Odchodzisz? Zrób to z klasą, nie pal za sobą mostów

Zachowaj dystans i zdrowy rozsądek - mówią mądrzy ludzie. Bądź dorosła. A co jeśli się nie da, co jeśli trzeba rozpieprzyć rzeczywistość w drobny mak?

mostTaki ładny most, szkoda go palić /fot. Pexels CCo

Jestem typem emocjonalnym. W kłótniach mój zodiakalny baran unosi dumnie rogaty łeb. I nieraz korci mnie niemiłosiernie, żeby zachować się dziko. Rzucić robotę w cholerę, dosadnie powiedzieć przełożonym, co myślę o sposobie ich zarządzania, rozbić talerze o podłogę, rozpętać burzę, po której nie zostanie już nic. Tylko po co? Takie akcje można sobie pooglądać na Youtubie jak ciekawostki przyrodnicze. Lepiej zachować się z klasą. To takie mądre i takie nudne zarazem, prawda?

Rozstanie z pracodawcą, to nie musi tornado zemsty

Przez kilka lat męczyłaś się w jednej pracy. Szef był opryskliwy, jakiś bucowaty i nie ogarniał firmy. Ze wszystkim był problem, ze sprzętem, z urlopem, z podejmowaniem decyzji. Zarządzanie ludźmi to już w ogóle była porażka. Żeby przez pięć lat kierownictwo nie mogło dojść do porozumienia kto, za co odpowiada, żeby nie można się było dogadać w sprawie jednolitego wzoru umów, to jest śmieszne. Chociaż nie, to nie jest śmieszne, to jest tragiczne. Męczyłaś się, a poczucie zażenowania rosło dziarsko jak ciasto drożdżowe w ciepłym piecu.

Dyskretnie szukałaś innej pracy. Takiej, w której docenią twoje umiejętności, zaangażowanie oraz, co to dużo mówić, talent. Bo talent to na pewno posiadasz i to niejeden i nie tylko do plotkowania. Po każdej rozmowie, czekając na telefon marzeń, wyobrażałaś sobie ten spektakularny dzień, w którym złożysz wypowiedzenie. Dzień, w którym wygarniesz wszystkim dookoła, co myślisz o bałaganie, który panuje w firmie. I zrobisz to w stylu najbardziej chimerycznej drama queen. Wykrzyczysz, że nie podoba ci się sposób traktowania pracowników, idiotyczne zakazy, niewykorzystane urlopy. Wytkniesz, że firma się nie rozwija, że pomimo licznych sugestii i prób przekonania szefa, że komputery to jednak przeszłość, strona internetowa praktycznie nie działa i zakupy on-line nie wchodzą w grę.

Za każdym razem w twojej głowie wydarza się to wszystko trochę jak w filmie. Gdzieś w tle rozbrzmiewa rockowa muzyka. W końcu nie będziesz nikomu wylewać gorzkich żalów, przy akompaniamencie miękkiego boysbandu. Tymczasem nadchodzi TEN dzień. Udało się. W końcu, pożegnasz się. I jakoś tak się dziwnie dzieje, że już nie chcesz rzucać papierami i wcale nie masz ochoty na teatralny pokaz. Trochę jest ci nawet żal ludzi, którzy zostają. Mówisz kulturalnie szefowi, że z dniem tym i tym odchodzisz i tyle. Jest klasa i styl, czujesz się jak dama (mentalnie jesteś w małej czarnej, ramiona osłania obowiązkowo etola, elegancja Francja). Ostatniego dnia przynosisz ciasto, takie lepsze. Może nawet pavlowa z uznanej cukierni. Wzruszasz się, gdy dostajesz pióro wieczne z wygrawerowanym napisem, który z powodu łez rozmazuje się, podobnie jak makijaż.

kosmosJak rzucę tę pracę, to będzie to kosmos /fot. Pexels CCo

Kłótnia z przyjaciółką, to nie musi być naprawdę

Znacie się od zawsze, czyli od liceum. Wspólne wyjazdy, sercowe turbulencje oraz ważne życiowe historie połączyły was na wieki. Przyjaźń miała być do grobowej deski. Ale tak się głupio potoczyło, że były jakieś dąsy, narastające fochy o brak czasu z powodu nowego faceta. Jedna obraziła się na drugą. „To koniec” - niby żadna czegoś takiego nie powiedziała, ale ten koniec był wyczuwalny. Kompletnie bez sensu. Przyjaźń to skarb. Nie ma co się fochować i palić za sobą mostów. Lepiej pogadać i wyjaśnić sobie wszelkie pretensje.

Rozstanie z facetem, to nie musi być jak brazylijskiej telenoweli

Był złym chłopcem, złym w ten beznadziejnie pociągający sposób. Wiedziałaś to od samego początku. Związek był bez szans i bez sensu. Ale to nic, leciałaś na niego, jak bezmyślna ćma do ulicznej latarni w upalny wieczór. Ach, jak on uwodził i całował. Jakże było ci fantastycznie. Jakże fatalnie się to skończyło, gdy okazało się, że kłamie, gdyż ma żonę*, dziecko*, dziewczynę*, długi*, chomika*, chłopaka*, uczulenie na gluten* (*niepotrzebne skreślić). W kłamstwie żyć niepodobna. Wiadra łez wylałaś. Postanowiłaś zerwać ten związek doszczętnie. Wykasować każde wspomnienie i cień znajomości.

Przepełniona żalem oraz wzmocniona winem wypitym z przyjaciółką poprzysięgłaś zemstę. Jego rzeczy wyrzucisz przez okno na zafajdany trawnik, obiecywałaś z rozmazanym okiem przed lustrem. Bo takie wyrzucanie i akty małej demolki przenoszą ulgę... jednak tylko na chwilę. Prawdziwą ulgę przynosi chłód oraz ignorancja zagrana na miarę Oscara. Pokażesz, jak bardzo nic cię to nie obchodzi, że nie zranił cię wcale. Ewentualnie, gdy najmniej się tego spodziewa, będziesz po cichu sączyć jad. Rozpowiesz coś o krępujących dolegliwościach, obsmarujesz wśród znajomych i potencjalnych kontrahentów. Nieładnie, wstydź się!

mężczyznaBył złym chłopcem i po kryjomu jadł gluten /fot. Pexels CCo

Palenie mostów to bilet w jedną stronę, wolę mieć plan awaryjny. Choć nie ukrywam, że korciło mnie wiele razy, żeby zakończyć pewne związki z hukiem. Tylko jakoś nie starczyło mi odwagi na takie rozwiązanie, a zdrowy rozsądek przytępił nieco ułańską fantazję.

Magda Acer

Więcej o: