Gotować każdy może? Krótkie filmiki z prostymi przepisami to nowe #foodporn

Dzięki krótkim wideoprzepisom każdy może awansować na szefa domowej kuchni i nauczyć się robić nieskomplikowane dania. Czy ten powrót do prostoty świadczy o zmęczeniu dietami, kuchnią gourmet i slow food?

fot. iStockophoto.comfot. iStockophoto.com

W kwadratowym kadrze widać dłonie, miskę i stół. W tle słychać dynamiczną muzykę. Ręce poruszają się w jej rytm, wprawnie kroją, siekają i wyrabiają. Po 30 sekundach na talerzu pojawia się parująca potrawa - makaron z serem, nuggetsy z kurczaka albo tarta z ciasta francuskiego. Domowe, niezbyt skomplikowane, raczej wysokokaloryczne danie. Takie, jakie pamięta się z dzieciństwa, a niekoniecznie zjada na detoksie. Za popisowy przepis należy się lajk, serduszko albo „szer”. „Nie wiedziałam, że pieczenie ciasta może być takie proste!”, „Spróbowałam w domu, ale dodałam więcej cukru”, „Piekłam 25 minut, a nie pół godziny”, piszą w komentarzach setki tysięcy kucharzy amatorów. Zamieszczają zdjęcia własnoręcznie wykonanych potraw, wymieniają się trikami i niejako tworzą globalny klub kucharza.

Kilkunasto- lub kilkudziesięciosekundowe wideoprzepisy skrojone na miarę Facebooka, Instagrama i Snapchata są przygotowane do odtwarzania na urządzeniach mobilnych w drodze do pracy albo przed snem. Wykorzystują możliwości mediów społecznościowych i są na tyle estetyczne, żeby chciało się kliknąć lajka, ale nie na tyle wysublimowane, żeby onieśmielać tych, którzy do gotowania mają dwie lewe ręce. Na tyle łatwe, żeby chciało się otworzyć lodówkę i spróbować samemu, ale i na tyle hipnotyzujące, że można je oglądać jak każdy inny viralowy film.

Oglądanie filmików jest trochę jak lizanie cukierka przez papierek - fantazja o smaku się spełnia, a kilogramów nie przybywa. Wielu użytkowników przyznaje, że nie śledzi ich, żeby odtworzyć we własnej kuchni, ale dlatego, że są jak telewizyjne reklamówki - estetyczne, kolorowe, niewymagające skupienia uwagi. I tak jak reklamówki stanowią idealny przerywnik, w ramach którego świat wydaje się mniej złożony.

Krótkie wideoprzepisy podbijają sieć (fot. Pixabay.com)Krótkie wideoprzepisy podbijają sieć (fot. Pixabay.com)

Makaroniki kontra pupa Kardashian

Na pomysł viralowego wykorzystania kulinarnych filmików wpadł w lipcu ubiegłego roku Jonah Peretti, twórca BuzzFeeda. Ten agregat najbardziej klikalnych newsów w internecie (od testu na to, którą piosenką Taylor Swift jesteś, po filmik z przytulającymi się pandami) wzbogacił się o kanał Tasty, który zgromadził na Facebooku 44 miliony fanów i z miliardem wyświetleń filmików znalazł się pod koniec 2015 roku na pierwszym miejscu najchętniej oglądanych wideo na FB.

Peretti wyczuł, że użytkownicy przyzwyczajeni do GIF-ów, snapów i vine'ów nie chcą już czytać skomplikowanych poleceń, tracić czasu na oglądanie godzinnych programów kulinarnych i zwyczajnie nie potrafią skupiać uwagi na dłuższych formach. Celem jest zatrzymanie wzroku użytkownika, który chcąc uśmierzyć FOMO [ang. fear of missing out], czyli lęk przed tym, że coś go omija, przewija ekran w dół w poszukiwaniu następnej rzeczy, którą „trzeba” znać. A skuteczniejsze od pupy Kim Kardashian są w tej konkurencji tylko paryskie makaroniki.

Jonah Peretti, Buzzfeed Tasty (fot. Max Morse / Wikimedia Commons /CC BY 2.0 / facebook.com/buzzfeedtasty)Jonah Peretti, Buzzfeed Tasty (fot. Max Morse / Wikimedia Commons / CC BY 2.0 / facebook.com/buzzfeedtasty)

Krótkie filmiki to kolejny znak czasów. Dziś nawet to, co slow, musi być podane w formie fast. Próbując zatrzeć opozycję między jedzeniem dobrym a zdrowym, potrawy z wideoinstrukcji są więc jednocześnie fast i slow. Fast, bo mogą być przygotowane bez zbędnych ceregieli, ale slow, bo domowe, a nie z McDonald'sa.

Chociaż w części filmików wykorzystuje się ekologiczne, lokalne czy sezonowe produkty, przepisy nie są opatrzone etykietką „light”. Przyjemności jedzenia mamy się wreszcie oddawać bez wyrzutów sumienia, liczenia kalorii i rozkładania potraw na czynniki pierwsze. Nasiona chia, jarmuż czy spirulina mogą znaleźć się na liście składników, ale w przeciwieństwie do blogów o mocnym zacięciu ekofilmiki nie mają zamiaru nikogo na zdrowe jedzenie nawracać. Wideoprzepisy niejako zwalniają z odpowiedzialności dążenia do perfekcji.

Digital native w kuchni

Czy filmiki sprawią, że książki kucharskie po babci będzie można odstawić na półkę, blogerki kulinarne przestaną udzielać eksperckich rad, a Jamie Oliver zniknie z telewizyjnej anteny? Wręcz przeciwnie! Na tego, kto zaliczy kurs gotowania dla początkujących, czekać będą kolejne etapy wtajemniczenia. Filmowe przepisy to ostatni etap kulinarnej rewolucji, powrót do domowego comfort food, zachęta, żeby znowu spotkać się wokół stołu.

Przygotowanie przepisów z książek kucharskich Julii Child zajmowało długie godziny, ale już Jamie Oliver, Nigella Lawson czy Gordon Ramsay opatentowali przepisy na obiad w 15 minut. Gotowanie szybkie przestało być równoznaczne z gotowaniem niedbałym. I zyskuje coraz większą popularność. Z nowym formatem kulinarnym Haps, dzięki któremu dowiemy się, jak przyrządzić „cziza”, ser panierowany jak z afterparty po Oscarach, czy tosty francuskie, startuje teraz Gazeta.pl. - Digital native, wychowany na Facebooku, nie ma już czasu na oglądanie Marthy Stewart, która przez 20 minut opowiada o tym, jak przyrządza udko z kurczaka. Teraz przekaz musi być szybki, a przepis prosty, sprytny, możliwy do wykonania z produktów dostępnych w każdym sklepie - mówi Małgorzata Gec z Hapsa.

Haps (Gazeta.pl)Haps (Gazeta.pl)

Filmiki o gotowaniu to namiastka uczestnictwa w kulturze foodie, podporządkowanej wyrafinowanej estetyce, proporcjom i smakom. W przeciwieństwie do programów, stawiających poprzeczkę wysoko ponad głowami początkujących kucharzy, gotowanie na smartfonie nie wygląda jak szamańskie zabiegi, których odtworzenie wymaga wyprawy po przyprawy na drugi koniec świata, zakupu zestawu kilkudziesięciu noży ani nawet specjalnego talentu.

Głównym bohaterem filmików nie jest kucharz o wybuchowej osobowości i rozdętym ego. Na pierwszym planie znajduje się jedzenie, które przygotować może każdy, a nie tylko wybraniec z gwiazdkami Michelin, dla kulinarnej doskonałości gotów na wszystko.

Popularności nowego formatu nie dziwi się Olga Badowska, dziennikarka kulinarna i redaktorka związana z magazynem „Usta”. Ale jest sceptyczna. - Obietnica, że w kilkadziesiąt sekund da się przygotować coś na ząb, ma przyciągnąć zabieganych millenialsów. Tyle że buzzfeedowe instrukcje w większości ograniczają się, ze względu na czas, do półproduktów, mocno przetworzonych składników. Tost z nutellą, guacamole, ale podane z pieczonym boczkiem, burgery zapiekane w cieście - nie żebym przesadnie dbała o linię, ale to nie jest mój food porn. Choć, przyznaję bez bicia, zdarza mi się obejrzeć taki filmik z ciekawości. To taki nowy mięsny jeż, z którego czasem można się pośmiać - mówi Badowska.

Gotowanie dla opornych

W ostatnich latach programy typu „MasterChef” (a ostatnio także „MasterChef Junior”, który gromadzi przed telewizorami trzy miliony widzów!) uczyniły z gotowania sztukę, której arkana zgłębić mogą tylko najcierpliwsi adepci. Sami kucharze nie są jednak przeciwni kulinarnemu nauczaniu początkowemu.

- W dobie ekspresowego przekazu nieprzegadane filmiki dla wzrokowców to strzał w dziesiątkę! Teraz młodych ludzi, którzy wyprowadzają się z domu, gotowania uczy internet, a nie rodzice. Ekspresowe porady to pierwszy krok, można dzięki nim zacząć zgłębiać wiedzę o kuchni, np. porównując przepisy albo wybierając te, do których przygotowania używamy lokalnych składników. Z badań wynika, że wciąż nie jemy dobrze, ale zwolnienie tempa życia i gotowanie w domu na pewno pomoże przywrócić szacunek do gotowania - mówi Grzegorz Łapanowski, kucharz, właściciel warszawskiego Food Lab Studio, prowadzący program „Top Chef”.

Wdieoprzepisy są naprawdę proste, więc radzą sobie z nimi kuchenni amatorzy (fot. Pixabay.com)Wideoprzepisy są naprawdę proste, więc radzą sobie z nimi kuchenni amatorzy (fot. Pixabay.com)

Łapanowski zwraca uwagę, że jedzenie jest uniwersalnym językiem. Żeby docenić różowość lukru na muffince nie trzeba być ekspertem od kulinariów, lifestyle'u, ani mody. Dlatego nawet osoby, które żywią się na co dzień w korporacyjnej kantynie, zaglądają na profile blogerek kulinarnych. Joanna z Kwestii Smaku wrzuciła ostatnio wegańskie muffinki (2300 lajków), smoothie z jarmużu i jabłka (kolejne 2000), naleśniki ze szpinakiem i ricottą (prawie 3000). Większość zawiera składniki, za którymi trzeba się nieźle nachodzić, sporo za nie zapłacić, a najeść się niełatwo. Na Instagramie bloga MojeWypieki.com pysznią się z kolei mazurki, baba z kilkudziesięciu żółtek i tort bezowy. Poziom trudności: klasa maturalna. Na WhitePlate oglądamy ciasto marcepanowe. To już opcja dla ambitnych.

Tę różnorodność widać nie tylko w internecie. Niezależnie od kuchni gourmet, która jest sztuką wysokiego ryzyka, rozwija się trend, którego popularność bierze się z prostoty. Jak grzyby po deszczu wyrastają restauracje nazywane bezpretensjonalnie Chleb i sól czy Oliwa i wino, w których podaje się potrawy przygotowane z nieskomplikowanych składników. A z drugiej strony nawet w ofercie dyskontów pojawiły się jarmuż, mule czy steki z argentyńskiej wołowiny.

W świat kulinarnych rozmaitości krótkie wideoinstrukcje wpisały się doskonale. Pytanie, czy wychowają nowe pokolenie kucharzy amatorów, którzy do tej pory trzymali się z daleka od garnków, a teraz filmowe przepisy będą przechowywać dla przyszłych pokoleń? Możliwe, że już za kilka lat zamiast odkurzać domowe notatki, po babciny przepis sięgniemy po prostu na Facebooka.

Być może filmiki staną się ostatnim etapem kulinarnej rewolucji i jednocześnie pierwszym krokiem do przywrócenia pierwotnej radości wymieniania się przepisami, gromadzenia ich i dzielenia się z innymi. Nie tak trudno przecież sobie wyobrazić imprezę, której tematem przewodnim będzie kulinarny konkurs inspirowany Hapsem.

Ser panierowany

Ser panierowany. Najlepsze na imprezy, podobno na afterparty po Oscarach były hitem. No to #haps!A tu przepis: http://bit.ly/1W8i1ro

Posted by Haps on Friday, March 4, 2016
Więcej o: