Cztery rady, jak rozpoczynać pracę, aby odnieść sukces

Jesteś zwycięzcą? Jeszcze nie? To zupełnie tak, jak ja. W takim razie może robisz coś źle. Warto przyjrzeć się, czy w ogóle dobrze zaczynasz pracę.

kawaBez kawy, bez sensu /fot. Unsplash CC0

Większość z nas, typowy dzień w pracy zaczyna od idealnej triady: kawa, kawa i jeszcze raz kawa. Dopiero odpowiednie stężenie kofeiny w żyłach daje siłę, która pozwala na bezbłędne zalogowanie się do służbowego komputera. Bez kawy nie da się nic zrobić, że nie wspomnę o zrobieniu kariery. Osobiście preferuję czarną z łyżeczką cukru, lecz wiem, że są ludzie, którzy profanują ten cudowny napój mlekiem. No cóż, ich problem. Kawa jest katalizatorem tej magicznej energii, dzięki której możemy osiągnąć sukces. Tylko czym on tak naprawdę jest?

Pojęcie sukcesu można zdefiniować na wiele sposobów. Przykładowo, dla mnie sukcesem jest przekonanie samej siebie do zwleczenia się z łóżka o 5.20 rano w poniedziałkowy poranek. Na serio, traktuję to w kategoriach małego zwycięstwa, ponieważ spora część mnie nadal mocno chce wierzyć, że to pomyłka, że źle nastawiłam budzik, i że mamy do czynienia z niedzielą, że mogę spać do dziewiątej. W ogóle przetrwanie poniedziałku z godnością, bez śladów poduszki odgniecionej na policzku, bez poczucia "poniedzielnego" zagubienia to jest coś.

pracaNie spóźnić się do pracy, to też sukces /fot. Pexels CC0

Pochwała szefa, uznanie współpracowników, udane negocjacje, niezwykłe wyniki badań, intratny kontrakt, a do tego złote puchary, goździki i laurki, to wszystko można traktować jako sukces. Legalna umowa o pracę to też sukces. Pracuję w tzw. strefie budżetowej i obecnie można śmiało przyjąć, że sukcesem jest sam fakt, że wciąż mam etat. W związku z tym, że wielka miotła dziejowa poszła w ruch i w urzędach dokonuje się spektakularnych wiosennych porządków, stabilność zatrudnienia jest mocno wątpliwa. Nie bulwersuje i nie dziwi mnie to już jakoś specjalnie, ponieważ taki jest urok pracy w tego typu instytucjach. Odświeżenie ekipy, dobra zmiana, czy jak tam to nazwiecie. Sukces to oczywiście liczba cyferek na koncie, które co miesiąc umilają nam dzień wypłaty. Z konsternacją lub bez trzeba przyznać, że nie każdy pracuje dla idei, dla kraju, czy przyszłych pokoleń. Pracujemy dla kasy.

Redaktor Anna podesłała mi ostatnio artykuł, w którym możemy przeczytać o czterech rzeczach, od których warto zacząć dzień w pracy, żeby odnieść mityczny i upragniony sukces. Aha, i nie jest to kawa.

1. Zacznij od najtrudniejszego zadania, potem wszystko będzie prostsze. Brzmi to całkiem sensownie. Rano, gdy jesteśmy pełni sił i energii (patrz kawa) najlepiej zająć się czymś do czego podchodzimy jak pies do jeża lub jak my do wyrzucenia śmieci. Przyznaję, że staram się stosować tę zasadę. Wszelkie upierdliwe zestawienia robię jak najszybciej, ponieważ rano jestem bardziej wypoczęta i istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że popełnię błąd w obliczeniach czy napisaniu formuły w Excelu.

jest trudnoSkupienie na twarzy, znaczy, że jest trudno /fot. Pexels CC0

2. Zajmij się najpierw najważniejszymi rzeczami, czyli magiczne słowo - priorytety. Można je ustawiać chronologicznie, czyli zaczynam od tego, co było na wczoraj, kończę na tym, co mam zrobić na jutro. W międzyczasie dostaję pięć maili z superpilnymi rzeczami „na już”, wśród których również przeprowadzam ranking i typuję, która sprawa dostanie status VIP.

3. Zorganizuj sobie dobrze pracę. Czyli najpierw kawa i ploteczki w kuchni, a potem robota. No, niezupełnie o to chodzi. Kluczem jest identyfikacja ważnych zadań i ustawienie ich w odpowiedniej kolejności. Mówiąc krótko, warto sporządzić harmonogram pracy na dany dzień (nie musi uwzględniać kawy, którą sączysz sobie naturalnie i w dowolnych odstępach czasu zagryzając ją czekoladą). Jak sporządzić taki harmonogram? Otóż, można skorzystać z klucza pięciu pytań.

Czy wykonanie tego zadania będzie krokiem naprzód w osiągnięciu ważnego, zawodowego celu?

Czy szef powiedział, że to jest ważne?

Czy na tym zarobię?

Czy po wykonaniu tego zadania coś się wyjaśni?

Czy to musi być na dziś?

A jak na dziś, to zawsze można próbować negocjować.

4. I ostatnia sugestia. Przywitaj się z kolegami. Przyznaję, że ta ostatnia porada rozłożyła mnie na łopatki. Dlaczego? Ponieważ to takie oczywiste. Nie wyobrażam sobie siedzieć w ciszy i mentalnym naburmuszeniu. Ludzie zawsze mnie inspirowali i cała masa małych sukcesów opiera się właśnie na życzliwości, współpracy i pomaganiu sobie nawzajem.

Wątpię czy te porady doprowadzą kogoś do wielkiego sukcesu, raczej mogą pomóc w lepszym zorganizowaniu pracy... choć w niektórych przypadkach to jest właśnie sukces.

Magda Acer

Więcej o: