Strach przed lataniem samolotem? Jak to, do cholery, pokonać?

Lubię myśleć, że cechuje mnie opanowanie i zdrowy rozsądek. Jest jednak miejsce, w którym natychmiast tracę wspomniane przymioty. W samolocie zamieniam się w kogoś kimś rządzi paranoja. Czy tylko ja cierpię na tę parszywą przypadłość?

Rys. Magda DanajStrach, który odbiera rozum (rys. Magda Danaj)

Znam ludzi, dla których lot samolotem jest równie ekscytujący co jazda autobusem miejskim. Czas na pokładzie przeznaczają na lekturę, rozmowy ze współtowarzyszami, ewentualnie sen. Podniebna podróż jest dla nich czasem relaksu i odpoczynku. Zazdroszczę.

Dla mnie lot to czas kiedy dokonuję rachunku sumienia. Ostatecznego. Ewentualnie solennie obiecuję sobie (oraz wszystkim świętym polskim i zagranicznym), że będę lepszym człowiekiem, jeśli tylko dane mi będzie przeżyć ten rejs. Każde lądowanie kwituję zaś pełnym zdziwienia: o proszę, przeżyliśmy, choć nic na to nie wskazywało.

Leci ona i jej okruchy (szczęścia)Moje motto

Nie, nie zawsze tak było. Pierwszy lot (za wielką wodę) zniosłam godnie, a nawet radośnie. I choć na wszelki wypadek grzecznie przesiedziałam te 10 godzin, bo bałam się, że mój spacer może przechylić samolot, to nic nie wskazywało na to, że po latach dołączę go grona paranoików. Tych, dla których wejście na pokład samolotu jest jak przekroczenie bram piekieł.

Okazało się jednak, że każdy kolejny lot nieuchronnie zbliżał mnie do aktualnego stanu. Irracjonalnego lęku zamieniającego mnie w niemyślącą kupkę strachu, która traci zdolność do racjonalnej oceny sytuacji. Zamiast koncentrować się na statystykach przekonujących, że samolot jest jednym z najbardziej bezpiecznych środków komunikacji, ja wypatruję oznak, że lot będzie co najmniej dramatyczny. Co wzbudza moją (chorą) podejrzliwość i urojenia?

Liczna grupa pielgrzymów wśród podróżnych. Z góry przepraszam tych, którzy poczują się obruszeni, ale mam przypuszczenia graniczące z pewnością, że pielgrzymują głównie ci, którzy mają całkiem sporo za uszami i jedyne czego pragną to odwlec spotkanie z Ponurym Żniwiarzem. Wiem, wiem, że niby złego licho nie bierze, ale już kiedyś wracałam z Paryża z rozmodlonymi pielgrzymami. Takich turbulencji i kłopotów z lądowaniem nie przeżyłam nigdy wcześniej.

Nieterminowy start samolotu. To jest dopiero woda na mój młyn. W głowie roi się od scenariuszy, z których każdy następny jest jeszcze bardziej czarny od poprzedniego. Kłopoty techniczne, pijany pilot albo fatalne prognozy pogody. Nic dobrego. Ostatnia sugestia od Boga, aby się wycofać, aby uratować nasze miałkie egzystencje. Doprawdy, nie wiem dlaczego, gdy mówię o tym współpasażerom, ich brwi wędrują w górę.

Dziwne miny u stewardes podczas lotu. Oglądałam filmy, więc wiem, że pasażerowie o wszystkim dowiadują się ostatni. Przyspieszony krok? Szeptanie sobie na ucho? To dla mnie znak, że coś dzieje się nie tak, jak powinno. Ciśnienie rośnie, kłykcie niemal przecinają skórę zaciśniętych dłoni. To moment, w którym zawsze zamawiam alkohol. (oczywiście, przy okazji pytam, czy aby na pewno wszystko jest w porządku)

Niepokojące dźwięki w trakcie lotu. Nagle zrobiło się cicho? Jeden z silników zaczął pracować głośniej? Coś zachrobotało - pewnie podwozie zaczyna się odrywać - podpowiadają głosy w mojej głowie. Zamawiam kolejny kieliszek.

Jeśli przyszło ci teraz do głowy, że brzmi to co najmniej idiotycznie - cóż, masz rację. Też tak uważam. Tyle że rozum w tej konkretnej sytuacji nie jest w stanie zapanować nad emocjami. I choć dzięki tej fatalnej przypadłości bywam doskonałym obiektem żartów podróżujących ze mną znajomych, to mnie samej odbiera to sporą część radości z podróżowania. Nie jest też tak, że nie szukałam rozwiązań, rozpaczliwie łkając w kącie.

Wypróbowałam wszystkie (chyba) znane metody. Uspokajające tabletki, brak snu przed lotem, wizualizacje, rozmowy z tymi, których zdaniem latanie jest super. Nic z tego nie działa. Był nawet etap ostrej walki ze strachem, czyli loty szybowcem, balonem i czymś jakby kukuruźnikiem. I nic. Konsekwentnie, nogi miękną, mózg przestaje działać.

Umiłowani Foszanie, czy ktoś z was odkrył sposób lepszy niż alkohol? Będę niewymownie wdzięczna na wieki.

Więcej o: