Chcę żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Dlatego wyszłam na ulicę, choć stronię od polityki

Starałam się trzymać od polityki jak najdalej. Nie wierzyłam politykom, niezależnie od tego, po której stronie barykady stali. Ale politycy Prawa i Sprawiedliwości znaleźli na mnie sposób, zmusili do włączenia się w życie polityczne tego kraju. Uwierzyłam, że są w stanie wprowadzić zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej.

Manifestacja w sprawie życia dla kobietManifestacja w sprawie życia dla kobiet (fot. Bartek Kuzia)

Nie zgadzam się na to, aby zmuszano Polki do pełnienia funkcji żywych inkubatorów. Demonstracja, w której wzięłam udział 3. kwietnia, przekonała mnie, że nie jestem w tym poglądzie odosobniona. Wraz z tysiącem innych kobiet wyszłam na ulicę, aby zademonstrować:

- swoją chęć do życia w zgodzie z własnym sumieniem,

- przeciwko zakazowi stosowania badań prenatalnych,

- przeciwko obowiązkowi rodzenia dzieci, które są wynikiem gwałtu,

- przeciwko obowiązkowi rodzenia dzieci z ciężkimi chorobami genetycznymi, na które nie ma lekarstwa, a ich życie to cierpienie,

- przeciwko obowiązkowi rodzenia dzieci z ciężkimi chorobami genetycznymi, którymi nikt nie będzie chciał się opiekować

- przeciwko lekceważeniu życia, wolności osobistej i praw obywatelskich kobiet, dla których ciąża może być zagrożeniem ich życia i zdrowia.

Dlaczego postanowiłam wziąć udział w demonstracji? Premier Szydło powiedziała jasno, że jest za całkowitym zakazem aborcji. Ma prawo do własnego zdania, ale nie ma prawa narzucać mi wartości moralnych, które wyznaje. Zwłaszcza że sama najwyraźniej chce doprowadzić do śmierci wielu kobiet, bo taki jest skutek wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji.

Nie obchodzi mnie, czy Premier Szydło działa na polecenie Prezesa Kaczyńskiego, czy rzeczywiście wierzy w to, że Episkopat będzie merytorycznym głosem w dyskusji o aborcji. Niestety przedstawiciele Kościoła na podstawie swoich religijnych przekonań chcą ingerować w sprawy, które powinny być rozstrzygane przez kogoś innego: lekarzy (gdy zagrożone jest życie matki lub płód jest uszkodzony), sądy (gdy doszło do gwałtu) a przede wszystkim przez sumienie osoby, której sprawa dotyczy, czyli kobiety, która z jakiegoś powodu może/chce/powinna poddać się aborcji. Jakąkolwiek podejmie decyzję i kogokolwiek poprosi o wsparcie w tej decyzji (męża, matkę, psychologa czy nawet księdza) - niech to będzie jej decyzja.

A tymczasem w kwestii rozmnażania pod uwagę brane jest zdanie mężczyzn, którzy ślubowali celibat. Doszło do kuriozalnej sytuacji, kiedy to garstka facetów, którzy są pracownikami Kościoła Katolickiego ze stolicą w Watykanie, ma czelność mówić Polakom, jak mają żyć i co mogą, a czego nie mogą robić. Dlaczego premier Szydło pozwala, żeby Kościół Katolicki tak mocno ingerował w życie Polaków? Nie wszyscy Polacy są katolikami. A ci którzy są, wiedzą, że wiara w Boga, to nie wiara w księży.

To, czy aborcja będzie legalna, czy też nie, nie zmieni faktu, że będzie istnieć i będzie wykonywana - spędzanie płodów to zjawisko znane ludzkości od zarania i jak dotąd żaden zakaz go nie unicestwił. Jednak wprowadzenie nieludzkiego prawa, w myśl którego kobieta będzie miała mniejsze prawa niż płód w jej brzuchu wydaje mi się straszne. Wsadzać do więzienia kobiety i lekarzy, którzy będą dokonywać aborcji, a gwałcicielom gwarantować ochronę ich potomstwa. Brzydzi mnie to, że przestępca ma mieć większe prawa, niż jego ofiara.

Pozwolę sobie też przypomnieć historię Eleny Ceausescu, która w ciągu dwudziestu czterech lat panowania doprowadziła do śmierci 60 tysięcy ludzi. I nawet ktoś taki wykazał więcej serdeczności i zrozumienia wobec kobiet. Za rządów Ceausescu dopuszczano aborcję w czterech wypadkach:

- zagrożenie życia matki,

- ciąży w wyniku gwałtu,

- prawdopodobieństwa choroby genetycznej dziecka,

- jeżeli kobieta urodziła co najmniej czworo dzieci.

Jak widać historia niczego nie nauczyła ludzi, którzy są teraz przy władzy.

***

Zostawiam też do przeczytania raport CBOS w sprawie Doświadczeń Aborcyjnych Polek

Więcej o: