Trzy powody, by dać sobie spokój z tym sportem

Sport to zdrowie? Jasne, a zerwane ścięgna, schodzące paznokcie, złamania? Przy tym wszystkim przepocone ciuchy, śmierdzące buty oraz kompromitacja z powodu niezapamiętania układu na zumbie, to nic. Dlatego: najlepiej nie ćwicz!

Coś tam podnoszęCoś tam podnoszę /fot. CrossFitFever flickr.CC0

Przyszła wiosna, co oznacza, że kluby fitness pękają w szwach, do bieżni ustawia się nieformalna kolejka, a na Instagramie można podziwiać wysyp selfie z bicepsem lub wyprężonym pośladkiem. Rowerzyści i rolkarze terroryzują przechodniów swoimi kółkami. Współcześni Polacy rwą się do uprawiania sportów z taką werwą, jak nasi przodkowie do uprawy orkiszu lub do kolejki po papier toaletowy. Jak nie bieganie, to crossfit, jak nie pole dance, to zumba. Odnoszę niepokojące wrażenie, że z każdej strony atakują mnie sportowcy.

Sportowcy atakująSportowcy atakują /fot. MIKE ZITTEL Pexels CCo

Nawet w pracy na przerwach kawowych zamiast normalnych plotek o biurowych romansach lub losach bohaterów "Gry o tron", toczą się rozmowy o wynikach na endomondo, kto ile przebiegł, kto ile wycisnął, kto się bardziej spocił. Na domiar złego zaraz zaczną się kolejne rozgrywki w piłce nożnej, co oznacza, że jakieś 80 procent mężczyzn znajdzie się w stanie w piłko-transu na blisko miesiąc, czy ile to tam trwa. Sport, sport, i jeszcze raz sport, no ile można. Zupełnie jakby ludzie nie widzieli negatywnych stron wysiłku fizycznego. A przecież jest ich tak wiele... Tylko te endorfiny i ubytek tkanki tłuszczowej na rzecz rozrostu mięśnia.

Po pierwsze: sport to wydatki. Chcesz mieć kaloryfer na brzuchu i ciało gibkie jak boa, musisz wyłożyć dukaty. Nawet nie chodzi o to, żeby wystylizować się jak modelka z okładki Sports Illustrated albo jak Ewa Chodakowska w najbardziej neonowo-odjazdowym dresie. Profesjonalne sportowe buty są drogie, kosztowny jest strój odprowadzający pot. Nie da się ukryć, że zdecydowanie lepiej ćwiczy się w strojach z tkanin oddychających i szybkoschnących. Za karnet do klubu też trzeba słono zapłacić, przez rok uzbierałabym na bilet na Wyspy Kanaryjskie. A jeśli zachciałoby mi się dyscypliny typu kite surfing, jeździectwo, czy sporty motoryzacyjne, to musiałabym mieć naprawdę spore nadwyżki finansowe lub sponsora.

Czasem odnoszę wrażenie, że moda i presja na zdrowy tryb życia spowodowała, że produkty związane ze sportem są o kilka lub kilkanaście procent droższe od ich niesportowych odpowiedników. To trochę jak ze ślubnym biznesem, gdzie wszystko, co choć trochę kojarzy się z białą suknią i weseliskiem, automatycznie drożeje.

To nawet nie było takie drogie. Prawdziwy wydatek zaczyna się przy butachTo nawet nie było takie drogie. Prawdziwy wydatek zaczyna się przy butach /fot. archiwum prywatne autorki

Po drugie: kontuzje. Jasne, nogę można sobie skręcić i na prostym chodniku przed domem. Ale większe prawdopodobieństwo, że coś ci chrupnie w kolanie występuje na sali ćwiczeń, niż na kanapie, gdzie w sumie też ćwiczysz, tylko, że mięśnie kciuka. Kiedy zapisałam się na crossfit i z entuzjazmem opowiedziałam znajomym o tych sympatycznych ćwiczeniach (po których czołgałam się po podłodze), od razu usłyszałam głosy przestrzegające mnie przed tą dyscypliną. Kontuzje, urazy kręgosłupa, naderwane mięśnie, ogólnie dramat. Tak się składa, że się wspinam i to jest dopiero kontuzjogenny i niebezpieczny sport, więc umiejętne podnoszenie hantli, nawet takiej, która waży 24 kilogramy nie przeraża mnie i nie demotywuje. Kontuzji można się nabawić absolutnie w każdym sporcie: robiąc banalną deskę, ćwicząc jogę, biegając lub grając w piłkę. Wystarczy, że źle postawisz stopę, nie rozgrzejesz się odpowiednio przed treningiem, nie pomyślisz. Czy to jest powód, żeby nie ćwiczyć? Nie, analogicznie jak wychodzimy z domu nie myśląc o tym, że może nas przejechać samochód, tak nie ma sensu zastanawiać się na zapas nad ryzykiem ewentualnej kontuzji.

Nie mam lęku wysokości, nie mam lęku wysokości...Nie mam lęku wysokości, nie mam lęku wysokości... /fot. Magda Acer

Po trzecie: pot, krew i łzy. Jakieś dwadzieścia lat temu byłam na wystawie Annie Leibovitz w CSW. W pamięć wryły mi się dwa zdjęcia: Whoopi Goldberg zanurzonej w wannie pełnej mleka oraz zdjęcie Pelego. A konkretnie zdjęcie, przedstawiające totalnie zniszczone, bose stopy Pelego, pomiędzy którymi leżała równie zniszczona piłka. Było fascynująco proste, minimalistyczne i mówiło wszystko o pasji, o poświęceniu, o latach ciężkiej pracy legendarnego piłkarza. Taka jest właśnie cena wysiłku, nieuniknione skutki uboczne: zadrapania, odciski, schodzące paznokcie, siniaki. Od wspinaczki dłonie mam jak chłopka po odrobieniu pańszczyzny, malowanie pazurów traci sens, bo po każdym treningu lakier jest zdarty, nogi całe w siniakach, a odcisk na odcisku. I jestem z nich dumna, no może nie jak z własnych dzieci, ale trochę. Bo każdy odcisk, to efekt kolejnych podciągnięć na ściance. Jeśli po treningu nic mnie nie boli, jeśli nie mam zakwasów, to czuję, że nie ćwiczyłam na 100 procent.

Jeśli się jeszcze nie zorientowaliście, choć mam nadzieję, że tak, gdyż moja wiara w ludzką inteligencję i zdolność wychwytywania szyderstwa jest głęboka, jak Rów Mariański, to ten tekst zawierał lokowanie ironii. Wysiłek fizyczny jest fantastyczny i zawsze daje kopa, nawet jeśli się trochę potem śmierdzi. Nieważne czy ćwiczysz, żeby schudnąć, popracować nad kondycją, zbudować masę czy dla przyjemności. Ważne żeby robić coś ze sobą i dla siebie i nie tylko na wiosnę.

Magda Acer

Więcej o: