Michał Pozdał: Narzekacie zamiast pomyśleć: dlaczego wybieram faceta, który jest nie dla mnie?

Co to znaczy być mężczyzną? Co jest męskie, a co nie? Jak nauczyć się żyć z facetem? O tym wszystkim rozmawiamy z Michałem Pozdałem - psychoterapeutą i seksuologiem, autorem książki "Męskie sprawy".

Czy pan uważa, że teraz jest trudniej budować związek niż kiedyś?

MICHAŁ POZDAŁ: Jest inaczej. Z jednej strony mamy (i to jest fajne, łatwiejsze) ogromną możliwość wyborów i różnych wzorców - ale z drugiej jest ich tyle, że przestajemy słuchać samych siebie. Zastanawiamy się tylko, czy tak powinno być, czy może inaczej. Myślę też, że trudniej jest być w związku dlatego, że nigdy wcześniej (a jest to opinia starszego profesora - także terapeuty) nie mieliśmy tylu narcyzów co teraz i to dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.

Nasze czasy wytworzyły takie parcie na samorealizację, że związek ma nam służyć, żebyśmy my się samorealizowali. Optyka się zmieniła - pod tym względem myślę, że trudniej wytrzymać w związkach. Ludzie mają wielokrotnie poczucie, że nie robią nic ze swoim życiem, że się nie rozwijają, nie kształcą tylko siedzą i na siebie patrzą, ale na tym przecież także polega związek.

Co to oznacza być mężczyzną w dzisiejszej rzeczywistości?fot. Maria Kmieciak

Spotkałam się na imprezie z koleżankami - taka typowa babskie "nasiadówka” i one wszystkie strasznie, potwornie narzekały na swoich facetów. Dlaczego jest nam was tak trudno zaakceptować takimi, jacy jesteście? Dlaczego próbujemy was nieustannie zmieniać?

- Ja mam wrażenie, że z tym narzekaniem na facetów jest tak, że rzeczywiście demograficznie jest ich mniej - nie znam dokładnych statystyk, ale fakt jest rzeczywiście taki, że biologia spowodowała, że wybór jest ograniczony. Zauważam jednak też, że bardzo często narzekacie zamiast spróbować pomyśleć - "co ja takiego robię, że nie potrafię wejść w relację. Co ja takiego robię, że wybieram sobie faceta, który jest nie dla mnie?”. Bo jeśli kobieta ma trzeci związek - powiedzmy - w ciągu dwóch lat i nawet jej koleżanki widzą, że ten facet nie jest opcją dla niej - no to, to nie jest wina tego faceta, bardzo mi przykro. Dzieje się coś takiego, że ona nie potrafi wejść w bliską relację. Ja bym zachęcał, żeby raczej mieć wgląd w siebie, a nie opowiadać ciągle, że dookoła sami fatalni faceci.

Też pisałem, że są kobiety, które mówią, że sami fajni faceci to geje. No właśnie, ale jak ma być inaczej, jeśli chodzisz do klubów gejowskich, na imprezy gdzie są sami geje, Eurowizję oglądasz tylko z gejami - mówię tutaj o mojej pacjentce, która była na imprezie eurowizyjnej gejowskiej i cały czas narzeka, że są sami geje faceci.

Też miałam zaproszenie na taką imprezę...

- No właśnie!

To trudno potem uważać, że ona spotka faceta, który będzie dla niej dobry. Ja nie chcę mówić, że faceci nie mają wad. Oczywiście wielu z nich nie potrafi być w związkach, wielu jest uzależnionych od swoich matek, ale myślę, że łatwiej jest widzieć kobietom wady w mężczyznach niż w samych sobie. Poza tym myślę też, że pop-psychologia, którą także uprawiam i którą bardzo lubię - i mówię to bez ironii, ale, że szczególnie w kobietach wyrabia pewne przekonanie - mężczyźni po prostu mniej czytają takie rzeczy - książka "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy” jest czytana wyłącznie przez kobiety. Żaden facet tego nigdy nie czytał. Słowem kobiety są przekonane, że się należy - że musimy cały czas szukać idealnego, że my mamy swoje pragnienia, swoje oczekiwania, swoje potrzeby - a wy je macie spełniać.

Ostatnio przeczytałem wypowiedź mojej koleżanki - notabene seksuolożki - mniej więcej o tym, że jak facet ma za małego penisa to należy go rzucić, bo nie zaspokoi. I opadają mi ręce - no, bo seks seksem, przyjemność przyjemnością, ekscytacja ekscytacją. Ale gdzie tu jest miejsce na miłość, na przywiązanie?

Jakby z drugiej strony pokazać mężczyznę, który mówi: rzuć ją, bo ma za małe piersi, to mamy absolutnego seksistę i trzeba go ukamienować - a tu mamy młodą, wyzwoloną seksuolożkę, która opowiada takie bzdury.

Proszę mnie poprawić, jeśli pan się z tym nie zgadza, ale mam wrażenie, że psychologiczna prasa, blogi, poradniki pokazują nam, ze istnieje łatwiejsza droga, skrót, że wcale nie trzeba patrzeć na siebie i na to, czego tak naprawdę się chce od siebie i innych. A może ludziom trzeba powiedzieć jasno, nie ma skrótów, nie ma łatwiejszej drogi?

- Ja będę jednak bronił tych tekstów, bo one przemycają pewną wiedzę. Może to też być tak, że skoro pani się już naczytała tych tekstów, to mogła właśnie pójść na terapię. Bo według mnie takie teksty, takie pisanie, takie dawanie rad rozbraja tę cholerną psychologię i tę terapię z jakiegoś takiego obcego niezrozumiałego bytu, z jakieś tajemnej wiedzy.

A psychologia jest prostą nauką, psychoterapia jest zwyczajnym zawodem, którego się uczymy i do którego się kształcimy. My nie jesteśmy żadnymi bogami i nie mamy żadnej tajemnej wiedzy. Powiem szczerze, że jak się coś w trakcie terapii pojawia i wyskakuje jak królik z kapelusza, to nie dlatego, że my jesteśmy magikami, tylko dlatego, że on tam cały czas był. I dzięki poradnikom i artykułom ludzie poznają tę wiedzę i ona wyszła jakiś czas temu z sal akademickich - z czego ja się bardzo cieszę - możemy o niej mówić prostym zwyczajnym językiem, że każdy jest w stanie ją zrozumieć - i to mi się podoba.

Do pewnego momentu te wszystkie informacje zrobiły świetną edukację w świecie, myślę, że wyzwoliły kobiety ostatnio rozmawiałem ze starszymi kobietami, które mówiły, że one o tamponach i podpaskach w latach 90-tych dowiedziały się z reklam telewizyjnych i że one nie wiedziały o tych skrzydełkach.

Zgadzam z Panią, że są też proponowane maksymalne drogi na skróty. Ostatnio jechałem i widzę bilbord - z jakimś guru kołczingu, czy Bóg wie kim, jakimś tam szarlatanem - bądź sławny i bogaty w ciągu iluś tam dni. No, on na pewno będzie sławny i bogaty, bo za jedno wystąpienie od jednego człowieka bierze 300 złotych. I to działa - na zasadzie - zrób to zrób tamto, a będziesz szczęśliwy.

A potem się dziwimy, że nie jesteśmy

- Tak, a potem się dziwimy. To jest ta sama forma, którą ma załatwić dla nas tabletka od psychiatry. To też jest skrót - jeśli jest potrzebna - jak najbardziej, ale jesteśmy wszyscy bardzo zmedykalizowani i wiele osób idzie od razu z założeniem, że chce tabletki, przy czym - jak pisano niedawno w Tygodniku Powszechnym i co pokazuje praca z depresyjnymi pacjentami - leki na depresję często działają tylko objawowo. Nie leczą depresji i być może nie tędy droga prawdopodobnie. Ale to jest znak czasów - my musimy szybko znaleźć lek na to co się dzieje natychmiast, by móc iść dalej.

Przeczytałam takie zdanie w książce, które nie do końca rozumiem: "Nieważne co masz między nogami, nieważne kogo pożądasz - jeśli jesteś mężczyzną, jesteś mężczyzną”. Co to oznacza? I co w takim razie definiuje mężczyznę?

- Tożsamość płciowa, moje wewnętrzne przekonanie czy jestem mężczyzną, czy jestem kobietą. To jak ja się sam ze sobą czuję. Ja mój pogląd zbudowałem między innymi na wieloletniej znajomości i pracy z osobami transseksualnymi. Jestem przekonany, że definiuje nas nasze wewnętrzne przekonanie - kim jesteś?

Ja też to mówię w pewnej kontrze. Pamiętam jako student pojechałem na warsztaty prowadzone przez pewnego psychologa - "jak być mężczyzną we współczesnych czasach” czy jakoś tak. Hochsztaplerstwo to było straszne. Kazali mi biegać po lesie i rozpalać ogień. Jako młody student pomyślałem, że może tędy droga... ale po latach stwierdziłem, że to gruba przesada.

Nie podoba mi się, że nasza męskość jest warunkowana przez to jak wyglądamy, co robimy, albo kogo kochamy. I ja się temu opieram po prostu, dlatego uważam, że jeśli ja się czuję mężczyzną, to ja jestem mężczyzną i to, że ja będę płakał to znaczy, że to jest męski płacz - bo ja będę płakał.

Pamiętam, jak pracowałam z dziećmi i był chłopiec, który kochał lalki. Jego ojciec był przerażony, bo kupił mu ciężarówkę, a dziecko wolało wózeczek dla lalki. Bał się, że coś nie tak, a pan mówi, że nie ma nie tak, że wszystko jest jak być powinno?

- ... i nikt nie ma prawa powiedzieć nam, że tak nie jest, bo to jest moje wewnętrzne przekonanie. I tak jest - ja się uczyłem na studiach seksuologicznych - wbrew temu, co opowiadają niektórzy prawicowi politycy, że tożsamość płciowa, to jest coś czego nie da się zmienić. Nie zmienimy chłopa w babę i nie zmienimy baby w chłopa i nie chodzi mi o sylwetkę i budowę ciała, tylko o nasze wewnętrzne poczucie i to jest niezbywalne.

Książkę Michała Pozdała "Męskie sprawy" kupicie z rabatem w Publio.pl

Świat Książki

Więcej o: