Czy tata, który zostaje z dzieckiem w domu, jest mniej atrakcyjnym partnerem dla kobiety?

Do listy cech, którymi powinien wyróżniać się idealny partner, kobiety coraz częściej dodają gotowość do tego, żeby zostać w domu z dzieckiem. Ale czy panowie dobrze na tym wychodzą?

Tata Ryan Gosling w filmie Tata Ryan Gosling w filmie "Drugie oblicze": ideał?/fot. mat. prasowe

W teorii tatuś, który zostaje z dzieckiem w domu, jest sexy. Taki duży, a z czułością przytula takie małe dziecko. Silny, a pochyla się nad słabszym. Z ambicją, którą do tej pory wyróżniał się na kierowniczym stanowisku, dokształca się teraz w tematyce karmienia, przewijania i zabawy.

Ale oczekiwania są sprzeczne. Tak jak mężczyźni chcą w kobietach widzieć dziewicę i grzesznicę, kobiety marzą o wrażliwcu, który w łóżku zamienia się w drapieżnika.

Ten wrażliwiec coraz częściej decyduje się na to, że gdy powiększy się rodzina, to on w większym stopniu niż matka poświęci się opiece nad dzieckiem. Zdarzają się formy mieszane, w ramach których partnerzy umawiają się na plan wychowawczy. Jeśli obydwoje są na frilansie, mogą dzielić się nowymi obowiązkami po równo - gdy on ma telekonferencję z centralą, ona przewija, a gdy jej zbliża się deadline, on wychodzi na spacer z wózkiem. W tym scenariuszu obydwoje muszą zapewne odpuścić kilka zleceń, żeby w wypełnionym po brzegi harmonogramie zadaniowego czasu pracy, wykroić czas na nowe wyzwanie.

Zdecydowanie trudniej jest, gdy nie da się złapać równowagi. Jedna strona - ona albo on - zarabia więcej, ma pewniejszą posadę albo pracuje na etacie, podczas gdy druga jest na samozatrudnieniu. Nie tylko z własnego doświadczenia wiem, że osoba, która „siedzi w domu”, czyli pracuje zdalnie, czuje się zobowiązana, żeby zadbać o gospodarstwo. Przecież spędza w nim większość dnia, dlaczego miałaby w przerwie stukania w klawiaturę nie wypolerować sreber, upiec ciasta czy pomalować ścian.

Te oczekiwania pogłębiają się wraz z pojawieniem się dziecka, bo przecież wtedy kobiety (to wciąż najczęściej one zostają w domu) „nie pracują”, więc równie dobrze mogą zająć się nie tylko wychowaniem, ale także prowadzeniem domu, remontem i płaceniem rachunków. Dlatego nic dziwnego, że w wielu przypadkach dziecko nie cementuje, a rozwala związek, bo ona jest sfrustrowana rolą Matki Polki, a jemu brakuje podniet.

Chroniąc się przed klaustrofobią, wynikającą z tego, że życie kurczy się do rozmiaru dziecięcego łóżeczka, M2 i osiedlowego podwórka, które obsiadają inne mamy, kobiety coraz częściej umawiają się z partnerami, że to oni zostaną w domu.

Takie pary, które są żywym dowodem na to, że nawet do Polski dotarło równouprawnienie, budzą podziw wśród znajomych. Ale kolegom młodego ojca zdarza się pytać, czy nie dostaje wystarczającą dawkę adrenaliny. Koleżanki pracującej matki roztkliwiają się nad jej czułym, kochającym i postępowym partnerem, podczas gdy ona przychylnym okiem patrzy na kumpla z pracy.

Zawsze byłam za tym, żeby ludzie realizowali swoje potrzeby, bez ograniczeń, niezależnie od płci, pochodzenia i wieku. I jak najmocniej popieram pary, w których to on zostaje z dzieckiem w domu. Zastanawiam się tylko, czy my, dziewczyny, nie musimy wznieść się na wyższy poziom oświecenia, żeby wyciszyć w sobie ten głosik, który szepcze, że mężczyzna musi być łowcą, a kobieta opiekunką domowego ogniska.

Tata, rezygnujący z polowania na rzecz pielęgnowania, staje się mniej atrakcyjny? Spada mu poziom testosteronu? Traci status samca alfa?

Popatrzmy na to może w taki sposób: nie lada siły, od kobiet i od mężczyzn, wymaga to, żeby a) zdecydować się na dziecko, b) pogodzić jego wychowanie z pracą, c) zachować równowagę ze sobą i w związku. Jeśli seksowna wydaje nam się pewność siebie, jakże pociągający jest mężczyzna, który walczy ze stereotypami. Jeśli pociąga nas autorytet, nie ma chyba lepszego na to przykładu niż mężczyzna, który pomaga dziecku poznawać świat. Jeśli kręci nas sukces, można z dużą dozą pewności orzec, że wychowanie dziecka na porządnego człowieka jest warte więcej niż dotarcie na szczyt korporacyjnej drabiny.

A jeśli w grę wchodzi piwny brzuszek, T-shirt przybrudzony w najlepszym razie tartą marchewką, i żal, że facet stracił szansę, żeby zrobić w swoim życiu coś wielkiego, to znak, że trzeba popracować nad równowagą.

Więcej o: