Zakochać się na pierwszej randce? To się nie zdarza! To niedojrzałe!

Dorośli ludzie nie zakochują się na pierwszych randkach. Jest to zupełnie niedojrzałe i niedorzeczne. Jeżeli ci się zdarza, to najprawdopodobniej jesteś hormonalnie niezrównoważoną nastolatką (lub nastolatkiem).

Często tu piszę o zakochiwaniu się i sprawach związanych z tym, ale szczerze mówiąc, to piszę z pamięci, bo od wielu lat już mi się nie przytrafiło. Uznałam, że już jestem za stara na tego typu szalone emocje i w następny związek wejdę po rozważeniu wszystkich za i przeciw, wybrawszy kandydata najbardziej do mnie pasującego temperamentem i zainteresowaniami.

Zakochiwanie się na pierwszej randce w ogóle nie istnieje. Nikt rozsądny się nie zakochuje na pierwszej randce. Co za dziecinada. Na pierwszej randce dorośli i dojrzali ludzie robią rozpoznanie i oceniają potencjalne szanse na szczęśliwy dalszy ciąg. Po trzydziestce znamy się na sobie wystarczająco, żeby do sprawy podejść pragmatycznie.

W pary należy się dobierać rozsądnie (unsplash.com CC0)W pary należy się dobierać rozsądnie (Unsplash.com CC0)

Tak właśnie sobie wykalkulowałam wszystko. W Londynie finansowo się bardziej opłaca być w związku. Poza tym w dwójkę zawsze raźniej - można się wspierać i ktoś musi wysłuchać wszystkich twoich nudnych historii, więc rozpoczęłam projekt: znalezienia mężczyzny. Miałam luźną wizję jaki ma być ten potencjalny wybranek: inteligentny, oczytany, wysportowany, jedzący warzywa, pijący alkohol w umiarkowanych ilościach itd. I tak sobie ich odsiewałam według tych luźnych kryteriów, potem umawiałam się na randki, podczas których zazwyczaj było całkiem miło i kulturalnie, czasem zdarzała też druga albo nawet trzecia randka i zazwyczaj wtedy jakoś kończyła mi się energia i wszystko rozchodziło się po kościach. A wszyscy ci tak ostrożnie wyselekcjonowani mężczyźni kończyli gdzieś na orbitach dalszych znajomych.

Nie traciłam jednak zapału, bo jedyne czego nie można mi odmówić to uporu i konsekwencji. Tak więc odsiewałam, randkowałam, odsiewałam, randkowałam. Ale ostatnio już mi się nie chciało naprawdę. Mówię sobie - ostatnia randka, a potem adoptuję kota. Znalazłam go w internecie i wypytałam o wszystko - przeczytane książki, uprawiane sporty, poglądy polityczne i stosunek do religii. Na zdjęciach prezentował się sympatycznie i całkiem przystojnie, rozmowę prowadził sprawnie, więc żadnych przeciwwskazań nie było, ale też nic nie wskazywało na to, że ta randka będzie inna niż sto milionów poprzednich.

Dzień był bardzo słoneczny. Czekałam na niego, gdy słońce już wisiało nisko i świeciło mi prosto w twarz. Gdy pojawił się nagle przede mną byłam zupełnie oślepiona. I nie wiem dlaczego, ale zanim doszliśmy do stolika w restauracji zdążyłam wyprodukować sobie w głowie cały film - wybrałam nam miejsce na ślub, imiona dla dzieci i urządziłam nam mieszkanie w neutralnych, ale przytulnych beżach. Wszystko w 8 sekund, bo jestem bardzo sprawną marzycielką.

Siadam i próbuję się opanować. Skąd się to wzięło? O co tu chodzi? Staram się trzymać fason, być urocza, zabawna i pełna gracji. W pewnym momencie tylko jego refleks ratuje go przed plamą czerwonego wina na białej koszuli, bo ja tak zamaszyście gestykuluję. Wszystko co mówi jest wspaniałe, elokwentne i zabawne.

Nie wiem co robić, więc robię z siebie idiotkę. W pewnym momencie z przerażeniem orientuję się, że opowiadam mu, jak kiedyś na koloniach złapałam wszy. Nie wiem jak zawrócić i brnę dalej czując, że jest coraz gorzej. Gdy pyta mnie jakiego mężczyzny szukam, to muszę się gryźć w język, żeby nie powiedzieć, że takiego który przychodzi na randkę w białej koszuli i ma imię na C.

Tak mniej więcej widziałam naszą przyszłość. (Unsplash.com CC0)Tak mniej więcej widziałam naszą przyszłość. (Unsplash.com CC0)

Rozstajemy się w metrze, całuje mnie w oba policzki i wiem, że już na pewno nigdy go nie zobaczę. Siadam w pociągu i patrzę się tępo w telefon. Wszystko jest niesprawiedliwe, wszystko zrobiłam źle. Mam znowu 15 lat i jeszcze chwila i się rozpłaczę, chociaż od dawna płakanie zdarza mi się tylko przy pogrzebach. Pięć minut później on pisze: „Jesteś mądra i śliczna. Świetnie się bawiłem”.

Wtedy pociąg wjeżdża do tunelu, tracę zasięg i nie wiem, co dalej napisał. To znaczy wiem - napisał pewnie: „ale chyba do siebie nie pasujemy”. Jednak gdy już się wyłaniamy z tunelu, on pisze: „mam nadzieję, że się spotkamy się znowu”.

Odpisuję szybko, zanim zemdleję, że ja też, ja też.

Następnego dnia, gdy się budzę na leciutkim kacu, jestem niemal przekonana, że wszystko mi się przyśniło. Zaczynam czekać na SMS-y. Sprawdzam telefon co dwadzieścia sekund, tak że koło południa mam już tylko 40% baterii. W końcu, o godzinie 12.10 dzielnie czynię pierwszy krok i wysyłam mu wiadomość, że jestem wolna w sobotę i można by gdzieś wyskoczyć. Widzę, że jest online, widzę, że wiadomość została przeczytana i nic. Cisza.

Od tych nowoczesnych technologii dostanę wrzodów kiedyś. Umieram tysiąc razy. Po co mi to wszystko było? Wychodzę na lunch i natychmiast piszę do koleżanki, żeby mi wytłumaczyła, co to wszystko znaczy. Dlaczego on nie odpisuje? Przecież napisał, że jestem śliczna i mądra. Koleżanka mówi mi, że kompletnie zdurniałam i nie da się ze mną gadać. Ale potem cierpliwie tłumaczy, dlaczego hipotetycznie ktoś mógł nie odpisać przez pół godziny, mimo że przeczytał wiadomość. O 12.50 telefon wreszcie brzęczy.

„Pewnie! Sobota mi pasuje”.

Więcej o:
Skomentuj:
Zakochać się na pierwszej randce? To się nie zdarza! To niedojrzałe!
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX