Gimnazja - dlaczego należy je zamknąć i nigdy nie wracać do tego pomysłu

Trwa walka przeciwników i zwolenników zamykania gimnazjów. Każda ze stron przerzuca się tysiącami argumentów. Postanowiłam posłuchać, co mówią dzieciaki. Co usłyszałam? "Gimnazjum to zło", "Chcemy zostać w naszej szkole", "Boimy się, że nas tam zabiją i zjedzą".

Ponowna reforma staje się faktem. Znikną gimnazja, wrócą ośmioklasowe podstawówki. Oczywiście, jak wszystkie reformy tego rządu, ta też wywołuje wiele sprzecznych opinii. Jednak akurat ta decyzja to moim zdaniem naprawdę DOBRA ZMIANA.

Zwolennicy utrzymania tego, co jest, mówią: po co bez przerwy mieszać dzieciom i rodzicom w głowie, będą zwolnienia, pieniądze wyrzucone w błoto. Z drugiej strony zwolennicy zmiany odpowiadają, że będzie lepiej, gimnazja się nie sprawdziły, spowodowały wzrost patologii etc.

Absolutnie nie jestem za mieszaniem dzieciom w głowie i wydawaniem beztrosko milionów złotówek, ale mam dwóch bratanków w wieku przedgimnazjalnym - dużo rozmawiamy - boją się bardzo. Postanowiłam przyjrzeć się sprawie z ich punktu widzenia i oświadczam, gimnazja to zło!

22.04.2015 Lublin . Gimnazjum nr 10 Egzamin gimnazjalny Fot. Tomasz Rytych / Agencja Gazeta  SLOWA KLUCZOWE: egzamin gimnazjalnyTOMASZ RYTYCH

Wyrywanie dzieci 12-13-letnich na początku burzy hormonalnej i dorastania z ich dotychczasowego środowiska społecznego jest barbarzyństwem. Przykłady bestialstwa, nietolerancji, molestowania seksualnego, znęcania się, przemocy w internecie nie mogłyby się dziać na taką skalę w zżytej od lat grupie. Wśród dzieci, które się znają, nauczycieli, rodziców, personelu szkoły, który je obserwuje od lat i wie, że Jasio jest świetny z polskiego, ale nienawidzi matematyki, a znów Zosia pięknie maluje, mimo że zapamiętanie każdej daty przychodzi jej z wielkim trudem. Jednym trzeba pomóc bardziej, bo mają trudniej w domu, innym można pozwolić na więcej, bo sami się świetnie ogarną.

Dzieci od 1 do 4 klasy dowiadują się, jak nawiązywać więzi społeczne, normy - poznają dobrze kolegów, koleżanki - uczą się ich lubić, tolerować ich wady czy inność, mają pierwszych przyjaciół, nieprzyjaciół - walczą o siebie. Dlaczego w momencie, kiedy zaczynają się czuć dobrze i w miarę pewnie, nagle funduje się im egzaminy i desant do obcej społeczności - dlaczego ktoś, kto już udowodnił, co umie i kim jest, nagle ma to robić po raz kolejny. I to w chwili, kiedy każda porażka jest klęską, każde niepowodzenie waży na długo.

Szkoła podstawowa uczy, że jak jesteś w ósmej klasie to jesteś najstarszy, to umiesz, wiesz, znasz, ale też odpowiadasz za innych, widzisz że są młodsi. Liceum w młodszych klasach uczy tego, że są inni - starsi, którzy wiedzą, umieją i znają więcej. Gimnazjum to wszystko zrównuje - nie ma młodszych, którymi można się opiekować, nie ma starszych - poważniejszych, którzy myślą już o studiach i zawodzie. Pamiętam, że w liceum ci starsi byli dla mnie drogowskazem - widziałam, jak się szykują do matury, jak poważnieją, jak inaczej rozmawiają.

Nasz system edukacyjny tak chce widzieć dzieci - od zerówki do matury.pixabay.com

"Gimnazjum to zoo - nigdy więcej żadnych zajęć dla gimnazjalistów”. Tak mówią moi koledzy, którzy prowadzili w gimnazjach warsztaty artystyczne. Musi tak być, to trudny wiek, dzieciaki zmieniają się w każdym wymiarze - fizycznym, psychicznym - ale bez ciągłości, bez pomocy nauczycieli, którzy je znają.

Nie bez znaczenia niech pozostanie fakt, że dzieci naprawdę boją się gimnazjów. Widzą w mediach, co się dzieje: dzieci są pozostawione samym sobie na łasce rówieśników, dealerów. Mój bratanek powiedział mi, że on chce chodzić do ósmej klasy - dopiero co polubił Alana, nauczył się rozmawiać z Oliwką - "a w gimnazjum będą dzikusy, co go zabiją i zjedzą” - wszyscy tam piją, ćpają i biorą dopalacze.

"Gimbaza" stała się symbolem głupoty, złego smaku, braku gustu i trądziku. Oczywiście, tak musi być - tak jest i było i tak będzie - każdy z nas przez to przechodził. Tylko w gimnazjach to towarzystwo jest zamknięte we własnym sosie - nie ma młodszych, nie ma starszych. Jesteśmy my: z pretensjami do dorosłości, do stanowienia o sobie. Z dostępem do znacznie bardziej kretyńskich wytworów kultury niż Modern Talking i Mili Vanilli razem wzięci.

Pozostaje jeszcze kwestia nauczycieli - tego, kto jest zbyt dobry, żeby uczyć w gimnazjum, kto pracę w tam traktuje jak dopust boży, przeczekanie do emerytury i tak dalej. Kolejna rzecz: podstawa programowa, również dyskusyjna.

Otwarcie trzeba sobie powiedzieć: gimnazja się nie sprawdziły. Ani pod kątem edukacyjnym, a już na pewno nie psychologicznym czy społecznym. Nowoczesne szkoły wprowadzają podział kompetencyjny, a nie wiekowy, łączą zainteresowaniami, uczą odpowiedzialności za młodszych, chwalą ciągłość i więzi społeczne. Gimnazja są tego wszystkiego zaprzeczeniem. Czas się z nimi pożegnać.

Więcej o: