Ciuchy, których twój chłopak nienawidzi

Najczęściej powtarzającym się zarzutem wobec tych nielubianych damskich ubrań jest to, że są mało seksowne. Cholera, czy wszystkie ubrania MUSZĄ być seksowne? Jestem tym już zmęczona...

Wyobraźcie sobie tę sytuację: centrum handlowe, zbliżające się imieniny Marii oraz dobroduszny brat, który chce podarować siostrze jakiś ciuch. Niestety, gest uroczy tylko pozornie: po dwóch godzinach oglądania i mierzenia nie kupiliśmy nic, bo samcze malkontenctwo wobec moich wyborów stłamsiło pragnienie sukienki.

Albo inna scenka, podpatrzona: w jednej z sieciówek dziewczyna stoi przed lustrem w dwóch różnych butach. Jeden z nich to szpilka, kształtem oddająca wiernie swoją nazwę, drugi - stabilniejszy sandał na koturnie. I znów, zza jej pleców wyłania się marudna instytucja chłopaka-doradcy, zaklinająca się, że koturny są be, że, jeśli dziewczyna chce, by stopa wyglądała jak kopytko, to proszę bardzo, ale on jest za szpilą. Nie kupili nic, co zdołałam usłyszeć zza działu „akcesoria”.

Oczywiście, role często się odwracają: znam małżeństwo, w którym kobieta tak długo sarkała na zawartość szafy męża, że ten dla świętego spokoju zaczął ubierać się pod jej dyktando. Nieraz byłam też świadkiem wypominania facetom, że ubierają się za mało elegancko, niechlujnie, bez polotu. I choć mierzi mnie krytykowanie wyglądu innych niezależnie od płci (o czym pisała już dobitnie Olaszka), to dziś skupię się na paniach. Przygotowując się do napisania tego tekstu odkryłam bowiem gorzką prawdę: najczęściej powtarzającym się zarzutem wobec damskich ubrań jest to, że są mało seksowne.

Oto pięć znienawidzonych przez mężczyzn części damskiej garderoby:

EMU Australia: kolekcja wiosna-lato 2013fot. Emu Australia

1. Buty emu

Podobno według panów nie wyglądamy w nich jak słodkie misiaczki, a raczej ktoś, kto był na tyle nieprzytomny, by wyjść w kapciach do pracy. Lub, cytując mojego znajomego - „ktoś, kto się nie stara”. Owszem - w butach na płaskim obcasie nie staram się zachować równowagi na gołoledzi, a w kozakach na szpilce staram się bardzo.

Haremkowa ślicznotka z początku XX wiekufot. Wikipedia

2. Spodnie haremki

Zwane pieszczotliwie „dresami z miejscem na pieluchę”. Noszone przez kobiety na terenach Persji już dwa tysiące lat temu, na Zachód trafiły w połowie XIX wieku za sprawą Amelii Bloomer - aktywistki na rzecz praw kobiet, stając się politycznym uniformem. Dzięki haremkom kobiety po raz pierwszy wychodziły na ulicę w spodniach, symbolicznie sprzeciwiając się ograniczeniom narzucanym ich płci.

fot. pinterest.comfot. pinterest.com

3. Wysoki stan, czyli tzw. spodnie mamuśki

Nie będę się rozwodzić nad tym, że noga w spodniach z wysokim stanem wydaje się dłuższa; musiałabym polemizować z argumentem, że w tym powracającym trendzie pupa wygląda (i znowu to koszmarne słowo!) mało seksownie. Jednak odbiegając od estetycznych dywagacji, mam nadzieję, że biodrówki szybko nie wrócą: być może zimą w spodniach mamuśkach ktoś uniknie przemarzniętych nerek i zapalenia pęcherza.

fot. Pinterestfot. Pinterest

4. Rzeczy, które nosiłyśmy też w dzieciństwie, np. ogrodniczki albo kombinezony

Argument „dziesięciolatki wyglądają w tym lepiej” do mnie nie przemawia.

źródło: blog.aspent.plźródło: blog.aspent.pl

5. Sukienki-wory

Na początku wspomniałam o trudnościach zakupów z moim bratem - w jego przypadku sukienka o kształcie wora jest jednym z głównych punktów zapalnych. A przecież trend nie podkreślania kobiecych kształtów nie jest niczym nowym: chłopczyce były modne już w latach 20. XX wieku, a luźne, długie suknie maxi nie odejmowały urody hipiskom.

Wnioski z tego tematu, zaprawionego nutką seksistowskiej goryczy? Oczywiście banalne: noś to, na co masz ochotę, nie oglądając się na zrzędzenie innych. Ale po własnych doświadczeniach dodam: nie zabieraj malkontentów na zakupy. Niezależnie od płci.

Więcej o: