Córka dorasta? Masz 7 powodów do radości!

To, że czas płynie - najlepiej widać po dzieciach. Być może właśnie dlatego symboliczny "pierwszy siwy włos" nie jest takim szokiem jak odkrycie, że mała córeczka zmieniła się w młodą kobietę.

Cudownie być przyjaciółką swojej córki.ot. pexels.com

Miałam z moją córką ostatnio dramatyczną rozmowę, dotyczącą ciuchów. Otóż parę ładnych lat temu moja serdeczna koleżanka Kasia, która jest jednocześnie krawcową wybitną (jakby co, dam namiar), uszyła dziecku spódnicę jak z baśni: sześć warstw delikatnego błękitnego tiulu na podszewce. A zrobiła to tak sprytnie, że ciuch mógł rosnąć razem z dziewczyną. No i rósł. Niestety, jak się okazało podczas wspomnianej dramatycznej rozmowy, ubranie może i w dalszym ciągu pasowało, natomiast jego właścicielka wyrosła z niego mentalnie. Kreacja trafiła na stos pod tytułem: „tego nigdy więcej nie włożę”.

Być może dla postronnych to błahostka, ja dzięki temu wydarzeniu dobitnie zrozumiałam, że moje dziecko jest zdecydowanie na dalszym etapie, niż ja sama. Wciąż byłabym skłonna widzieć w niej dziewczynkę, która lubi bajkowe stroje, podczas gdy to jest już prawie młoda kobieta o bardzo wyrazistych upodobaniach. Swoich własnych, nie moich. „Może jednak?” - spytałam po raz ostatni z nadzieją. „Rozumiem twój ból - odparła córka - ale nie.”

Pewne szarpnięcie serca, rzeczywiście, występuje, jednak jako osoba, która za wszelką cenę stara się panować nad impulsami (z różnym skutkiem), wytoczyłam przeciwko trudnym emocjom, jakie zawsze towarzyszą pożegnaniom, armatę pełną racjonalnych pocisków. Na mnie mniej więcej działają, może zadziałają i na was.

1. Żegnamy jedno, witamy inne

To oczywiste, że TWOJE ulubione książki, gry, bluzki z Muminkami muszą odejść. Starzy bogowie ustępują nowym - jakimś tam. Może będzie to smartfon albo zestaw do makijażu, a najpewniej jedno i drugie. Już nie będziecie razem płakać na filmie pod tytułem „Tygrysek i przyjaciele” (wyłam jak bóbr), natomiast istnieje szansa, że pójdziecie razem na coś innego. Moja córka oświadczyła mi w tym roku: „Koleżanki chciały iść ze mną na drugą część "Listów do M", ale powiedziałam, że idę z matką.” Też była radość.

2. Posiadanie wspólnych kosmetyków jest fajne

Byłam niedawno świadkiem awantury między matką, a dorastającą córką, która odważyła się zabrać rodzicielce cienie do oczu. Cóż, każdy ma własny styl wychowawczy, czy jednak takie bronienie dostępu do szafy lub kosmetyczki nie jest próbą utrzymania symbolicznego podziału rzeczy na dorosłe i dziecięce? Nie wiem, głośno myślę.

Ja w każdym razie od pewnego czasu uwspólniłam kosmetyczkę. Chętnie zrobiłabym to samo z szafą, gdyby nie fakt, że różnią nas niestety gabaryty. Ale i tak pewna tekstylna wspólnota występuje - na przykład w obrębie tiszertów (moje skinny to dla córki oversize, ale co tam). No i można liczyć na głos ekspercki, na który mało kto się zdobędzie, np. „Wiem mamo, że kochasz falbany i koronki, ale ta spódnica cię nie wyszczupla”. Dziecko ci tego nie powie, doroślejąca córka - a i owszem.

3. Swoją ulubioną lalkę możesz zatrzymać

Jeśli twoja córka chce się jej pozbyć, nie musisz wcale jej słuchać, pewne atrybuty minionego czasu możesz sobie schować. Posiadanie jednej, no, najwyżej trzech lalek nie jest jeszcze strasznym obciachem. Zawsze możesz powiedzieć, że trzymasz dla wnuków.

Mama mojej koleżanki z podstawówki (która to koleżanka jest dziś gwiazdą polskiej muzyki) miała swoje własne lalki Barbie i szyła im ubranka. Wtedy, kiedy sama byłam dziewczynką, wydawało mi się to cudowne: nie trzeba będzie się żegnać - myślałam - nie trzeba będzie z niczego rezygnować! Cóż, akurat miłość do tych lalek wygasła we mnie sama, nie pozostawiając nawet cienia nostalgii, natomiast mam wyraźną słabość do ładnych szmacianek. Tych nie oddam.

4. Nie musisz bać się wolności

Moja dobra koleżanka mówi o swojej córce: lepsza wersja mnie. To samo myślę o mojej. Im jest doroślejsza, tym piękniej widać, jak jest rozsądna, ogarnięta, odpowiedzialna, jakie fajne ma poczucie humoru - wychodzi to najwyraźniej właśnie wtedy, kiedy się jej da wolność. Gdy może (w bezpiecznych ale coraz szerszych granicach) sama o wielu rzeczach decydować, chodzić sama w różne miejsca, poznawać ludzi, wybierać, co chce robić, czego słuchać, co oglądać. I wtedy okazuje się, że wybiera fajnie.

Towarzyszenie naszym dzieciom, przyglądanie się jak stawiają pierwsze kroki to cudowne chwile w życiu rodzica. Ale chyba jeszcze cudowniej jest zwolnić uścisk i widzieć, jak ten ledwo opierzony ptaszek zaczyna pięknie lecieć!

5. Tęsknisz za dzidziusiem, to go sobie urodź

Nie da się powstrzymać dziecka przed dojrzewaniem - nie wolno. Nie krzywdź dziecka, zmuszając je, by tkwiło w roli niewinnego maluszka. Możesz natomiast zacząć czekać na wnuki. Albo adoptować małe dziecko - mam koleżankę, która doszła do wniosku, że nie zrealizowała całego potencjału macierzyńskiego, jakim dysponowała, przekonała męża i w rodzinie, gdzie jest troje prawie dorosłych dzieci, pojawił się mały chłopczyk z domu dziecka. No i to jest super!

6. Dzieci są dla świata, nie dla nas

Kiedy byłam młodsza, różne rodzinne kobiety potępiającym głosem mówiły o córkach (dziwna rzecz, głównie o córkach!), które wyjechały za granicę w poszukiwaniu szczęścia, podczas gdy starzy rodzice zostali w domu. „Nigdy nie zostawiłabym mojej matki!” - deklarowała moja własna i ja, siłą rzeczy, ani przez moment nie myślałam o tym, że mogłabym „iść w świat”. Dziś widzę to inaczej. Miłość najpiękniej kwitnie tam, gdzie jest wolność.

7. Wszystko płynie

Jedyna pewna i stała rzecz w życiu to, że nic nie jest pewne ani stałe. Nie ma żadnego „na zawsze”. I pewnie dlatego warto wykształcać w sobie umiejętność cieszenia się tym co tu i teraz. Bo z każdego tu i teraz da się wykrzesać powód do radości. Także i z tego, że nasze dzieci szykują się do wylotu z gniazda. Ależ my się wtedy zabawimy!

Dałyśmy naszym piłkarzom fryzury słynnych Orłów Górskiego. Jak wyglądają? FANTASTYCZNIE!

Więcej o: