Polacy są narodem lekomanów, bo tu się wierzy, że ból uszlachetnia. Zamiast go leczyć

Dlaczego Polacy zajmują pierwsze miejsce w Europie pod względem spożycia tabletek przeciwbólowych? Bo łatwiej kupić lek bez recepty, niż przekonać lekarza, że "musi boleć" to bzdura.

Ból nie uszlachetniaZ bólem można i należy walczyć (fot. Britt-knee/Flickr)

Według Polskiego Towarzystwa Badania Bólu, jesteśmy mniej więcej o 50 lat wstecz w stosunku do reszty świata, jeżeli chodzi o walkę z dolegliwościami bólowymi. A leczenie bólu jest niezbędne nie tylko z powodów humanitarnych, ale również medycznych oraz ekonomicznych.

Mamy XXI wiek. Nasze ciała nie muszą być zdane na samotną i często przegraną walkę z bólem. Współcześni lekarze mają wiele możliwości, od farmakologii po metody inwazyjne, takie jak blokady nerwów czuciowych i włókien układu współczulnego, stymulację nerwów, rdzenia kręgowego lub mózgu. Warto pamiętać, że ból leczony powinien być kompleksowo - chorym powinni zajmować się lekarze specjaliści oraz psycholog.

Ale skoro medycyna to wszystko wie, tyle potrafi, to dlaczego 90 proc. chorych na raka zmaga się z silnym bólem, a co trzeci z nich w związku z tym myśli o samobójstwie? Dlaczego 40 proc. pacjentów po operacjach twierdzi, że cierpiało bardziej, niż mogli znieść? Dlaczego budżet polski traci rocznie ponad 6 miliardów złotych z powodu absencji w pracy osób z nieleczonym chronicznym bólem? Dlaczego Polacy zajmują pierwsze miejsce w Europie pod względem spożycia tabletek przeciwbólowych?

To, że jesteśmy narodem lekomanów nie wzięło się znikąd. Pomińmy temat natrętnych reklam farmaceutyków (z którymi nikt nic nie robi) oraz polskich tendencji do wiary w cuda. Problem w dużym stopniu leży po stronie lekarzy. Doskonale edukowani w wielu dziedzinach, nie są uczeni leczenia bólu. Nie napiszę nic o empatii, bo to kwestia dyskusyjna. Jednak wielu cierpiącym bardzo by pomogło, gdyby ktoś nauczył lekarzy pomagać ludziom w walce z bólem, wymiótł z ich głów mity, że chory na raka uzależni się od leków opioidowych oraz jednocześnie oduczył mówienia „musi boleć”. Bo nie, przeważnie wcale nie musi boleć.

Z jakiegoś powodu ból w Polsce uznawany jest za „naturalny”. Cierpią chorzy na raka, wiją się z bólu ludzie po operacjach, kobiety przy porodach nie dostają środków przeciwbólowych (nawet jeżeli tego żądają), prawie żaden lekarz nie znieczula żelem skóry dziecka przed podaniem szczepionki.

Jasna sprawa - ból jest „naturalny”. Co więcej, ból nie jest czymś złym, jest niezbędny, to on często daje sygnał, że w organizmie dzieje się coś niedobrego. Bez bólu nasze życie byłoby przyjemniejsze, ale z pewnością znacznie krótsze. Kłopot w tym, że ból nie znika wraz momentem zdiagnozowania przyczyny jego pojawienia się. Potrafi trwać i trwać, a z czasem staje się po prostu szkodliwy.

Nieleczony ból, szczególnie taki przewlekły, może powodować stany patologiczne. Gdy chory odczuwa ból, napina mięśnie. Niestety ta odruchowa reakcja powoduje zwiększenie odczuwania bólu, zwłaszcza w miejscach uszkodzeń ciała, na przykład ranach pooperacyjnych czy miejscach, w których obecny jest stan zapalny. Im większy ból, tym większe napięcie. I tak w kółko, do granic wytrzymałości.

Dodatkową siłą napędową tego błędnego koła są negatywne emocje, będące konsekwencją doświadczania bólu. Cierpiący boi się bólu, boi się, że nie przestanie go boleć. Gdy obawy przerodzą się w depresję lub stres, sytuacja może się znacznie skomplikować. Przewlekły stres skutkuje obniżonym poziomem endorfin, stanowiących nasz naturalny środek przeciwbólowy. Jakby tego było mało, podczas odczuwania stresu organizm produkuje kortyzol, nazywany hormonem stresu. Zbyt wysoki poziom kortyzolu wpływa negatywnie na układ odpornościowy, osłabiając ciało w walce z bólem.

Ból nie uszlachetniaPolacy w walce z bólem zdani są sami na siebie (fot. frankieleon/Flickr)

Jesienią 2014 roku zmarła aktorka i cudowny człowiek - Ania Przybylska. Zmarła po długiej walce z rakiem oraz bólem. Krótko potem w mediach wypowiadał się jeden z Ani lekarzy - opowiadał o jej cierpieniu, o tym jak „wyła z bólu”. Społeczeństwo rzuciło się na faceta, odsądzając go od czci i wiary, nazywając go tak źle jak tylko można, a także stawiało pytania o granice prywatności (czytając niusy na Pudelku). Nie chcę roztrząsać teraz czy lekarz postąpił dobrze, czy paskudnie jak hiena. Chciałabym tylko wyrazić ubolewanie, że nie wynikło z tej polemiki nic dobrego - nikt nie zastanowił się dlaczego Ania Przybylska krzyczała z bólu, dlaczego nikt jej nie pomógł, dlaczego medycyna paliatywna i leczenie bólu jest w naszym kraju na tak beznadziejnym poziomie.

Niecały rok później z rakiem i bólem borykał się Jerzy Stuhr. Aktor szczęśliwie pokonał chorobę, ale jak sam twierdzi było bardzo blisko, by ból odebrał mu motywację do walki i chęć do życia. Nie wiedział, że może prosić o środki przeciwbólowe, nikt nie proponował mu pomocy. Wraz z Koalicją na Rzecz Walki z Bólem oraz fundacją Wygrajmy Zdrowie rozpoczął kampanię społeczną „Rak wolny od bólu”. Trzymam kciuki by kampania dotarła do jak największej liczby ludzi. A przede wszystkim - do lekarzy.

„Ból uszlachetnia” - niewiele jest powiedzeń, których bardziej nienawidzę. Nie, ból nie uszlachetnia. Ból upadla i odbiera godność. Niszczy zarówno ciało, jak i umysł. Sprawia, że życie przestaje mieć sens. Ból nie jest koniecznością, dlaczego ciągle nam się wmawia, że musimy cierpieć? W imię czego?

Więcej o: