Seks w trakcie okresu. Okazja, aby udać dziewicę czy niepotrzebna obrzydliwość?

Nawet wśród najbardziej otwartych rozmówców są tematy tabu. Na przykład: seks podczas okresu. A temat marginalny nie jest, bo ze statystyk wynika, że 30% par uprawia seks w trakcie menstruacji. Moim zdaniem powinno więcej.

Wszystko jest kwestią odpowiedniego PR-u (rys. Magda Danaj)Wszystko można wykorzystać na swoją korzyść (rys. Magda Danaj)

Nigdy nie ukrywałam, że mam apetyt. W tym szczególnym okresie miesiąca staje się on jednak jeszcze większy. Pęcznieje i nabrzmiewa tak, jak piersi i reszta ciała. Wiem, że nie jestem w tym odosobniona, choć oczywiście znam kobiety, dla których menstruacja jest prawdziwym cierpieniem i figle im zupełnie nie w głowie. Raczej w śmierci upatrują wyzwolenia.

U mnie jest inaczej. Zmysły są pobudzone, pojawia się chuć. Niemal zwierzęca. Owszem, czuję ból, ale chcę seksu, tu i teraz. Bez żadnej gry wstępnej. Stoi za tym nie tylko hormonalna burza, ale i świadomość, że nic przecież nie zmniejsza menstruacyjnego dyskomfortu przyjemniej niż miłe tete a tete we dwoje. Endorfiny uwalniające się podczas seksu działają szybciej i bezpieczniej niż większość tabletek przeciwbólowych (przynajmniej tych, do których mam dostęp). Samo spełnienie przychodzi łatwiej i wydaje się intensywniejsze. Tak, tak, część z was tylko wzruszy ramionami z niedowierzaniem zaprawionym lekceważeniem. Dość tego epatowania krwią menstruacyjną! No i kto by tam wierzył Lindzie ladacznicy?! Pfff.

Szukając porównana dla swoich doświadczeń, nie ograniczyłam się do rozmów z innymi kobietami. W odmętach sieci znalazłam m.in. artykuł "10 rzeczy, których prawdopodobnie nie wiecie o seksie podczas okresu". Przekonuje on, że zalet erotycznej aktywności w czasie menstruacji jest jeszcze więcej (liczba 10 w tytule jest zupełnie nieprzypadkowa). Począwszy od tego, że ma ona wpływ na skrócenie czasu trwania samego okresu, poprzez zlikwidowanie kłopotu z nawilżeniem, a na czerpaniu większej przyjemności z seksu skończywszy. Ha! Mało? Pamiętaj też, że zakrwawione prześcieradło jest niezbitym dowodem utraty wianka, a więc masz prawo żądać od właściciela ostrego miecza co najmniej pierścionka zaręczynowego (z ogromnym brylantem). Oczywiście, zadziała to raz, ale cóż z tego. Pomyśl jak bardzo dumny będzie twój wybranek.

Wiem, że nie wszystkich przekonam, że okres NIE musi być tożsamy z ascezą i umartwianiem się. Wiem, że zaraz pojawią się przypomnienia o tym, jak ważne jest w tym momencie zabezpieczenie się, bo z fizjologicznych powodów łatwo o zakażenia bakteryjne. Wiem, że posypią się argumenty o wspomnianych zniszczonych prześcieradłach, materacach i zakrwawionych fallusach, którymi niczym markerami można pisać na ścianach. Ale na Boga, to nie są sytuacje nieodwracalne, ani takie, którym nie można zapobiec.

Pamiętacie, gdy pisałam o perypetiach z nasieniem? Jest pewna analogia, nieprawdaż? W tym przypadku również potrzebne okazują się wilgotne chusteczki. Warto też rozważyć obecność dużego ręcznika, a w przypadku naprawdę obfitej menstruacji - no cóż - najlepiej wynieść się z sypialni do łazienki. Tam, jakiekolwiek ślady są bardzo łatwe do usunięcia. I tylko od ciebie zależy czy w grę wchodzi wanna, czy raczej prysznic, czy zdecydowanie pralka włączona na intensywne wirowanie. Wiem, nie zawsze tylko od ciebie zależy to, czy do zbliżenia w ogóle dojdzie. Mężczyźni rzadko mają w tej kwestii neutralne poglądy, zazwyczaj są dość spolaryzowani. Częściej są albo wyraźnie przeciwni (z trudem skrywając obrzydzenie), albo wyrażają pełną aprobatę.

"Skoro ona nie brzydzi się mojej spermy, dlaczego ja miałbym brzydzić się jej krwi?"

Temat seksu podczas okresu kobiety jest infantylny i błahy w gruncie rzeczy tylko pozornie. Podejście do tej kwestii dużo mówi o kondycji związku. O tym, jak i czy w ogóle akceptowana jest fizyczność kobiety. Czy jest atrakcyjna dla swojego ukochanego wyłącznie wtedy, gdy jest "koszerna"? Czy jest atrakcyjna także dla siebie w tym czasie? No właśnie, jak jest u was w TE dni?

Więcej o: