Praca w urzędzie zależy od wierności partii, a nie od kompetencji - wiem, bo tam pracuję

biuro

biuro (flickr cco)

Dobra zmiana wprowadza porządki w państwowych instytucjach. Głowy lecą, gawiedź się cieszy. Szkoda tylko, że nowa władza nie widzi, że pozbywanie się doświadczonych i profesjonalnych pracowników jest strzałem w kolano.

lostTaka przyszłość... /fot.Billy Wilson Flickr CC0

Rewolucja wymaga ofiar

Chciałabym napisać, że warto się starać w pracy w urzędzie, że wykonywanie obowiązków zawodowych z należytą starannością i zaangażowaniem ma sens. Chciałabym powiedzieć, że warto zarywać noce i dokształcać się na własną rękę. Przekopywać się przez wyroki KIO, czytać rozporządzenia unijne w dwóch lub trzech językach, konsultować niejednoznaczne przepisy, dowiadywać się i drążyć. Szkolić się, zdobywać wiedzę, nawiązywać kontakty. Chciałbym powiedzieć, że warto jest lubić swoją pracę, ponieważ praca z pasją przynosi wymierne efekty i daje satysfakcję.

Kiedyś, naiwnie, przyznaję, wierzyłam w to, że praca urzędnika ma nieść korzyść społeczeństwu, że to swoiste wyróżnienie i jednocześnie ogromna odpowiedzialność, wynikająca z tego, że obdarzono nas zaufaniem. Powierzono nam sprawy innych ludzi. Sprawy, które trzeba załatwić z zachowaniem terminów, bezstronnie i obiektywnie, z poszanowaniem przepisów prawa oraz z sercem i empatią.

Cóż, okazuje się, że zaangażowanie, wiedza i przygotowanie merytoryczne, osiągnięcia, życzliwość i staż pracy, nie mają znaczenia. Obecnie znaczenie ma wierność partii. Zdaję sobie sprawę, że wymiana kadr w wyniku politycznych przetasowań jest naturalną koleją rzeczy. Pracuję w urzędzie ponad dziesięć lat i kilka razy miałam okazję obserwować zmiany i roszady na stanowiskach kierowniczych. Nowa władza chciała pracować z ludźmi zaufanymi, czyli takimi, którzy będą realizować odpowiednią politykę.

Różnica polegała jednak na tym, że nie pozbywano się masowo pracowników, w tym pracowników na stanowiskach kierowniczych, na taką skalę, na jaką dzieje się to obecnie. Nie robiono tego z prostego powodu: doświadczenia i historycznej wiedzy, której legitymacja partyjna w żaden sposób nie zastąpi. Poprzednim rządzącym ekipom, w tym również obecnej, która miała swoje dwa lata, szkoda było pozbywać się ludzi posiadających informacje zapewniające sprawne działanie konkretnego resortu. Czystki na stanowiskach kierowniczych dotykają praktycznie wszystkich instytucji państwowych, również takich, które od wielu lat funkcjonowały bez zarzutu i z sukcesami.

Rozwód z pracą boli

Znajoma, która została odwołana po 16 latach pracy w jednym z ministerstw nie kryje rozgoryczenia. Nie chodzi tylko o to, że została bez pracy. To jest problem krótkotrwały, ponieważ jako specjalistka wysokiej klasy ma już kilka propozycji. Szkoda jej tych wszystkich lat, które poświęciła pracy, zaangażowania, wiedzy i energii, które z siebie dawała. Przykro jest jej też z powodu sposobu w jaki została odwołana, bez słowa podziękowania, bez spojrzenia prosto w oczy, bez podania merytorycznych powodów takiej decyzji. Następnego dnia, na jej miejsce został powołany człowiek, który, mówiąc kolokwialnie jest zielony w temacie, ponieważ nigdy nie zajmował się podobnymi zagadnieniami. Pozbywanie się doświadczonych i profesjonalnych pracowników jest strzałem w kolano.

biuroA kiedy zwolnią już wszystkich samodzielnie myślących ludzi, okaże się, ze nie ma kto pracować /fot. Pexels CCo

Koń by się nie uśmiał

Jednym z ostatnich przykładów tego typu zmian, jest też odwołanie prezesów stadnin koni w Janowie Podlaskim i Michałowie. To decyzja, która wywołała oburzenie całego środowiska związanego z hodowlą koni, ponieważ obydwaj prezesi, odnosili wielkie sukcesy i poświęcili swojej pracy praktycznie całe życie zawodowe. Tymczasem nowy prezes stadniny w Janowie Podlaskim - Marek Skomorowski w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim” wyjawił, że: „Z hodowlą koni arabskich styczności zawodowej nie miałem, ale uważam, że jestem merytorycznie przygotowany do zarządzania spółką jako całością”. Dobry humor nie opuścił go również w rozmowie z Polsat News, gdzie wyznał: „Nigdy nie siedziałem w siodle. Jednak już widzę, że to będzie moja pasja życiowa”. Wypowiedź pana Marka jest co najmniej żenująca, a zarazem bezceremonialnie demaskuje tupet i brak jakiegokolwiek samokrytycyzmu. Odwołani prezesi podjęli decyzję o zaskarżeniu decyzji ANR w sądzie pracy. Kibicuję im z całego serca.

zabawaZwolnienie z pracy to nie koniec, to nowa szansa /fot. Pexels CC0

To nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych. Owszem, można posadzić na fotelu prezesa inną osobę o właściwej przynależności partyjnej, można wmawiać ludziom, że to dobra zmiana, a poprzednia „ekipa” zawiodła zaufanie partii (pachnie mocno komuną prawda?). Ale partyjna legitymacja i postawa wiernopoddańcza nie są gwarancją sukcesu. Zwłaszcza jeśli ktoś przypadkowo obsadzony na danym stanowisku nie ma pojęcia o tym, do czego został powołany.

Wymienić można samochód albo sprzęt biurowy. Z człowiekiem jest trudniej, bo ludzka inteligencja, wiedza, sposób myślenia i emocje są unikalne i nie do podrobienia, ani nie do zastąpienia.

Pomimo gorzkiej wymowy tego felietonu, uważam, że mimo wszystko warto się starać. Dla samej siebie, dlatego, żeby poczuć wewnętrzny komfort, że wykonałam swoją pracę rzetelnie i mogę na siebie bez obrzydzenia spojrzeć rano w lustrze. Zostałam wychowana w przekonaniu, że bylejakość się zwyczajnie nie opłaca. Jasne, mówi się, że prowizorki są najtrwalsze, ale na zawsze pozostaną tylko prowizorkami. Nie są rozwiązaniem docelowym. I może nie dziś, i nie jutro, ale w końcu się rozpadną, z powodu kiepskiej jakości materiałów i błędów konstrukcyjnych.

Magda Acer

Zobacz także
  • praca Czy praca marzeń faktycznie daje spełnienie?
  • Jacek Żakowski Żakowski broniąc lidera KOD-u obraża wszystkich: Polaków, sympatyków KOD i kobiety
  • kopertaDUZA "Dlaczego głosowałem na PiS?" [LIST]
Skomentuj:
Praca w urzędzie zależy od wierności partii, a nie od kompetencji - wiem, bo tam pracuję
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX