Kto powinien bronić Dżesiki (i innych, którym program 500+ daje nadzieję na wyjście z biedy)

Oto mamy nowy temat do żartów: dziewczynka, która w wieku 13 lat po raz pierwszy zaszła w ciążę, a dziś jest matką dwójki małych dzieci, weźmie pieniądze z programu 500 +. Żeby było śmieszniej, ma na imię Dżesika.

Kilka dni temu Internet ożywił się dzięki informacji, że najmłodszą beneficjentką programu 500+ została 16-letnia Dżesika. Matka dwojga dzieci, które urodziła w wieku 14 i 15 lat swojemu dorosłemu partnerowi, który jest jednocześnie bratem partnera jej matki. I teraz dziewczyna, a raczej prawny opiekun jej dzieci, zainkasuje tysiaka „z naszych pieniędzy”. Oburzenie, kpina, napiętnowanie i sporo dobrej beki.

Nie mam bladego pojęcia, czy program „500 plus” doprowadzi polską ekonomię do ruiny. Jestem z wykształcenia romanistką, więc skąd mam niby to wiedzieć. W zdobyciu rzetelnej wiedzy nie pomagają mi media - tak bardzo wszystko jest podporządkowane walce „za” lub „przeciw”, że podczas tych rozgrywek prawda zwykle zostaje ukatrupiona w pierwszym zdaniu informacji. Tyle tytułem wstępu, bo chcę się zabezpieczyć przed sytuacją, w której musiałabym odpowiedzieć na pytanie, czy program 500 plus nas pogrąży czy nie.

Jednocześnie jednak wiem, że stworzył on dość unikatową sytuację, w której całkiem spore grupy obywateli dostały nadzieję na to, że swoją trudną codzienność poprawią sobie od ręki.

Myślę tu na przykład o moich znajomych nauczycielach spod Grójca, młodej parze z dwojgiem dzieci, którzy mimo ogromnej pracowitości i stawaniu na rzęsach, nie są w stanie iść do dentysty, bo ich na to nie stać. Oni, oczywiście, złożyli stosowne wnioski, pierwszego dnia gdy to było możliwe. Podobnie jak koleżanka, matka trojga, której mąż - właściciel firmy - zaliczył w ubiegłym roku spektakularną plajtę. Podobnie jak koleżanka, która na rehabilitację swoich dzieci w ramach prywatnej służby zdrowia wydaje co roku dziesiątki tysięcy - bo państwowa oferuje jej niewiele. Pieniądze dostanie również Dżesika, wyciągnięta przez media zapewne po to, żeby taka nauczycielka spod Grójca czuła się jeszcze bardziej podle, niż czuje się na co dzień - no bo w końcu zniża się do poziomu Dżesiki.

O cóż innego mogło chodzić temu, kto pisał i temu, kto puszczał dalej? Przecież nikomu nie chodzi o Dżesikę, która mieszka z matką i pięciorgiem rodzeństwa w dwóch pokojach bez łazienki. Nikomu nie chodzi też o to, że 13-letnia dziewczynka, która miała nad łóżkiem powieszone dyplomy za sportowe osiągnięcia w szkole, raz i drugi zaszła w ciążę z dorosłym facetem. Nikt nie zastanawia się, jaki będzie los jej dwojga i zapewne kolejnych dzieci. Zapewne (uwaga, będzie ironia) jeśli dostaną te pieniądze, będą się mnożyć na potęgę, chlać na umór i pławić w swojej moralnej zgniliźnie, psując zdrową, inteligentną, pracowitą tkankę narodu.

Tymczasem Dżesika nie zrobiła nic złego ani nielegalnego. Ani zachodząc w ciążę, ani biorąc pieniądze. W tej całej historii to ona jest pokrzywdzona i zupełnie niewinna. O co więc chodzi? Że ma głupie imię?

Dziwię się, że nie protestują w jej sprawie organizacje kobiece: piętnowana jest dziewczynka, która jest ofiarą, a została wyciągnięta, jak baba z brodą na jarmarku i pokazana światu wraz z danymi osobowymi - bo przecież kto by dbał o takie drobiazgi (dwa kliknięcia i wiesz już, że w mieszkaniu Dżesiki i jej mamy wisi makatka z Papieżem - dzięki temu jest jeszcze zabawniej). Czemu nie poznamy oblicza mężczyzny, który popełnił wobec niej przestępstwo?

Dziwię się, że nie bronią Dżesiki organizacje pro life - 13-letnie dziecko (i jego matka) podjęło odważną decyzję o tym, żeby urodzić, choć w świetle prawa ciąża mogła być zakwalifikowana jako pochodząca z gwałtu.

Dziwię się, że cała rzesza ludzi ma z tego uciechę.

Tak właśnie wygląda bieda. Z czego tu się śmiać?

Więcej o: