Samotność w związku - czy da się jej uniknąć?

Są takie chwile, kiedy nawet w dobrym związku człowiek czuje się trochę sam. Czy to sygnał, że związek jest zły czy po prostu "tak musi być"?

Zofia i Włodek w związku od wielu lat, mają dzieci. Dosyć małe. Obydwoje pracują i nawet nikt jakoś specjalnie więcej niż ten drugi nie zarabia. Ani też bardziej odpowiedzialnego stanowiska nie zajmuje. Ale jakoś tak się składa, że kiedy dzieci chore, to Zosia musi w domu z nimi zostać, zwolnienie wziąć. Zosia wracając z pracy do sklepu codziennie zajrzy, żeby na kolację i śniadanie co nieco w lodówce było. Zosia musi do przedszkola / szkoły zdążyć, żeby dzieci odebrać, na zajęcia zaprowadzić. Rano wstać, kanapki / śniadanie zrobić, tornistrów przypilnować, odrabiania lekcji. Kiedy koleżanki w pracy pytają, gdzie jest wtedy jej mąż, jej już głupio odpowiadać, że "zajęty”. Bo zmęczony z pracy wraca i musi się zrelaksować, rano pospać, bo za późno się położył, newsy w internecie sprawdzić, bo jak to tak bez sprawdzenia newsów żyć, fejsa przeskrollować. Obiadu nie ugotuje, bo nie umie, prania nie powiesi, bo nie umie tak ładnie jak ona, poza tym brzydzi się mokrego materiału, dzieciom w lekcjach nie pomoże, bo nie ma cierpliwości. Gdyby nie dzielili się rachunkami, Zofia chyba szybko zapomniałaby o tym, że jest w związku. I gdyby nie seks, którego nie musi szukać w klubach gdzieś po nocy. Czy na innej Sympatii lub Tinderze.

samotnośćPatrzą w różnych kierunkach. Nic z tego nie będzie? fot. Pexels

Marcelina ma chłopaka Piotrka. Całkiem fajny, całkiem ładny, dziewczyny go jej zazdroszczą. Tak to już jest z całkiem fajnymi i ładnymi chłopakami, bo tych, wiadomo, jak na lekarstwo. Marcelina też całkiem z niego dumna, lubiła sobie z nim na miasto wyjść czasem. Do kina, knajpy, na piwko ze znajomymi czy coś w tym stylu. "Lubiła” piszę, czas przeszły ma tutaj znaczenie. Już nie lubi, właściwie to już nigdzie nie chce z nim chodzić. Bo Piotrek to dusza towarzystwa. Źle? Niby dobrze, ale... Z tym zagada, z tamtym też, żartami sypie jak z rękawa. Bystry strasznie, anegdoty na poczekaniu wymyśla, wszyscy zawsze w jego towarzystwie pękają ze śmiechu. A do tego miły taki. I pomocny. Tego wysłucha i tamtego też. Temu postawi i tamtemu. Tylko jakoś tak, nie wiadomo dlaczego, Marceliny na tych wyjściach widzieć nie chce. Słuchać nie chce. Postawić jej nie chce. Stoi dziewczyna w tłumie klakierów i, ewentualnie, podziwiać może. Kiedy się potem na niego zżyma po kolejnej akcji, on po raz kolejny zupełnie nie wie, o co jej chodzi. Nie rozumie. A co, wolałaby takiego typka wycofanego, nieśmiałego, co z jednym piwkiem całą imprezę pod ścianą przestoi, tak w nią wtulony, żeby się przypadkiem od tej ściany za bardzo nie odróżniać? Marcelina by nie wolała, ale tego też nie woli. Już. Trochę czasu musiało upłynąć, żeby mogła to zrozumieć.

Kasia i Tomek, kochają się bardzo, mają dziecko. Jedno. Malutkie, dopiero co się urodziło. Kasia, jak to Kasia, z dzieckiem siedzi, na macierzyńskim. Tomek, jak to Tomek, pracuje. 10 - 18, plus 40 minut do pracy dojechać jeszcze musi. Wychodzi o 9.00, wraca o 19.00. A Kasia ze swoim Tymkiem małym - w domu sama. Leży i pachnie, do dziecka w wolnej chwili radośnie poguga? Niekoniecznie. Trudny model jej się trafił, żeby nie powiedzieć - wrzód na tyłku. Spać nie chce, drzeć się ponad wszystko lubi. Czasami koło 15.00 Kasia się orientuje, że śniadania jeszcze nie zjadła, herbaty nie napiła, bo "ciągle coś”. Mąż wspierający, dzwoni, dopytuje, wieczorem kąpie, lula, w nocy nawet wstaje, żeby dziecko do karmienia żonie podać, ale co zrobić, skoro cały dzień go nie ma? I dziewczyna sama cały dzień na chacie siedzi? Czasem na spacer gdzieś się wyrwie, ale to wcale nie taka prosta sprawa z małym wyjcem na spacer między ludzi iść.

Jedna czuje się samotna, bo nie ma z kim na miasto wyjść - chłopak woli w domu, pod kołderką filmy na Netflixie pooglądać, inna, bo jej chłop wieczorami woli potwory w komputerze mordować niż z nią problemami dnia codziennego się dzielić, innej samotnie i smutno, bo ten jej biegać zaczął i już świata poza tym nie widzi, jeszcze inna nie ma z kim na narty / nad morze pojechać, kolejnej chłopak w ogóle rozmawiać nie lubi, bo jakoś tak. Kolejna martwi się o zdrowie rodziców, a ten jej tego nie rozumie - starzy są przecież, lepiej już było, nie ma się co martwić. A wy? Kiedy czujecie się samotne? Samotni? W związku?

Więcej o: