, gdy groźba jest realna. Raczej nie straszymy powyrywaniem kończyn, wystarczy brak bajki, czy deserku.

Znacznie bardziej szkodliwą i bardziej ponurą odmianą jest szantaż emocjonalny. Ja ciebie tak kocham, a ty tak się mnie nie słuchasz - w domyśle - albo ty zaczniesz, albo ja przestanę. Wszystkie - rozchoruje się i umrę przez ciebie, aż po zasłyszane od rozwodzącego się kumpla - idź do ojca, idź, ja tu będę czekała na ciebie przy oknie i płakała.

Pierwszy rodzaj szantażu jest niemal całkowicie nieskuteczny, drugi niesłychanie skuteczny ale najbardziej toksyczny i zaburzający wszystkie możliwe dobre cechy relacji dziecko/rodzic. Sama zrobiłam to raz jeden jedyny i do dziś żałuję. Mój bratanek schował się w szkole, szukałam go tak koło 40 minut z zawałem, udarem i wszystkimi oznakami ciężkiej paniki grożąc pani w świetlicy prokuraturą. Znalazł się w jakimś schowku na coś tam. Dopadłam go i powiedziałam, że jak tak zrobi jeszcze raz to ja umrę na miejscu i będzie szedł za moją trumną. Dzieciak w ryk okropny, ja prawie też, brrr, okropne wyrzuty sumienia. Zdecydowanie nie polecam.

fot. Pexels.comfot. Pexels.com

I wreszcie ostateczność - wymuszenie. Ostra reakcja, najtrudniejsza dla nas, dziecka i otoczenia. Przywołam obrazy wynoszonych ze sklepów wierzgających dzieci, wszystkie straszne wizyty u dentysty (mnie wciągali do gabinetu uczepioną nogi od krzesła), dantejskie w poczekalniach, restauracjach. Co jednak zrobić, kiedy synek wgryzł się koledze w brzuch i nie puści, dopóki zatykając mu nos nie odetniemy dopływu powietrza? Albo kiedy jedną nogą stoi na parapecie? Jedną, bo reszta już wywieszona na drugą stronę? Wymuszenie może być reakcją ratującą życie i zdrowie, nasze też.

***

Można się oburzać, można z niedowierzaniem kręcić głową, ale jestem pewna, że niemal wszyscy, albo wszyscy rodzice stanęli choć raz przed koniecznością użycia którejś z powyższych "metod”. Zdarza się, czasem trzeba, czasem wychodzimy z siebie i nerwy nam strzelają jak postronki, czasem się nie da inaczej. Ale oczywiście, im rzadziej, tym lepiej.

Więcej o: