Rzeczy nie są już tak dobre jak kiedyś. Czemu tak szybko się psują?

Telefon przestał działać miesiąc po upływie gwarancji. Bardziej opłaca się kupić nową pralkę niż naprawiać drogą część, która właśnie się popsuła w starej. Bluzka po dwóch praniach wygląda jak ścierka. Znacie to? No właśnie, szkoda, że tak dobrze.

modaFashion victim? /fot. Pexels CCo

Producenci wszelkich dóbr robią nas bez przerwy w bambuko. Obiecują superprodukt, mamią ładnym obrazkiem, a po chwili użycia okazuje się, że wydaliśmy dukaty na zwykły bubel. W sieci możemy znaleźć mnóstwo zabawnych obrazków z serii oczekiwania, a rzeczywistość. Popyt jednak nakręca podaż. Stara sprawdzona zasada. A nic nie nakręca popytu lepiej niż reklama odwołująca się do ludzkiej zachłanności i potrzeby bycia lepszym.

Też się na to łapię, łykam jak młody pelikan te obrazki pięknych sukienek. Mam ich łącznie 15 (według inwentaryzacji stanu szafy z dnia 22.06.2016 r.). Czy faktycznie potrzebuję kolejnej? Głos rozsądku podpowiada, że nie. Te, które mam są w większości na tyle uniwersalne i klasyczne, że spokojnie mogę nosić je jeszcze przez kilka lat, o ile nie zmienię drastycznie rozmiaru.

Kiedy producent iPhone'a wypuszcza nowy model, przed sklepami ustawiają się gigantyczne kolejki. Czy ze starym było coś nie tak? Psuł się, może nie dało się wymienić baterii? Uzależniliśmy się od pędu za nowymi modelami. Nowe jest utożsamiane z lepszym. Sprytnie wykorzystują to producenci sprzętu elektronicznego wszelkiej maści. Sprzętu, który w większości przypadków zaczyna się psuć tuż po upływie okresu gwarancji. Lodówka u mojej mamy wytrzymała 30 lat, obecnie nową lodówkę trzeba kupić po około 10 latach. Równolegle do prac nad udoskonalaniem kolejnych modeli telewizorów, smartfonów, czy samochodów, producenci pracują nad dyskretnym postarzaniem swoich wyrobów. Dana rzecz nie może służyć dłużej, niż mogło by się to opłacać jest wytwórcy.

Można też spojrzeć na to z innej strony: zbyt trwałe i solidne produkty doprowadziłyby gospodarkę do ruiny. Konsumpcyjny pęd nakręca biznes. Pod przykrywką złudzenia luksusu, wynikającego z posiadania rzeczy nowych, dostajemy produkty obciążone „wadami genetycznymi”. Noszą w sobie gen zepsucia, który indukuje upływ terminu gwarancji. Jednocześnie nadmierna produkcja powoduje powstawanie ton elektrośmieci.

Proces postarzania produktów demaskuje świetny hiszpański dokument „Spisek żarówkowy nieznana historia zaplanowanej nieprzydatności”. W jednej z pierwszych scen widzimy żarówkę, która pali się nieprzerwanie od ponad 100 lat w budynku straży pożarnej w Livermore. Cud? Nie, to żarówka, która została wyprodukowana, zanim zaczęto celowo postarzać produkty. W latach 20. ubiegłego wieku, producenci żarówek trzech koncernów: Philips, Osram i General Electric zawarli tajny pakt, w którym zobowiązali się do tego, że ich żarówki nie będą świecić dłużej niż 1000 godzin. Spisek wykryto kilkadziesiąt lat później, ale firmy nie poniosły żadnych konsekwencji i powodu swojego procederu. Postarzanie produktów jest trudne do udowodnienia, ale wszyscy jako konsumenci jesteśmy wątpliwymi "beneficjentami" tych praktyk.

fot. Pexels.comTeraz już nic nie starzeje się z godnością fot. Pexels.com

Postarzanie produktów to intratna, lecz zarazem ryzykowna ścieżka. Zamierzona kiepska jakość powoduje, że konsumenci rezygnują z danej firmy. Z tego prostego powodu już nigdy nie kupię nic w Pull&Bear. Skusiłam się tam na niedrogie spodnie w pięknym musztardowym kolorze. Cóż z tego, że na tyłku leżały idealnie, skoro po dwóch praniach odpruła się kieszeń i poszły szwy na udzie. Po trzecim praniu zrobiła się dziura. Dodam, że pralka nie ma w bębnie sztyletu z valyriańskiej stali i pozostałe ubrania nigdy nie doznały takiego uszczerbku na zdrowiu po standardowym wirowaniu. Podobny los, a raczej szlag trafił koszulkę z tej firmy, co ugruntowało mnie w postanowieniu o dożywotnim fochu.

Z kolei dobra jakość i trwałość produktu pozwala na zawarcie związku na długie lata (prawie jak w małżeństwie). Miałam tak z butami Ecco. Przetrwały 10 lat i wiele górskich wypraw, pięć razy były na Orlej Perci, przeszły Tatry wzdłuż i wszerz, dzielnie radziły sobie na bieszczadzkich połoninach. W końcu podeszwa w prawym bucie rozkleiła mi się w okolicach Kasprowego Wierchu, ale mimo tego bezpiecznie wróciłam w nich do Zakopanego. W tym roku kupiłam kolejną parę i wiem, że to dobra inwestycja (wyjaśnię, że firma Ecco, nic mi zapłaciła za napisanie tego akapitu, nie musiała).

butyDzielnie mi służyły przez 10 lat /fot. Magda Acer

Kto ponosi największy koszt bylejakości? Najbiedniejsi i bezbronni. Elektrośmieci wywożone są do ubogich krajów. Ich mieszkańcy rozbierają sprzęt na części próbując odzyskać surowce wtórne, które da się sprzedać. Cierpi środowisko naturalne. „Przyszłe pokolenia nigdy nam nie wybaczą, kiedy dowiedzą się o tym jak zanieczyściliśmy środowisko” - mówi jeden z bohaterów filmu o spisku żarówkowym. Dlatego, warto zastanowić się czy faktycznie potrzebujesz kolejnej, nowej rzeczy. Może już taką masz?

Magda Acer

Więcej o: