Jak skompletować bazową garderobę - za 50 zł w lumpeksie?

To możliwe! Wystarczy dobry lumpeks, pomysł na siebie i kilka prostych sztuczek. I voila! Szafa skompletowana, a budżet to wytrzyma.

Zestawy skompletowane w lumpeksie (fot. Mroux)Zestawy skompletowane w lumpeksie (fot. Mroux)

„Miałam pełną szafę i nic, co mogłabym włożyć” to klasyczny wstęp do rozmów o modzie świadomej, czyli slow fashion. Nie będę oryginalna: przerabiałam to samo jeszcze dwa lata temu. Próbując się wystroić na szybko, po konfrontacji z wypchaną po brzegi garderobą, zakładałam zawsze ten sam, sprawdzony zestaw. Nie należę do chomików, więc równolegle z kupowaniem nowych rzeczy często przeprowadzałam czystki, oddając te ciuchy, których nie potrafiłam, bądź nie chciałam nosić. Dopiero po lekturze blogów o minimalizmie i świetnej książki Joanny Glogazy nauczyłam się, że ważne jest nie tyle oczyszczenie szafy z ubrań, co mądre dobranie tych rzeczy, które w niej zostaną. Powoli zaczęłam więc budować swoją, bardzo ograniczoną, podstawę garderoby.

Tak trafiłam do lumpeksu. Do tej pory traktowałam zakupy w secondhandach jako szansę na znalezienie czegoś szalonego, jak indyjska tunika czy spodnie do judo, w których chodzę po domu. Teraz jednak, po raz pierwszy wybrałam się do lumpka po klasyki. Z początku lekko sceptyczna, ze zdziwieniem odkładałam z wieszaków kolejne rzeczy, dokładnie odpowiadające moim oczekiwaniom. Za każdym razem sprawdzałam metki i skład, wybierając te najszlachetniejsze bądź najwygodniejsze do noszenia. Zachęcona pierwszymi łowami, postanowiłam zrobić eksperyment: stworzyć capsule wardrobe, czyli garderobę w pigułce za mniej niż 50 zł.

Filozofia garderoby w pigułce opiera się na ograniczeniu ubrań do bazy, której elementy można dość dowolnie mieszać. Najłatwiej jest ją stworzyć skupiając się na rygorystycznie określonej bazie kolorystycznej i stawiając na rzeczy, w których chodzimy najczęściej. Budowanie garderoby w pigułce nie oznacza, że wolno mieć w szafie tylko kilkanaście ubrań - ważne, by mieć dokładnie tyle ciuchów, ile naprawdę potrzebujemy, nie trzymać rzeczy nie pasujących do naszego trybu życia czy figury. Są zwolenniczki minimalizmu, które wyznaczają sobie limit dwunastu ubrań (nie licząc butów, bielizny i dodatków!), dla innych idealną liczbą będzie 24 czy 36.

Ja wybrałam limit 12 rzeczy: wszystko, co w poniższej grafice  nie jest oznaczone czerwoną liczbą, nabyłam w warszawskich lumpeksach niedługo przed wymianą towaru (15 PLN za kilogram, bądź do 4 PLN za sztukę - bo wrodzony skąpiec krzywił się na ceny po dostawie, 80 PLN za kilo).

Podstawa garderoby za 50 złotych (il. Mroux)Podstawa garderoby za 50 złotych (il. Mroux)

Co udało mi się upolować? Przede wszystkim niemal wszystkie rzeczy pochodziły z firm, które już wcześniej znałam. Jednak nie nazwa producenta była najważniejsza, a skład materiałów. Oto kilka szczegółów:

nr 1 - gorsetowa, przylegająca do ciała koszulka United Colors of Benetton, 92% bawełna, 8% elastan.

nr 4 - Bershka, śliwkowa koszulka z długim rękawem, 100% bawełna

nr 7 - marynarski sweterek w paski Mango Basics, niestety z wyciętą metką ze składem

nr 10 - karmelowa spódnica no name wyprodukowana we Włoszech, 80% wełny.

nr 15 - szkocki szalik w kratę - 70% kaszmiru, 30% wełny. (kosztował dwa złote!)

Do mojej bazy cieplejszych „gór” zaliczyłam jedną rzecz spoza lumpka: ukochany butelkowy sweter, zrobiony na drutach przez moją mamę. Żeby było fair i aby, zgodnie z założeniem, zgadzała nam się liczba 12 części garderoby z secondhandu, do grafiki dodałam szalik z lumpeksowych łupów, który noszę niemal codziennie. W pigułkowej szafie znalazły się też dwie ulubione pary butów i czarny, prosty kapelusz. Powstała dość ujednolicona baza, z której można skomponować dużo zestawów, np:

Oto zestawy, jakie udało mi się stworzyć (il. Mroux)Oto zestawy, jakie udało mi się stworzyć (il. Mroux)

Kilka praktycznych porad, jak zbudować garderobę z lumpeksu:

1. Ogranicz bazę kolorystyczną. Najłatwiej jest zacząć od barw neutralnych: bieli, czerni, granatu, szarości, beżu - i do nich ewentualnie dodawać plamy koloru. Życie ułatwia zasada, by nie zakładać na siebie więcej niż cztery kolory na raz. Przy takim limicie nawet łączenie różnych wzorów to bułka z masłem. Ja zazwyczaj nie wychodzę poza taką, zgaszoną bazę kolorystyczną:

Kompletując garderobę, trzymaj się kolorystycznej bazy (il. Mroux)Kompletując garderobę, trzymaj się kolorystycznej bazy (il. Mroux)

2. Szukaj swoich klasyków. Daleko mi od porad z serii: „każda kobieta powinna mieć w szafie biały tiszert”. Dla jednej dziewczyny klasykiem będą czarne rurki z wysokim stanem i czarny golf, dla innej - granatowa bluza i niebieskie jeansy. W doborze bazy ważne jest, byś dobrze się w swoich klasykach czuła i by pasowały do jak największej liczby rzeczy z szafy. Uwaga! Bardziej uniwersalne są materiały o jednolitym kolorze, więc wiele ułatwia ograniczenie rzeczy wzorzystych. Klasykami mogą być na przykład:

biała koszula
jednolity tiszert/bluzka
sweter w marynarskie paski
jednokolorowa bluza
mała czarna
czarne rurki
niebieskie jeansy
prosta tunika
spódnica ołówkowa
spódnica w kształcie litery A
marynarka o męskim kroju
oversizeowy sweter

3. Nie bój się akcentów szaleństwa. Jeśli trafisz na coś, co nie należy do listy klasyków, ale czujesz, że jest absolutnie w twoim stylu (i pasuje do bazy kolorystycznej) - kupuj. Tak było z boho sukienką firmy o miło brzmiącej marce:  W LES FEMMES (numer 9 na grafice), albo przykrótkimi gatkami typu culottes z H&M (numer 12). Ważne, by można było je łączyć z resztą szafy i dodatkami.

4. Czytaj skład. Kaszmirowe, wełniane, jedwabne swetry są na wyciągnięcie ręki. Aktualnie mam w swojej szafie 3 swetry ze szlachetnych materiałów, wszystkie z lumpka, podobnie jak szalik, który znalazł się w grafice. I w drugą stronę: czytanie metek pozwoli unikać poliestrowych szmatek, akrylowych szali, plastikowych toreb - o ile, oczywiście, chcesz ich uniknąć.

5. Przed zakupami rozpisz sobie, czego ci naprawdę potrzeba. W 12-elementowej wersji garderoby dysponuję 4 cienkimi „górami”, 4 grubszymi „górami” i 4 „dołami”. Warto mniej więcej zaplanować zakupy, żeby nie skończyć z proporcją: jedna para spodni, jeden sweter na dziesięć bluzek.

6. Nie nastawiaj się, że znajdziesz wszystko to, czego szukasz. Zakupy w secondhandach to loteria - czasami znajdzie się pięć świetnych rzeczy, czasem nic. Ale warto się nie zniechęcać i nie zadowalać czymś, co znacznie odbiega od planu.

7. Dokładnie oglądaj to, co kupujesz. Nie kupuj rzeczy zniszczonych, dziurawych, poplamionych, nawet jeśli to sweter Yves Saint Laurent. Wyjątek: jesteś pewna, że plama jest łatwa do wywabienia, usterkę można natychmiast naprawić - jeśli więc mimo wszystko zdecydujesz się na zakup, natychmiast zabierz się za doprowadzenie ciucha do stanu używalności. Jeśli nie zrobisz tego teraz, prawdopodobnie znajdziesz go za pół roku, w jakimś ciemnym zakamarku szafy, i na 99% oddasz dalej lub wyrzucisz.

8. Rzadko, bardzo rzadko zdarzają się cuda w postaci oryginalnej torebki Louis Vuitton za 5 złotych. Za to bardzo często zdarzają się ordynarne podróbki, na które szkoda wydać choćby piątaka: skutecznie zepsują nawet najlepiej dobrany zestaw ciuchów.

9. Dodaj twojemu stylowi kropkę nad i: to mogą być ulubione perfumy, biżuteria, nakrycia głowy, makijaż (lub jego brak), charakterystyczna fryzura. Ja lubię uzupełniać klasyczne zestawy o biżuterię boho: wielki pierścień, który dostałam od brata, ażurowe kolczyki, ulubiony naszyjnik ze Stambułu. Wbrew zasadzie koszerności kruszców, często łączę złoto ze srebrem, czasem biżuterię zamieniam na czerwoną szminkę. I znów: nie chodzi o kasę, a o pomysł i zgodność z charakterem.

10. Zakupy w lumpeksie czy wymiany ciuchowe to okazja też do refleksji innego typu: ile naprawdę warte są ubrania, czy styl ma coś wspólnego z aktualnymi trendami i ilu ubrań faktycznie potrzebujemy. Jestem zdania, że moda jest po to, by się nią bawić - ale o wiele lepiej bawić się z głową. Tego wam i sobie życzę!

Więcej o: