Jak złapać faceta? Najwięcej wie o tym facet - coach Matthew Hussey

Poradników o podrywaniu facetów jest mnóstwo. Jak wybrać ten właściwy? Mam dla was pewną propozycję. Być może niektórzy dowiedzą się, dlaczego nie udaje się im ani nikogo poznać, ani zbudować trwałego związku.

Rada dla tych, którzy czują się niekochani (rys. Magda Danaj)Rada dla tych, którzy czują się niekochani (rys. Magda Danaj)

Koleżanka z pracy podesłała mi brytyjskiego love coacha, 28-letniego Matthew Husseya. Jako inspirację. Ponieważ za coachami specjalnie nie przepadam, a za tymi, którzy robią karierę w zagranicznym show-biznesie tym bardziej, to pomyślałam, że pooglądam i się pośmieję.

Pan specjalizuje się w relacjach damsko-męskich, pisuje felietony do modnych gazet, popełnił również książkę pt. "Get The Guy: Learn Secrets of the Male Mind to Find the Man You Want and the Love You Deserve”, prowadzi poczytnego bloga i kanał na YouTube. A do tego wszystkiego jest śliczny, przystojny i mówi, jak rasowy brytyjczyk, z brytyjskim akcentem (mam do niego potworną słabość). Czyli ma wszystko, co trzeba, żeby odnieść sukces (i w dodatku jest młodszy ode mnie, i to sporo). W każdym razie - miałam się pośmiać, a po pierwszym zdaniu pierwszego z brzegu filmiku na jego stronie, zaczęłam sprawdzać go głębiej.

"If you want to have succesful sex-life and relationship, you need to have life”. (Jeśli chcesz mieć udane życie seksualne i związek, przede wszystkim sama musisz mieć udane życie). Banał, myślę, i oczywistość, mówię to koleżankom i próbuję obśmiać. Koleżanki jednak na mnie furczą, żebym już przestała być taka "hop do przodu", bo się nie znam, a poza tym mam wystarczająco dobrego męża od lat, więc nie wiem, jak to jest. I opowiadają o kolejnych koleżankach, które kilka godzin po rozstaniu z facetem logują się na Tinderach czy innych Sympatiach i płaczą przyjaciółkom w ramię, że one "już, natychmiast muszą znaleźć facetaaaaaaaa, bo one nie chcą tak cierpieć, nie chcą być same, ich życie przestało mieć sens!”. Ok, myślę, czyli jest coś na rzeczy, zobaczymy co koleś ma takim pannicom do zaoferowania. I wiecie co? Rzeczywiście ma.

Porady Matthew nie polegają na tym, jak się dobrze mizdrzyć i dobrze robić panom laj laj laj (o czym już sarkastycznie pisałam tu wieki temu), tylko na tym, że w życiu najważniejsze jest to, żeby dobrze poczuć się z samym sobą. Żeby mieć swoje sprawy, swoich przyjaciół, swoje hobby. Żeby dobrze nam było samym, zanim zdecydujemy się na związek. To myślenie przebija przez każdy tekst, przez każdy wykład i jest podstawą myślenia Matthew o związku właśnie. Tak, mi też wydaje się, że to w sumie nic nowego, ale skoro tak, to dlaczego tak bardzo nie chcemy o tym pamiętać? Niby wszyscy wiemy, że największe powodzenie mają ludzie pewni siebie i interesujący, a ludzie interesujący to tacy, którzy mają coś do powiedzenia. Którzy myślą, analizują, mają ciekawe poglądy, zainteresowania. Pisząc "pewność siebie” tak naprawdę mam na myśli po prostu coś, co jest sympatią do samego siebie, lubieniem siebie. Kolejny banał, a jaki pożyteczny. Matthew zauważa, że obcy ludzie nie obdarzą nas większym szacunkiem, niż my sami siebie obdarzymy, i trudno nie przyznać mu racji.

Moją uwagę przyciągnęły dwa teksty: "Jak się zbyt łatwo nie zakochiwać” i "Jak przestać zwracać na siebie uwagę nieodpowiednich facetów”. Może dlatego, że te dwie sprawy w sumie się ze sobą łączą? Matthew twierdzi, że każdej dziewczynie zdarza się pójść na randkę z nieodpowiednim facetem. Ale już od nas zależy, czy posłuchamy głosu intuicji i nie umówimy się kolejny razy, czy w poszukiwaniu miłości, związku i przywiązania będziemy brnąć w coś, co z rozmaitych powodów nie jest dla nas dobre. A potem jest płacz i zgrzytanie zębów i ta słynna maksyma "Dlaczego TYLKO JA zawsze trafiam na nieodpowiednich facetów?”. Każda trafia. Ale nie każda się z nimi wiąże. Szybkie zakochiwanie się, "ta wielka miłość od pierwszego wejrzenia, pierwszej randki czy pierwszej nocy" wg Matthew, również sprzyja wybieraniu nieodpowiednich partnerów. I tak, on też słyszał te argumenty, że niektórzy są bardziej niż inni namiętni, że potrzebują więcej "miłosnego haju” w życiu. Dla niego ta potrzeba jest niczym więcej, jak tylko dowodem na to, że ten ktoś (ta ktosia):

- nie potrafi żyć sama. Nie potrafi sama się życiowo zaspokoić, kolejna miłość ma po raz kolejny odwrócić uwagę od jej własnego życia i, być może, nudy w nim (braku przyjaciół, rozrywek).

- ciągle potrzebuje potwierdzenia, że jest kochana. I potrzebuje go z zewnątrz, bo sama tego nie wie. Czyli wracamy do poczucia własnej wartości.

- boi się, że nie znajdzie nikogo lepszego. I zostanie sama. Czyli wracamy do punktu pierwszego i podstawowego, czyli do tego, że MAMY SIĘ DOBRZE CZUĆ SAMI ZE SOBĄ, żeby nie rzucać się na pierwszego lepszego, który zwróci na nas uwagę!

Matthew twierdzi, że dobrze byłoby szanować własną energię i własne uczucia i pamiętać o tym, ile czasu i emocji potrzeba, żeby poradzić sobie z nieudanym związkiem. Ano właśnie. Gdybyśmy po każdym nieudanym związku poświęcili odpowiednią ilość czasu na jego analizę i "co poszło nie tak”, zamiast próbować wybić klina klinem, pewnie nie angażowalibyśmy się tak łatwo. Ale w końcu kto komu zabroni. Niektórzy twierdzą, że życie byłoby potwornie nudne, gdybyśmy wszyscy byli tacy rozsądni. Szkoda tylko, że nie myślą, ile dobrego mogliby zdziałać DLA SIEBIE, gdyby nie rozpirzali swojej energii życiowej na bezsensowne związki na prawo i lewo. Tak mi się tylko powiedziało. Bo przecież w ogóle się nie znam. To wszystko poglądy tego coacha, Matthew. Młodego, przystojnego i z akcentem. Z akcentem na "Lubię siebie. Szanuję siebie. Jestem dla siebie najważniejsza. Tak, ja, tylko ja”.

Więcej o: