Dzieci czy CIA - kto zafunduje ci gorsze tortury?

Terror psychologiczny, broń soniczna, przemoc fizyczna - długa jest lista tortur zakazanych, ale niekiedy stosowanych przez służby wywiadowcze. Co ciekawe, wszystkie te metody z powodzeniem i bez żadnych sankcji ze strony ONZ stosują także małe dzieci.

Tajny agent do spraw tortur, pseudonim operacyjny Słodziak; źródło: pixabay.comTajny agent do spraw tortur, pseudonim operacyjny Słodziak; źródło: pixabay.com

Ludzkie dzieci - hałaśliwa obietnica przyszłego dobrobytu, samobieżny potencjalny podajnik szklanek z wodą, siewcy chaosu i nasz bank genetycznych pamiątek dla przyszłych pokoleń. Właśnie one dość intuicyjnie i bez żadnych specjalnych szkoleń potrafią nakłonić nawet najtwardszych i pozornie nieprzejednanych rodziców do współpracy. O tym, że mogą być w tym równie bezwzględne, co agenci CIA, napisano jakiś czas temu na serwisie Cracked.com. Im dłużej przyglądam się przygotowanej tam liście, tym bardziej widzę, że - choć warta uwagi - jest niepełna.

1. Pozbawianie snu

Jasne, są takie dzieci, które przesypiają całe noce już od samego początku, od narodzin, poczęcia, już od chwili, gdy ich rodzice powzięli postanowienie spłodzenia potomka. To nie jest dobry materiał na mistrzów tortur. Co innego małe szataniątka, które latami potrafią wywlekać truchła ledwie przytomnych matek i ojców swoich - najpierw pod pretekstem, że ueeee ueeeee* (*z niemowlęcego na nasze: "jest mi źle, ale nie wiem dlaczego, chodź i zrób z tym coś”), potem, że jeść, potem, że siku, potem, że katar, potem, że samotność, hej porozmawiajmy o naturze Wszechświata, wreszcie, że womit, a na koniec, że "mamo, dlaczego on mnie nie rozumie, mamo, mogę wrócić po 2:00, mamo, wpadnę koło 4:00 pożyczysz dwie stówki na akademik?”.

Z badań wynika, że wystarczą już 24 godziny bez snu, by doprowadzić zdrowego człowieka do stanu zbliżonego objawami do schizofrenii. Złamany psychicznie obiekt tortur jest skłonny zgodzić się na wszystko, byleby tylko wreszcie móc choć na chwilkę zmrużyć oczy i odpłynąć do krainy słodkich snów. Efekt? Pozbawieni snu rodzice są skłonni szybciej ustępować, pozbawieni sił witalnych nie odpierają dziennych ataków żądań, z trudnością egzekwują postanowienia związane z planem "Będę konsekwentnym rodzicem”.

2. Izolacja

Odcięcie od reszty społeczeństwa, funkcjonowanie w zamkniętym świecie, z którego nie mamy prawa się wyrwać, a przynajmniej nie na własnych warunkach, jeśli zaś już to robimy - okazuje się, że wszyscy wokoło dopytują się, jak to jest w tej naszej izolatce ("jak tam dzidzia?” , "daje wam pospać?”, "hej, pewnie to cudowne uczucie, tak zostać rodzicem, nie? My też się teraz bardzo staramy”). Więzień poddany takim torturom traci poczucie własnej wartości i nie dostrzega już sensu dalszej egzystencji. W tej sytuacji znacznie łatwiej jest wymusić na nim wszystkie zeznania i zezwolenia i uczynić z niego prywatnego niewolnika (demoniczny śmiech).

3. Tortury dźwiękowe

Autor tekstu z Cracked.com wspomina historię z Abu Ghraib o tym, jak łamano psychikę więźniów puszczając im zapętloną piosenkę z jednego z dziecięcych programów. Po kilku tysiącach powtórzeń człowiek, który nigdy w życiu nie był na Bliskim Wschodzie skłonny był przyznać się, że robił loda Bin Ladenowi. Khm.

Rodzice, którzy muszą pierdyliard milionów razy powtarzać "Mam tę moc” albo "Przyjaciół przedstawiamy wam” albo (starsze pokolenia rodziców, mocno przeczołgane przez życie) "Telletubbies, Teletubbies!”) skłonni są zrobić znacznie więcej, niż przyznać się do czynów lubieżnych z terrorystami. Tacy nieszczęśnicy będą w stanie ugotować chłodnik z cukierków i serwować lody na każdy posiłek. Kupią wszystkie wymarzone zabawki i nawet powiedzą "tak”, gdy mały oprawca zapyta o 3:00 nad ranem "włączysz mi Tomka i przyjaciół jeszcze raaaaaaz?”. A potem przynosi do domu albumy Current 93, albo uznaje, że od teraz słucha tylko Furii na repeacie, bardzo głośno, przez następne pięć tygodni 24/7. I już wiesz, że to ludzie ludziom zgotowali ten los.

4. Niewygodne pozycje

Niepokornych wojskowych zamykano w trumienkach, w których musieli stać na przykład przez dobę lub dwie. Szczególnie upartych więźniów przykuwano łańcuchami tak, by przez odpowiednio długi czas stali na palcach napinając wszystkie mięśnie. Hiszpańscy Inkwizytorzy też mieli kilka miłych zabawek.

A dzieci? Dzieci mają po prostu siebie. Przychodzą nocami do łóżka i wciskają wszystkie kości tam, gdzie cię najbardziej boli, a potem śpią. Ty też śpisz, by uniknąć zagrożeń związanych z punktem pierwszym. Z tym, że rano i tak budzisz się obolały/a i zmęczony/a. Im dłużej to trwa, tym częściej godzisz się na inne niewygodne pozycje - czy to związane z karmieniem, noszeniem na rękach, siedzeniem na najmniej ulubionym krzesełku, trzymaniem oprawcy na kolanach. A potem mówisz "no dobra, weź sobie już to mieszkanie, nie musisz nawet studiować i pracować, zrobię wszystko, byleby tylko odpocząć”.

5. Głodówka

Czarny chleb i czarna kawa. Albo suchy chleb i woda. Albo chociaż woda. Więźniowie to mają klawe życie. A taki rodzic? Zanim zdąży podać, nakarmić i pozamiatać, a tu już trzeba biegać, skakać i śpiewać, że "Mam tę moc” oraz "Przyjaciół przedstawiamy wam”. Potem jeszcze raz wszystko od nowa i tak przez kolejne lata. Ci, co umierali kopiąc kanał na Sołowkach mieli chociaż Biełomory, a wy? Ledwie sięgniecie po łyżkę zimnej zupy, a już odzywa się syrena alarmowa albo na izolatkę spada fala głuchej ciszy sugerującej, że dzieje się coś bardzo,bardzo złego. Rzucacie więc wszystko i znów kolejny dzień bez posiłku. Efekt? Zgadzacie się na wszystko. Nawet na to, żeby stać się klientem dziecięcego zakładu fryzjerskiego...

6. Tortury wodne

Kapanie na twarz, długotrwałe namaczanie, zalewanie twojej pryczy, obsikiwanie, zarzygiwanie, moczenie twojej własności, topienie twojej izolatki. Wszystko na raz i każda z tych rzeczy z osobna. Mówią, że najgorszych jest pierwsze pięć lat, ale prawda jest taka, że z czasem przestajesz zauważać różnicę między zalaniem przez mleko modyfikowane, a zalaniem przez piwo. By uniknąć sytuacji, w której po raz kolejny zalewa cię krew zgadzasz się na wszystko, podpiszesz nawet oświadczenie, że te 592 godziny nieusprawiedliwione to efekt długotrwałej rehabilitacji, a nie żadne tam wagary.

Z innych bonusowych form przemocy mających na celu złamanie charakteru młodego rodzica są: spacer po klockach lego, poszukiwanie miniaturowych elementów w dywanie i pod szafami, nocne tropienie zaginionego pluszaka na drugim końcu miasta, tolerowanie przyniesionego bez uprzedzenia zwierzęcia, które szczególnie upodobało sobie rozgryzanie twoich mebli, sikanie na twoje łóżko i spanie na twoim komputerze. Pospieszne zakupy w całodobowym hipermarkecie o 5:00 rano, bo "miałem przynieść dziś do szkoły wiadro gipsu, 3 przegrzebki i taki śmieszny dynsk z plastiku, pani mówiła o tym wcześniej, ale zapomniaaaaaaaaałem”. Uporczywe powtarzanie pytań ("Mogę? Mogę? Mogę? Mogę?...”, lub "Daleko jeszcze? Daleko jeszcze? Daleko jeszcze?...”).

Tak wiem, wszystko, co napisałam to podłe i okropne, w dodatku tak bardzo nieprawdziwe. Oczywiście, że nieprawdziwe! Wszyscy bardzo mocno kochamy nasze dzieci i nikt z nas absolutnie nie cierpi na syndrom sztokholmski.

Więcej o: