10 postanowień wiosennych. Co zmienię w swoim życiu wraz z nową porą roku?

Co roku łapię się na tym, że zamiast robić postanowienia noworoczne, z planami, projektami i prognozami czekam na wiosnę. Ale czy naprawdę przebiśniegi, pierwsze promienie słońca i przylot ptaków mogą zmienić życie na lepsze?

Wiosno, przybywaj! (fot. Pexels.com CC0)Wiosno, przybywaj! (fot. Pexels.com CC0)

"Byle do wiosny", "Czekam na słońce", "Myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć", powtarzamy do znudzenia, jakby pierwsze promienie wiosennego słońca miały cudownie odmienić nasz los. Ale czego naprawdę możemy spodziewać się po pani Wiośnie, która po tym, jak wreszcie utopimy Marzannę, odbędzie triumfalny pochód po polach, lasach i miastach?

1. Wykorzystam to, że będzie więcej słońca

Dla osób z niskim ciśnieniem słoneczne dni to wybawienie. I nie, zimowe słońce, któremu udaje się pokonać ciemność przez jakieś sześć godzin na dwadzieścia cztery, to nie to samo. Wiosenne słońce uśmiecha się jak w Teletubisiach, praży jak na Bahamach, pociesza jak przyjaciel. I obiecuje, że stopi wszystkie resztki niemrawego śniegu. Negatywną konsekwencją będzie odsłonięcie całego brudu, który pod śniegiem zima ukryła.

2. Szybciej schudnę

Bo zjem więcej dobrego świeżego zielonego. Bo zachłyśnięta wiosenną miłością, zapomnę o głodzie. Bo nie trzeba będzie zajadać problemów. Przecież wiosną wszystkie problemy ulatują razem z powiewem wiatru. Moje dzielne koleżanki podjęły już wyzwanie Chodakowskiej, ja podjęłam własne - ruszyć czymś więcej niż palcami po klawiaturze, przynajmniej dwa razy w tygodniu.

3. Fajnie będzie uprawiać sport

Jogę i tak praktykuje się na macie w czterech ścianach szkoły, ale może wiosną się pobiega, w coś pogra, a może popływa, czego zimą nie można, bo zaraz zatoki bolą. Mój karnet na siłownię zimą generował koszty bez pokrycia, ale teraz wreszcie zajmie w portfelu godne miejsce obok karty kredytowej. Sezon bikini już za trzy miesiące!

4. Zetnę włosy

A nawet już to zrobiłam. Ostre cięcie na głowie w najprostszy możliwy sposób odcina minione miesiące. A że czapki wreszcie lądują na dnie szafy, można pożegnać się z łupieżem, puszeniem i tym, że za krótkie włosy nie wystają spod czapki, więc wygląda się jak narciarz po slalomie. Jeśli wiosna ma być czasem pełni, niech będzie także momentem rezygnacji z tego, co niepotrzebne. Choćby rozdwojonych końcówek.

5. Przetestuję nowe kosmetyki

Błękitny eyeliner, puder brązujący, różową szminkę. Bo zimą grane były tylko kremy na mróz, wodoodporny tusz do rzęs i mydło. Lubię to pozimowe odgruzowywanie ciała, począwszy od dokładniejszego niż przez trzy ostatnie miesiące golenia, przez wcierania różnych maści w różne newralgiczne miejsca aż po kolorowy makijaż. Potem, gdy patrzę w lustro, widząc całkiem całkiem przyjemne odbicie, zastanawiam się, dlaczego zimą wystarczyło mi, że nie wyszłam z domu z brudnymi włosami.

6. Zadzwonię do dawno niewidzianych przyjaciół, żeby umówić się na piknik

Ostatnio marudzę, że nie mam czasu dla przyjaciół, a potem sama się na siebie wkurzam, bo nie znoszę ludzi, którzy marudzą, że nie mają czasu dla przyjaciół. Wiosną odgrzebuję stary notatniczek z numerami telefonów, odkopuje z towarzyskich zaległości i rzucam się w wir spotkań. Z roku na rok okazuje się, że chętnych na kawę jest mniej. Albo ja coraz mniej chętnie chwytam za słuchawkę. Chyba jednak w następną zimę nie warto odpuszczać sobie tylko dlatego, że w Polsce można już oglądać Netflixa.

7. Zrobię porządek w szafie

Na początek czystka, potem wymianka ciuchowa, a w końcu nieobarczone poczuciem winy zakupy. Jako że tylko krowa nie zmienia zdania, co wiosnę lekko zmieniam styl. Zimą nie. Zimą zawsze chodzę we wdowiej czerni. Ale gdy rozpoczyna się nowy sezon mieszam neony z pastelami, falbanki z plisami i paski z kratkami. Choć moje koleżanki podśmiewają się ze mnie, że szafę dzielę na dwie części - wiosenno-letnią i jesienno-zimową, ja wierzę, że wiosnę trzeba uczcić odrobiną infantylizmu kontrolowanego.

8. Przestanę zajadać się nutellą po 22

A może to tylko ja nie mogę się powstrzymać przed wyjadaniem jej prosto ze słoika, zwłaszcza gdy za oknem pada śnieg z deszczem, który topnieje zanim pokryje pożółkłą trawę? Zgodnie z przysłowiem, że w marcu jak w garncu, wiosną wkładam do garnka więcej zielonego, a mniej szeleszczę foliowymi opakowaniami.

9. Dostanę podwyżkę, lepszą pracę, szansę życia

Wkurzona nadgodzinami, które zimą wyrabiam leżąc w piżamie pod kołdrą, wiosną postanawiam pracować mniej, ale za więcej. Chociaż obserwuję, że większość moich znajomych zmienia pracę na jesień, zmotywowana wakacjami, ja czekam aż drogę rozświetli mi wiosenne słońce. W tym roku obiecuję sobie, że zamiast produkować literki wrócę do ich czytania. Mój stan czytelnictwa jest pożałowania godny, choć lekko zawyżam średnią krajową. Wierzę więc, że wiosną zamiast oglądać po raz szósty szóstą część "Harry'ego Pottera" pójdę na łąkę z Proustem.

10. Zmiany nastąpią we mnie, a nie za oknem

Na mnie wiosna działa skuteczniej niż 1 stycznia. O północy 21 marca rodzę się nowa ja. Skłonna zarwać noc dla zwierzeń z przyjaciółkami, zamieniająca zlecenia na zabawę, spędzająca więcej czasu na szpilkach niż w piżamie. Przemianę przechodzę w jedną noc, ale niestety sił starcza mi na tydzień, nie dłużej. Potem przypływ energii notuję jeszcze w okolicach urodzin w połowie lipca. A potem znowu zaczyna się zima. Kocham więc wiosnę, ale nie łudzę się, że przyniesie dobrą zmianę. Chyba że zrobimy coś razem.

Więcej o: