5 kocich zachowań, które warto naśladować (moim zdaniem)

Nie chcę wywoływać wojny z miłośnikami psów, ale to chyba nieuniknione, bo koty uważam za ciekawsze. Bardziej harde, intrygujące, niezależne. Ale nie tylko tego nauczyłam się od nich.

Jihad nieprzypadkowo nosiła swoje imię (fot. Monika Muraviova)Jihad nieprzypadkowo nosiła swoje imię (fot. Monika Muraviova)

Na początku wyjaśnijmy sobie kwestię podstawową - nigdy nie chciałam zamieszkać z kotem. Jak się jednak pisze w pretensjonalnych powieściach - los zadecydował inaczej - i wracając z przerwy na lunch (kiedyś dziennikarze nie pracowali na akord), usłyszałam dobiegający ze śmietnika pisk. Tak w moim wynajmowanym mieszkanku pojawiła się Jihad. Kotka tak bezczelna i niegrzeczna, że postanowiłam spacyfikować jej niszczycielskie zapędy kocim rudzielcem - Oslo.

Mały Oslo był dość łagodnym kociakiem (fot. Monika Muraviova)Mały Oslo był dość łagodnym kociakiem (fot. Monika Muraviova)

Podziałało. Nie, że od razu święty spokój, ot po prostu przestałam być celem ataków i mogłam do całej sytuacji nabrać dystansu. Poobserwować. Co dało mi do myślenia?

Nie, rozciąganie się po drzemce nie zrobiło na mnie wrażenia (zbyt poprawny politycznie nawyk). Moją uwagę przykuły zupełnie inne zachowania - niekoniecznie może "prawilne", ale poprawiające samopoczucie. Mnie i moim zdaniem.

1. Nie ma takiego problemu, którego nie można by przespać. Naprawdę. Był oczywiście czas, gdy myślałam, że jest inaczej. W efekcie przeżyłam i wywołałam tyle burz, że teraz nie jestem nawet w stanie w to uwierzyć. W swoją głupotę tym bardziej. Większość z tych burz była zupełnie niepotrzebnym emocjonalnym wydatkiem. Głupiego nie sposób przekonać, a kopać się z koniem nie ma sensu.

Dodatkowo zbyt wiele problemów w istocie nimi nie jest. Dość często okazuje się, że można część z nich po prostu przeczekać. Zwłaszcza zmiany. Nawet te określane mianem dobrych. A jeśli aktualny stan jest naprawdę nie do zniesienia, drzemka a przynajmniej wewnętrzna emigracja jest najlepszym z rozwiązań.

2. Zapamiętaj, kto wyrwał ci "przypadkiem" futerko albo obciął pazurki. I czekaj. Nie żebym była za reanimacją kodeksu Hammurabiego, ale jestem głęboko przekonana, że gdyby było większe przyzwolenie społeczne na odpłacanie pięknym za nadobne, mogłaby się zmniejszyć liczba wyrządzanych świństw. Kot nie zapomina. Kot czeka. Aż wystawisz gołą łydkę, zostawisz buty w dostępnym miejscu (och, nowe kuwetki), zaśniesz, zostawisz na skraju stołu okulary lub ulubiony kubek. Kot nie przebacza.

Oczywiście, wiem, że zaraz będziecie mnie próbować przekonać, że przebaczenie jest duchowym wyzwoleniem itd. Życzę powodzenia. Bo nie przewiduję.

3. Ogranicz bezcelowe działania, robiąc cokolwiek, zawsze myśl o skutku. Widzieliście kiedyś, jak kot planuje skok na lodówkę lub pralkę? Nim wykona skok, kilka razy ułoży ciało, poćwiczy rozpęd. Spontaniczność? Przy bezpośrednim zagrożeniu życia. Wiem, że są ludzie kochający przede wszystkim żywiołowość, ale to nie zawsze przynosi najwięcej korzyści.

Taka zasada bardzo przydaje się szczególnie w pracy. Pozwala wyselekcjonować zajęcia ważne i sensowne od tych, które takimi nie są. A przynajmniej nie przynoszą klarownych korzyści. Naturalnie to może nie spodobać się niektórym przełożonym, ale są i tacy, którzy to docenią.

4. W kwestiach seksualnych zapomnij o wstydzie, wykazuj ciekawość. Ten, kto kiedykolwiek mieszkał z kotem, doskonale wie, że nic tak nie wzbudza jego zainteresowania jak aktywność seksualna jego współlokatora. Lubi popatrzeć, a nawet powąchać. Zdarza się, że łapką wesprze się o pośladek lub inną wystającą część ciała. Nawet moja redakcyjna koleżanka Linda Lovelace mogłaby się od nich jeszcze wiele nauczyć w kwestii swobodnego podejścia do seksu.

5. Miej godność i liż tylko własną dupę. Wierzę w to. Mimo wielu lat spędzonych w korporacjach i zauważeniu niewątpliwej skuteczności mechanizmu "aktywnego przytakiwania". Mimo kilku niepowodzeń wynikających z nadmiernej szczerości. Mimo wszystko.

***

Nie śmiem jednak nikogo namawiać do powielania tych wskazówek. Koszty niektórych są dość wysokie. I nawet prześwietne miano Kocicy, może ich nie załagodzić. Brak mi również śmiałości, aby nakłaniać do zaproszenia do domu tak trudnych współlokatorów jak koty. Bo mimo że naukowcy prześcigają się w udowadnianiu prozdrowotnych właściwości kotów (choćby TU), to raczej są to pupile dla ludzi z niskim ciśnieniem. Bo nic ani nikt nie podniesie go bardziej niż kot. Tak, ja szczęśliwie mam niedociśnienie.

Więcej o: