Wakacje przed telewizorem: 10 seriali, które warto nadrobić

Chociaż nadwiślańska plaża, kawiarniane ogródki i kino pod chmurką próbują mnie skusić świeżym powietrzem, bliskością nieba i wysoką temperaturą, nawet latem za najlepszą rozrywkę uważam maraton seriali, który mogę przebiec w dresie pod kołdrą. Dla jakich produkcji warto wziąć urlop na żądanie?

„Nocny recepcjonista”

Można zobaczyć cały pierwszy sezon

Długo byłam fanką pomysłu, żeby nowym Bondem został Idris Elba. Teraz waham się między Emilią Clarke jako panią Bond, a Tomem Hiddlestonem, który w "Nocnym recepcjoniście" pokazał, że już jest agentem Jej Królewskiej Mości. Żeby nie zdradzać za dużo, napiszę tylko, że jego adwersarzem jest Hugh Laurie, za którym tęskniłam od czasu, gdy "Dr. House" zniknął z anteny.

Nie musisz być modelką, by dobrze wyglądać w kostiumie

„Broad City”

Trzy sezony do nadrobienia

Dwie przyjaciółki kontra Nowy Jork. Dwie przyjaciółki bez stałej pracy, bez perspektyw i bez specjalnych ambicji, dodajmy. Jeśli "Dziewczyny" były nowym "Seksem w wielkim mieście", "Broad City" to nowe "Dziewczyny". Jeszcze bardziej wyzwolone, a zdecydowanie bardziej mające w dupie. Abbi i Ilana godzinami bez celu i bez sensu łążą ulicami metropolii, palą zioło i gadają przez Skype'a. Ja przy nich odpoczywam. Bo już wiem, że nic nie muszę. W dobie śmieciówek, kryzysu finansowego i nieuchronnej apokalipsy gór się i tak nie przeniesie.

„UnREAL”

Premiera drugiego sezonu już 6 czerwca

Ten serial pozwala bez wyrzutów sumienia, a za to z wypiekami na twarzy oglądać, jak jeden superprzystojny facet wybiera tę jedyną spośród kilkunastu, mniej lub bardziej plastikowych, a z pewnością posągowych, kandydatek. Bo "UnREAL" opowiada właśnie o kulisach powstawania serialu w typie "Kawalera do wzięcia", bezwzględnie, ale prześmiesznie obnażając mechanizmy show-biznesu. Kto jeszcze nie wierzy, że telewizja kłamie, po "UnREAL" przestanie opłacać abonament. Ja ten serial lubię nie tylko za bitwy w kisielu, swobodny seks i niewyciszone przekleństwa, ale przede wszystkim za to, że opowiada o silnych kobietach, które nie przepraszają za to, że wrednie manipulują (mężczyznami i innymi kobietami), ćpają i piją, a nawet opluwają, wykorzystują i zdradzają. Czego się nie robi dla telewizji? Raczej dla specyficznie pojętej samorealizacji. Rachel (Shiri Appleby), diablicę o anielskiej twarzy i Quinn (Constance Zimmer), która nawet nie udaje miłej, lubię za to, że kochają swoją pracę równie namiętnie jak swoich mężczyzn. Ale jak przychodzi co do czego, wybierają pracę. Girl power!

„Mr. Robot”

Premiera drugiego sezonu już 13 lipca

Serial dla geeków, który pokochali nawet ci z moich znajomych w przypadku których "doświadczenie w działce IT" oznacza wyszukiwanie w Google'u prognozy pogody. Haker Elliot (cudowny Rami Malek, którego plakat na pewno powiesiłabym nad łóżkiem, gdybym nie spała w nim z moim mężem), rozchwiany emocjonalnie, a najpewniej chory psychicznie, geniusz, walczy ze złem tego świata, ucieleśnionym przez Evil Corp, czyli korporację korporacji. Do pomocy ma tajemniczego Mr. Robota (dawno nie widziany Christian Slater) i szaloną Darlene (Carly Chaikin z "Podmiejskiego czyśćca"). Czy wygra dowiemy się dopiero w drugim sezonie. Ale nie o wygraną tu chodzi, a o ruszenie z posad bryły świata. Dla mnie "Mr. Robot" to pierwszy ważny serial epoki prekariatu, otwierający oczy na banalny, codzienny, niepodpadający wyzysk. I totalna psychodela.

„You're The Worst”

Premiera trzeciego sezonu już 31 sierpnia

Najbardziej lubimy piosenki, które już znamy, a najbardziej lubimy śmiać się z siebie. Może dlatego tak dobrze ogląda się serial o "najgorszych" Jimmym i Gretchen, parze, która obiecuje sobie, że się nie zakocha, a potem zakochuje i jest jeszcze gorzej. Językiem naprawdę grubej komedii "You're The Worst" opowiada o lęku przez zaangażowaniem, depresji, uzależnieniach - od alkoholu, narkotyków, a przede wszystkim ludzi. Kultowy serial dla twardzieli o mięciutkich sercach.

„Unbreakable Kimmy Schmidt”

Można oglądać całe dwa sezony

Kto zna "30 Rockefeller Center, wie, że Tina Fey ma najlepsze ucho do języka w całym Hollywood, niezwykłe umiejętności parodystyczne i allenowskie poczucie humoru. W "Kimmy Schmidt" gra psychoterapeutkę tytułowej bohaterki, ale przede wszystkim wymyśliła, wyprodukowała i napisała serial o dziewczynie, która przez kilkanaście lat żyła zamknięta w bunkrze pod ziemią przez szalonego guru sekty. Jak 30-latka o naiwności 15-latki odnajdzie się w Nowym Jorku? Najpewniej równie ciężko jak każdy w tym najwspanialszym i najgorszym mieście świata. Dla mnie "Kimmy" to mistrzostwo absurdalnego humoru, ogromna dawka ciepła i potwierdzenie tezy, że naiwność czasem popłaca.

„Veep”

Można już oglądać piąty sezon

Kocham Julię Louis-Dreyfus do tego stopnia, że mogłabym ją oglądać nawet w reklamie podpasek, dzienniku TVP 1 i w operetce. Na szczęście gra w serialu na miarę swoich możliwości. Jej Selina Meyer, pani wiceprezydent, która psim swędem, zostaje pierwszą kobietą na czele wolnego świata, jest nieznośna, niesympatyczna, momentami odrażająca, ale nigdy nie przestaje być śmieszna. Tak jak w przypadku "UnREAL" ciarki przechodzą mi po plecach, gdy oglądam kobietę, która wchodząc w rolę zarezerwowaną do tej pory dla mężczyzn, nie staje się facetem, ale bynajmniej nie jest bezbronną kobietką. "Veep" to dla mnie takie lepsze "House of Cards". Lepiej zagrane, zdecydowanie śmieszniejsze, a równie brutalnie obnażające to, jak przypadkowo działa wielka polityka.

„Catastrophe”

Można oglądać całe dwa sezony

Sharon i Rob nie mają ze sobą nic wspólnego. Ona jest Irlandką, on Amerykaninem. Ona jest ruda i neurotyczna, on wysoki i prostolinijny. Połączył ich one night stand, a w konsekwencji - dziecko. W tym brutalnie prawdziwym serialu kochający się ludzie rozmawiają ze sobą jak kochający się ludzie, a nie zakochane nastolatki. Sharon i Rob potrafią się zbluzgać, potrafią się ze sobą nudzić, potrafią się sobą zmęczyć do granic rozstania. Dla mnie "Catastrophe" to najbardziej precyzyjny zapis małżeńskiej codzienności, w jej brzydocie i pięknie. W przeciwieństwie do polskich seriali, w "Catastrophe" życie naprawdę jest, świetnie napisaną, nowelą.

„Zawód: Amerykanin”

Teraz można oglądać czwarty sezon

Najlepszy serial w amerykańskiej telewizji, bez dwóch zdań. Co nie znaczy, że ogląda się go łatwo. Do pierwszego sezonu podchodziłam chyba trzy razy. Potem poszło już gładko. Elizabeth (Keri Russell) i Phillip (Matthew Rhys) są zwyczajnym małżeństwem z amerykańskich przedmieść. Mają domek, dwójkę dzieci i własną firmę. Tyle że tak naprawdę są agentami KGB. "Zawód: Amerykanin" osadzony na początku lat 80., najtrudniejszych latach zimnej wojny, to studium psychologiczne, które pokazuje granice wytrzymałości - ile jeszcze razy można skłamać, ile razy zdradzić, ile razy zabić. Serial o rodzinie, który tak naprawdę jest o szpiegach, tak naprawdę naprawdę jest właśnie o rodzinie.

„Rectify”

Premiera czwartego sezonu jesienią

Tu akcja toczy się tak wolno, że w czasie trwania jednego odcinka można zaparzyć trzy herbaty, zamówić pizzę i wyjść na spacer psem. Ale lepiej tego nie robić. Bo tam gdzie serial spowalnia, aż wreszcie nieruchomieje, dzieją się prawdziwe emocje. Daniel (Aden Young), skazany na śmierć za rzekome morderstwo swojej dziewczyny, po 20 latach wychodzi z celi śmierci. Jak przyjmą go jego rodzina, jego miasteczko, jego epoka? Pod powierzchnią "Rectify" kryje się duchota amerykańskiego Południa, to, co najgorsze i najlepsze w człowieku, poszukiwanie odkupienia. Dla mnie "Rectify" to doznanie mistyczne na miarę wizyty w opuszczonym opactwie w sercu Toskanii. Bardzo bliskie absolutu.

Więcej o: