10 rzeczy, które warto wyrzucić. Zwłaszcza wiosną

Wiosenne porządki. Czego się pozbyć, a co zostawić? Jak odrzucić sentymenty i zrobić więcej przestrzeni dla tego, co naprawdę ważne. Czyli dla siebie.

Zrób to dla siebie! fot. Unsplash.comZrób to dla siebie! fot. Unsplash.com

Nie doceniałam mocy wyrzucania póki nie zrozumiałam, że wszystkie przedmioty w domu są połączone ze mną niewidzialną nitką, poprzez którą odbywa się transfuzja energii. Brzmi dziwnie? Ale to proste - przecież wcale nie jest tak, że przedmioty po prostu są. Ich bycie wymaga naszego wysiłku. Odkurzania, przestawiania, naprawiania, odnajdywania.

Bywamy sługami przedmiotów - niańczymy je, nie dostając wiele w zamian. Tylko pomyślcie, ile razy jeszcze zetrzecie kurz z bibelotu, którego widok nawet nie sprawia wam radości. W tym roku, w ciągu dziesięcioleci, do końca życia. I czy jest on wart tego odkurzania, przesuwania, odkładania znów na miejsce raz po raz przez lata? A może zamiast tej rzeczy lepsze byłoby nic? Pustka, która nie wymaga ceregieli, za to daje przestrzeń i oddech. Albo ładniejszy przedmiot, który cieszy oczy. Pomyślcie o ubraniach, przez które codziennie się przekopujemy, żeby dotrzeć do tych lubianych. O tropieniu aspiryny z dobrą datą ważności pośród starych syropów na kaszel. O dokumentach, których szukamy za każdym razem od nowa.

Niedobrze, kiedy przedmioty odbierają nam siły. Tak jak wtedy, gdy widok nieudanego, wciśniętego w kąt prezentu wzbudza w nas poczucie winy. I wtedy, gdy po raz setny odkurzamy książki, do których już nigdy nie zajrzymy (chyba że sama obecność książek, do których już nigdy nie zajrzymy, napawa nas bezbrzeżną radością życia).

Dobrze, kiedy przedmioty coś nam oferują - są praktyczne albo tylko ładne i wprawiają nas w lepszy nastrój. Potrzebne narzędzia, zdrowe rośliny, ubrania, w których czujemy się świetnie, działające sprzęty, piękne pamiątki, funkcjonalne meble - te się przydadzą. Co z resztą? Wyrzucajcie jak zołzy bez serca.

Są do kitu, ale jeśli trochę postoją, pewnie zmienią zdanieSą do kitu, ale jeśli trochę postoją, pewnie zmienią zdanie (fot. Marta Bogacka)

1. Przeterminowane jedzenie, leki i kosmetyki. Na początek coś łatwego, żeby wzniecić pasję wyrzucania. Stare serki topione, które i tak nie były zdrowe ani smaczne, zaschnięte lakiery do paznokci w idiotycznych kolorach, suplement diety na cellulit, który nigdy nie miał prawa zadziałać. Bułka z masłem, prawda?

2. Niepotrzebne kable. Bo ten splątany czarny gąszcz, którego nikt już nigdy nie rozplącze, przypomina gniazdo szatana.

3. Bielizna. Oczywiście te majtki, przez które można przesiewać mąkę, wyrzucasz bez żalu. Ale co z tymi z gryzącej koronki, które wyglądałyby tak seksownie, gdybyś kiedykolwiek zechciała je nosić? Co ze sztywnym stanikiem, który winduje biust pod brodę, tworząc efekt „jabłek w koszyczku”? Powstaje wprawdzie praktyczna półka, na której postawisz piwo i talerz skrzydełek, krótkowidz zaś położy na niej książkę lub napisze list. Jabłuszka jednak wolą swój codzienny miękki domek, z którego nie wyskoczą na wyboistej drodze. Rzuć w płomienie albo opyl na aukcji.

4. Ubrania. Jeśli brak ci doświadczenia, przyda się asystent. Osoba obdarzona gustem i szczera, która zauważy, że w tym napuszonym, bezkształtnym swetrze przypominasz dorodnego indora. Rzeczy, których nigdy nie chciało ci się naprawić, nie nosisz od dawna; które czekają na lepsze czasy i rozmiar czternastolatki; których po prostu nie lubisz - wyrzuć. Z dżinsów możesz zrobić szorty, a znoszone koszulki przeznaczyć do sprzątania albo na siłownię - ale raczej trzy niż trzydzieści.

5. Rzeczy, które miały pasować do innej ciebie. Tej, którą nie jesteś. Otóż naszło cię, że życie będzie lepsze z mrocznym makijażem typu kocie oko. Masz potrzebne eye-linery i cienie w kolorze węgla, tylko ich nie używasz, bo chociaż bardzo się starasz, w mocnym ciemnym makijażu przypominasz raczej starą wiedźmę aniżeli kociaka. Albo wymyśliłaś sobie, że przeobrazisz się w piękność z lat 50. w sukience w grochy z dopasowaną talią. Nic, że wolisz swobodniejszy strój i wbita w ciasny gorset możesz wpaść w nagły szał i zedrzeć z siebie szatę w kolejce do warzywniaka. Oddaj sukienkę koleżance, która uwielbia cały dzień wciągać brzuch. Lub nie musi.

Na pewno przeczytamNa pewno przeczytam

6. Stare podręczniki. To takie wartościowe książki i sporo kosztowały. A jednak pozbądź się podręcznika do hiszpańskiego z czasów studiów. We wszystkich sytuacjach, jakie mogą zdarzyć się w Hiszpanii, wystarczy ci znajomość słów: guapa, cerveza i churros (zazwyczaj w tej kolejności).

7. Książki. Podręczniki były na rozgrzewkę. Teraz pora na kryminały, których zakończenie już znasz i Prousta, którego i tak nigdy nie przeczytasz. I uwierz mi, wiem, co to znaczy zostać nauczonym nabożnego stosunku do książek. Musiałam się jednak przełamać, bo nie chcę umrzeć pod stertą makulatury.

8. E-śmieci. Skrzynka mailowa - współczesna stajnia Augiasza. Wypisujemy się z niepotrzebnych newsletterów. Z „Ulubionych” w przeglądarce wyrzucamy nigdy nieodwiedzane strony. Zaglądamy do folderu ze zdjęciami - bo aparatem cyfrowym tak łatwo zrobić sto kiepskich, ale za to prawie identycznych zdjęć, prawda? Porządkujemy pliki z muzyką. Pokątnie zdobyte e-booki. Uff, zmęczyłam się na samą myśl o tonach gigabajtów.

9. Nieudane prezenty. Widzicie? Ułożyłam listę tak, żeby dawkować wyzwania. Przy okazji powstał program treningowy, w którym podejmiecie heroiczne decyzje. Co jest ważniejsze, ja i moja przestrzeń, czy nigdy nienoszony naszyjnik ze sztucznych pereł od nielubianej ciotki?

10. "Ważne" dokumenty. Miejsce, w którym trzymam dokumenty, to moja pieczara grozy. Przypomina mi, że moim życiem bynajmniej nie rządzi porządek. Co z tym pracodawcą, który nie raczył płacić ZUS-u? A korekta do urzędu skarbowego? Na razie boję się tam zaglądać. Ale wy na pewno sobie poradzicie. Z grubsza chodzi o to, żeby wyrzucić wyciągi z konta bankowego sprzed dekady, a zostawić świadectwa pracy.

Wyrzucanie to coś znacznie więcej. To pozbywanie się z życia elementów, które nam nie służą i odbierają siły. To porzucenie nierealistycznych wyobrażeń i oczekiwań wobec siebie (chodzi mi o dżinsy z końca podstawówki). To też dawanie sobie samej przestrzeni.

Wierzę, że potrzebujemy miejsca, żeby się rozwijać i oddychać pełną piersią. I że dom nas odzwierciedla. Ale też wpływa na nas - przytłacza, męczy albo pozwala swobodnie myśleć i cieszyć się drobiazgami. Dobrze, gdy jest niezaśmiecony rupieciami z przeszłości - liściki od dawnych ukochanych i pierścionki z jarmarku włóżcie po prostu do pudełka (zgoda, to może być pudło po kozakach).

Więcej o: