List do młodszej mnie. Niczego nie żałuj

Piętnaście lat temu obgryzałam nerwowo ołówek, przygotowując się do matury. Z dzisiejszej perspektywy mam ochotę wziąć tamtą siebie za rękę i powiedzieć, że nie wszystkim trzeba się aż tak przejmować.

Ode mnie do mnie, taka jestem stara i egoistyczna...

Hej!

Piszę do ciebie z przyszłości. W twoich kategoriach wiekowych jestem już starą babą, mam jednak bardzo pocieszającą wiadomość: po okresie absolutnego spoważnienia i przejmowania się każdą najdrobniejszą nawet pierdołą, mentalnie jestem znów tą samą zezgredziałą nastolatką.

Niebawem minie 15 lat od momentu, gdy zdawałam egzamin maturalny. Wczoraj rozmawiałam przez telefon z K., wiesz, z mojej klasy z liceum. Teoretycznie jest poważnym prawnikiem, ja zaś - pani pisarka, dziennikarka, ą, ę -  dzwonię, bo potrzebuję jego porady eksperckiej. W praktyce i on, i ja, i jeszcze A. wiesz, ta sama A., która pozwalała całej naszej klasie rozwalać system i doprowadzać całą kadrę nauczycielską do białej gorączki też jest tą samą, czupurną A., tylko teraz ma już własny biznes. Nie uwierzysz, ale wciąż wszyscy jesteśmy nastolatkami.

Do rzeczy - nie jesteśmy takimi samymi dorosłymi, jakimi byli nasi rodzice w tym wieku. Jeśli teraz, kilka dni przed pierwszą częścią egzaminu maturalnego wydaje ci się, że za 15 lat będziesz bardzo poważną panią - masz rację. Tylko ci się wydaje. Żyjemy w innych czasach, dorastanie wygląda inaczej, chyba przebiega w jakiś nieskoordynowany i nieliniowy sposób. Dlatego lepiej zapomnij o wszystkim, co sobie wyobrażasz na temat dorosłego życia.

Droga, młodsza ja, piszę powoli, bo jesteś tak bardzo z przeszłości...
Droga, młodsza ja, piszę powoli, bo jesteś tak bardzo z przeszłości...

Po pierwsze - matura to betka

Taki tam egzamin. Przed tobą będzie jeszcze wiele równie stresujących wydarzeń, wszystkie przetrwasz. Ja wiem, że wszyscy nauczyciele wmawiają ci, że to jest wydarzenie porównywalne z lądowaniem na Księżycu. Chcieliby. Właściwie to po prostu odśwież sobie te wszystkie rzeczy, do matury przygotowywali cię przez cztery lata liceum, choć tak pięknie unikałaś chodzenia do szkoły. Nie stresuj się zbytnio. Cholera, to raptem kilka pytań. Od tego się nie umiera. Co więcej - matura niewiele zmieni. Może tylko to, że mając ją w kieszeni możesz iść na studia.

Po drugie - w życiu nic nie trwa wiecznie, o ile podejmujesz jakiekolwiek działania

Wiem, że przez następnych 15 lat wydarzą się w twoim życiu różne mniej lub bardziej ciekawe rzeczy. Czasem będziesz niesamowicie szczęśliwa, innym razem wpadniesz w taki dół, że wyda ci się, iż nic już nie ma sensu i wszystko spartoliłaś. Nie da się tak totalnie wszystkiego spartolić tak długo, jak długo nie zostaniesz członkiem Yakuzy, a potem postanowisz zdradzić tę organizację. Chociaż nawet to się da odpowiednio zorganizować. Do czego zmierzam - nawet te złe czasy kiedyś się kończą. Wystarczy stosować starą, dobrą zasadę znaną każdemu sowieckiemu żołnierzowi - maszeruj albo giń. Dodam tylko, że lepiej maszerować, niż ginąć. Nawet błoto kiedyś wysycha, nawet bagno potrafi zamarznąć, po prostu idź do przodu. Znam cię dobrze, wiem, że dasz radę.

Po trzecie - nigdy nie jest tak, że WSZYSTKO, absolutnie wszystko co masz do zrobienia ma najwyższy priorytet

Kiedy już zaczniesz studiować i pracować (a wiem, że zaczniesz, zaufaj mi, jestem z przyszłości) albo kiedy już zaczniesz pracować, studiować i wychowywać dziecko - lepiej poukładaj sobie od razu hierarchię ważności. Mówię poważnie - im szybciej zdasz sobie sprawę, iż projekty na całe życie mają najwyższy priorytet, a wszystko inne to tylko dodatek, tym szybciej przestaniesz być tą małą, biedną roztrzęsioną kulką napędzaną przez akcelerator kłębka nerwów.

Tak bardzo ja przed maturąTak bardzo ja przed maturą

Po czwarte - warto rozmawiać, nie warto zaś uciekać

Przynajmniej nie od razu. Wiem, że lubisz stosować uniki. Liczysz, że przemilczane problemy same się rozwiążą. Całe to ignorowanie jednak kosztuje bardzo dużo nerwów. Mówię poważnie. Znacznie lepiej jest wziąć głęboki oddech i stawić czoła problemom od razu. Wyrzucić wszystko z siebie, nazwać problem po imieniu, a najważniejsze - zaproponować rozwiązanie. Ty zawsze masz w głowie sto pomysłów na rozwiązanie różnych problemów. Wyduś je z siebie. Nawet nie wiesz, jakie to cudowne uczucie stawić czoła przeciwnościom losu.

Po piąte - nikt nie jest nieomylny

Dopóki nie wyeksportujemy się na inną planetę pełną przedstawicieli odmiennych cywilizacji - musimy mierzyć się z ludźmi. A ludzie mają to do siebie, że są tylko ludźmi z całym bagażem usterek i wad. Ty nigdy nie będziesz doskonała, ale te buce, które stoją ci nad głową i twierdzą, że są takimi mistrzami i podkreślają, jakim śmieciem dla nich jesteś, jaką leniwą, głupią babą, jakim nieudolnym, sprawiającym zawód pasożytem - och, oni to dopiero są niedoskonali. Nie bierz zatem wszystkiego, co ci mówią do serca, bo jeszcze się od tego mentalnie zatłuści i dostanie emocjonalnego zawału.

Po szóste - nie bądź zbyt pochopna. Bądź Entem

Planuj, przewiduj, mimo że i ty wiesz i ja wiem, że - zgodnie z prawami Murphy`ego - jeśli coś może pójść źle, na pewno się spartoli. Dlatego miej w głowie nie jeden, nie dwa, a sto planów i bądź elastyczna. Improwizuj, nie martw się, że ktoś ci marudzi nad głową "a po co ci znajomość tego języka, a na co ci ten kurs, a dlaczego marnujesz czas na zgłębianie tej wiedzy bezużytecznej”. Mam 32,5 roku i z mojej geriatrycznej pozycji powiem ci jedno - nie ma wiedzy bezużytecznej i niepotrzebnych umiejętności, są tylko ludzie, którzy nie potrafią wykorzystać potencjału. Nie należysz do nich. Tylko spokojnie wszystko sobie najpierw poukładaj. Głupio robić krok w przepaść nie zabezpieczając się odpowiednio linkami.

Po siódme - jeśli ktoś się nie zmienił sam z siebie, nie zmienisz go

Możesz motywować, wspierać i mówić o problemach, ale są ludzie, którzy po prostu nie chcą się zmieniać. Nie i koniec, mają na swej mentalnej dupie wytatuowane hasła w stylu "my way or highway”. Kiedy czujesz, że tacy ludzie za bardzo włażą ci na głowę, nie pozwól się deptać. Na toksyczne relacje jest tylko jeden sposób.

Po ósme - nie żałuj niczego

Stało się, to się stało. Wyciągaj wnioski z błędów, zbieraj doświadczenia i maszeruj. Im dalej w przyszłość, tym fajniej. Zaufaj mi, mam dwójkę dzieci, nowe życie, miłość, nową pracę w nowej branży i rozwaliłam już osiem smartfonów, a ty nawet jeszcze nie wiesz, co to jest.

No, to do zobaczenia w przyszłości.

D.

Więcej o: