Zimna suka to ja, czyli osiem problemów ludzi, którzy wiecznie marzną

Jestem z podgatunku zmarzluchów. Reprezentuję gorszy sort ludzi nieprzystosowanych do klimatu umiarkowanego. To ja, lodowa panna, zimna łapka, sina stopa. To ja i problemy, z którymi zmagają się ci, którzy wiecznie marzną.

Klątwa zimnaKlątwa zimna /fot. Pexles CC0

Było mi zimno przez całe życie. Od kiedy pamiętam - marzłam. Podczas gdy innym wystarczył lekki płaszcz i ewentualnie sweter, ja najchętniej założyłabym puchówkę. Lecz nie taką kusą odsłaniającą kuperek. Nie, owinęłabym się w puchowy płaszcz do ziemi. Gdy temperatura spada poniżej 12°C, muszę mieć rękawiczki, a w związku z tym, że pogoda w naszym kraju jest nieobliczalna, zawsze mam w torebce zapasową parę. Tak na wszelki wypadek. Żeby nie doznać odmrożeń zimą powinnam zakładać futrzane gacie, tylko, że nie uznaję futer, wiec pozostają mi legginsy pod spodniami. Na szczęście produkują już takie legginsy na polarze, wiec jakoś sobie radzę. Ale tak w ogóle, to wieczna zmarzlina stwarza pewne problemy i ograniczenia.

1. Zimne dłonie

Jeśli chcielibyście zobaczyć, jak to jest przywitać się z zombie, czy jakimś innym truposzem, to zapraszam. Wystarczy, że podacie mi rękę. Spotka was lodowaty uścisk. Witając się ludźmi często słyszę: „Jesteś chora? Masz takie lodowate ręce.” „Przecież tu nie jest zimno, o co chodzi?”. Dzięki za troskę, tak już mam. Zimne dłonie, sine albo białe paznokcie. Czy mogłabym zagrać bez charakteryzacji białych wędrowców w „Grze o tron”? Na szczęście jeszcze trochę mi brakuje do pełnego efektu, ale kto wie, jak będę szukać pracy, to poważnie pomyślę o tej opcji.

2. Lodowate stopy

Lodowate stopy oznaczają, że muszę spać w skarpetach, chyba że mamy lato i temperatury powyżej 20°C. Najlepiej jeśli są to skarpety ciepłe i puchate. Pełen romantyzm, koronki i wełna. W przeciwnym wypadku osoba towarzysząca mi w łóżku (czytaj mąż) mogłaby zetknąć się z 10 zimnymi palcami. Lodowate stopy oznaczają również, że zimą mogę zapomnieć o zgrabnych botkach czy kozaczkach. Śniegowce, relaksy, tak, jestem skazana na buty bez seksu.

Kiedy jest zimno, mam właśnie takKiedy jest zimno, mam właśnie tak /fot. Pexels CCo

3. Nie mogę spać nago

Nie chodzi o to, że jakoś wybitnie marzę o takim rozwiązaniu i mój problem z marznięciem mi to blokuje. Chodzi o to, że nie mam takiej możliwości, a jak ostatnio pisała redaktor Agata, jest to zdrowe i wskazane. Podczas snu wychładzam się i nie dość, że muszę mieć na sobie piżamę, taką normalną, a nie jakąś tam cienkie, jedwabne niewiadomoco, to jeszcze muszę być przykryta. Nawet latem, gdy jest upał, muszę się czymś okryć choćby samym prześcieradłem.

4. Mogę zapomnieć o sportach zimowych

Narty, łyżwy, lepienie bałwanów, to moja zimowa trauma. Moje wyrodne, zimnolubne dzieci radośnie rzucają się w śnieg, a ja biegam dookoła górki, żeby nie zamarznąć. Zimą mogłabym się teleportować do ciepłych krajów i wrócić jak zakwitną zawilce.

5. Muszę mieć zawsze zakryte nerki oraz dekolt

Tak, to oznacza, że koszulka zawsze musi być włożona w spodnie. Siedzenie w przeciągach jest wykluczone, od razu marznę. Odkryty dekolt też odpada. Mam wrażenie, że przez odkrytą skórę zimne powietrze dociera wprost do serca.

6. Trudno znaleźć termiczny kompromis w pracy

Jednym z najczęstszych powodów konfliktów w pracy jest temperatura w pokoju. Każdy człowiek ma innym komfort termiczny. Zdaję sobie sprawę z tego, że mogę być zmorą w pracy, wśród ludzi, którym jest ciepło. Jeśli w jednym pokoju siedzi zmarzluch i osoba ciepłolubna, to kłótnia o klimatyzację lub otwarte okno jest tylko kwestią czasu. Wolę unikać konfliktów w pracy, więc trzymam w biurze: kocyk, dwa swetry oraz wełniane poncho. Mam świadomość, że łatwiej się ubrać, niż rozebrać, poza tym wolę zimny chłodek, niż ciepły smrodek. A jeśli słyszeliście kiedyś anegdoty o kobiecie, która siedzi za biurkiem w puchówce, to mogłam być ja. Poniższy filmik doskonale obrazuje moją sytuację w świecie zdominowanym przez ludzi, którym jest ciepło w pracy.

7. Rajstopy pod spodniami

Gdy temperatura spada poniżej 5°C, rajstopy wchodzą do gry. Ktokolwiek nosił rajtki pod dżinsami, to wie, jaka to frajda. Jeden materiał przesuwa się pod drugim, dwie warstwy trą o siebie powodując dreszcze i gęsią skórkę. To takie uczucie, jakby stado mrówek łaziło mi pod spodniami. Jednak gdyby nie ten drobny dyskomfort mogłabym odmrozić sobie skórę na udach.

8. Klimatyzacja to koszmar

Jeśli myślicie, że zmarzluchy cieszą się na przyjście lata, to błąd, ponieważ razem z latem, a nawet wiosną wszędzie włączają klimatyzację. Ten wynalazek szatana potrafi zniszczyć każdy upalny dzień. Wyobraźmy sobie, że na dworze jest takie sympatyczne 26°C, można założyć zwiewną sukienkę z odkrytymi plecami, wchodzę do tramwaju, a tu komora kriogeniczna. To gorsze niż filmiki w pionie i kolejka do damskiego kibla w klubie razem wzięte. Wszędobylska i rozpanoszona klimatyzacja oznacza, że nawet latem muszę nosić ze sobą sweter.

Klimatyzacja naturalnaKlimatyzacja naturalna /fot. Pexels CCo

Co sprawia, że jest mi ciągle zimno? Powodów może być kilka. Mój lekarz mówi, że to kwestia niskiego ciśnienia, niskiej wagi i problemów z krążeniem krwi. Innymi czynnikami powodującymi marznięcie mogą być zmęczenie, anemia, przewlekłe choroby, brak ruchu, spowolniony metabolizm i niedoczynność tarczycy. I tym medycznym akcentem pozdrawiam Was ciepło drodzy czytelnicy.

Magda Acer

Więcej o: