7 rzeczy, na które masz czas, gdy nie oglądasz Euro

Gdy miasto się wyludnia, a pękają w szwach te omijane zazwyczaj szerokim łukiem lokale z wielkim telewizorem na ścianie, warto wykorzystać czas na czynności, na które nie ma czasu, wtedy gdy ukochany kibic nie jest zajęty machaniem biało-czerwoną flagą.

Podczas Euro ciesz się życiem zamiast płakać nad przegraną naszych/fot. Agencja GazetaPodczas Euro ciesz się życiem zamiast płakać nad przegraną naszych/fot. Agencja Gazeta

Pójść do restauracji, w której zazwyczaj trudno dostać stolik

Euro jest nawet lepsze niż Restaurant Week. To cały miesiąc dla nienasyconych łasuchów. Także tych, którzy nie przyznając się do tego, zajadają smutki po pechowym dla Polaków meczu (czyli prawie każdym, bo sędzia kalosz, bo Niemcy grają „brzydko”, bo koszmarna kontuzja). Bo teraz jest gwarancja, że jeśli ten przybytek nie dysponuje kilkudziesięciocentymetrową plazmą, wzgardzą nim prawdziwi patrioci, którzy, gdy Polakom powinie się nóżka, przerzucą się ochoczo na wznoszenie toastów za Anglików, Hiszpanów i Włochów (nigdy Niemców i Rosjan!).

Spocić się na treningu zamiast patrzeć na zlanych potem piłkarzy

A po godzince na bieżni - sauna i spa, a w nagrodę stek. Dyskusja na temat tego, dlaczego ludzie wolą patrzeć, jak inni się męczą niż pomęczyć się sami (a w efekcie schudnąć, zmężnieć, wyzdrowieć), nie kończy się kompromisem zapewne jeszcze od czasów igrzysk olimpijskich w starożytnej Grecji, a już na pewno od telewizyjnych transmisji bicia sportowych rekordów. Może warto zainspirować się przystojnym Borucem i chwilę pobiegać, zrobić kilka pompek i powyginać się na jodze? Od oglądania jak ktoś biega, raczej się tyje niż chudnie. Zwłaszcza że każdy „gooool!” wrogiej drużyny trzeba ukoić łykiem piwa, a każdy sukces biało-czerwonych uczcić kolejką polskiej wódki.

Dałyśmy naszym piłkarzom fryzury słynnych Orłów Górskiego. Jak wyglądają? FANTASTYCZNIE!

Spotkać się z przyjaciółmi, którzy też nie oglądają meczów

W pewnych kręgach futbolowa abnegacja jest w dobrym tonie. Warto więc przejrzeć listę kontaktów w telefonie pod kątem tego, kto nie odróżnia jedenastki od rzutu wolnego. Z racji, że w magicznym miesiącu, gdy bohaterem narodowym staje się 28-letni chłopak, reklamujący telefony komórkowe, garnitury i golarki, nikt nie kupuje wejściówek do teatru, można się promocyjnie ukulturalnić. I w odpowiednio dobranym gronie sarkastycznie komentować poziom zaangażowania na przemian śmiejących się i płaczących jak dzieci pięćdziesięciolatków z brzuchem opiętym na koszulce z numerem „9”.

Odpocząć od męża/kumpli/współpracowników

A może nawet wdać się w wakacyjny romans z romantykiem, który od Krychowiaka woli Grochowiaka? Chociaż coraz więcej dziewczyn interesuje się piłką, nie tylko ze względu na większą szansę pozyskania męskich względów, grono kibiców, którzy krzyczą do telewizora, stanowią w przeważającej mierze mężczyźni. Warto więc poświęcić miesiąc, mijający pod znakiem Euro, na pielęgnowanie dziewczyńskich więzi. Chłopaki nigdzie nie uciekną. A po tym, jak Polacy odpadną, będą potrzebowali się wypłakać na czułym ramieniu.

Pójść na długi spacer z psem

Większość czworonogów nie może się nadziwić, że oglądanie na ekranie, jak ktoś na dwóch nogach biega po trawie, może być ciekawsze niż ruszenie się na samodzielną eksplorację kniei, lasów i pól. Może warto wziąć przykład ze stworzeń, które w interwałach między snem a smakołykami, uspokajają się na spacerach. Bo z wolną głową, z większą precyzją niż pingwin Flocke przewiduje się wyniki rozgrywek.

Zrobić zakupy na wyprzedażach

Podczas gdy wydatki na chipsy, piwo i zakłady sportowe rosną wprost proporcjonalnie do liczby wygranych przez Polskę meczy, oszczędzić można na półprzezroczystych sukienkach, ażurowych bikini i seksownych szpilkach, które, założone na ulepszone zabiegami w spa ciało, pomogą pocieszyć strudzonego kibica po traumie nieuchronnej porażki. Niezły interes, prawda? Nawet jeśli z szacunku dla fana futbolu nie chcesz wykorzystywać piłkarskiego pretekstu, żeby zrobić debet na karcie, zastosuj wobec siebie taryfę ulgową. Gdy wreszcie padnie ostatnia bramka w Euro, ty i twój komentator-amator będziecie potrzebowali wakacji. A na molo w Sopocie, na Francuskiej Riwierze czy na Mauritiusie nie można pokazać się bez kapelusza słomkowego z szerokim rondem (przecenionego z 99 zł na 49 zł), okularów przeciwsłonecznych o kocim kształcie (teraz 70 proc. taniej) i espadryli w marynarskie paski (popularne marki konkurują teraz o to, kto sprzeda je taniej).

Uciec tak daleko od piłki, jak się tylko da

Bo przecież muszą być jakieś kraje na świecie, a nawet w Europie, które nie żyją tym, ile goli strzeli Lewandowski, ile karnych obroni Szczęsny i czy Kapustka jest młoda(y). Może Stany Zjednoczone? Tam wciąż mecz futbolu jest krwawą jatką między olbrzymimi osiłkami, a nie treningiem biegowym, konkursem na najbardziej ekscentryczną fryzurę i pretekstem do pokazania pięknej żony na trybunach. Można też polecieć na przekładamy od lat weekendowy wypad z przyjaciółkami, spędzić tydzień na rajskiej wyspie, gdzie prędzej zobaczyć można przepływającą przy plaży płaszczkę niż wpadającą do bramki piłkę albo, sprawdziwszy tabelę wyników, zabukować lot last minute do kraju, który już szczęśliwie odpadł z mistrzostw.

Więcej o: