Czy starszy zawsze oznacza mądrzejszy? Brexit temu przeczy

Kto poparł Brexit? Niemal 60 proc. uprawnionych do głosowania głosujących za wyjściem z UE, to byli ludzie powyżej 65. roku życia. Magazyn "Time" postawił sprawę jasno: "Starzy zdecydowali za młodych". Wybrali przyszłość, w której nie będzie dane im żyć.

Brexit srexit (rys. Magda Danaj)Rys. Magda Danaj

Na wyniki Brexitu złorzeczę jak wszyscy. Nie chcę dokładać kolejnej cegiełki rozczarowania. Zastanawiam się tylko, dlaczego części (bo oczywiście nie wszystkim) starszych ludzi zależało na tym, żeby zmienić bieg historii, w której nie będą już zbyt długo uczestniczyć. Czy dziadkowie nie mogli posłuchać, co o Unii sądzą ich wnuki? W grupie wiekowej 18-24, 60 proc. głosowało za pozostaniem w Unii.

Od razu zaznaczę, że mam problem z autorytetami. Takimi, których trzeba słuchać nie dlatego, że mądrze mówią, ale dlatego, że:

a) stoi za nimi majestat instytucji,

b) same się mianem autorytetów określają,

c) mają więcej niż 55 lat.

Może dlatego nie byłam pupilkiem nauczycieli, którzy wymagają od uczniów szacunku tylko dlatego, że stoją po drugiej stronie biurka.

Wydaje mi się, że nie każda starsza osoba „dużo przeżyła”. Nie każda może poszczycić się doświadczeniem życiowym. Nie każda jest mądrzejsza niż dwudziestolatek, tylko dlatego, że ma trzy razy więcej lat.

Zdarzają się staruszki, które uczą nas życia. Zdarzają się takie, które mają serca tak wielkie, że mi serce pęka. Zdarzają się też takie, które zupełnie nie zachowują się jak staruszki (ukłony chociażby dla cudownej DJ Wiki). Ale grupa staruszków, tak jak grupa młodzieży, bynajmniej nie jest jednorodna.

Staruszki bywają zrzędliwe. To nie jest problem, bo młodzi ludzie marudzą, gdy zastrzyka ich w kolanie, a staruszki wtedy, gdy już nie mogą chodzić. Staruszki niektórych rzeczy nie pamiętają. I dobrze, nasz umysł powinien robić selekcję na sprawy ważne, ważniejsze i zupełnie błahe. Staruszki są przywiązane do rytuałów, ale trudno, żeby nagle zacząć pić herbatę o siódmej, jeśli całe życie piło się ją o ósmej.

Problem zaczyna się wtedy, gdy staruszki mówią, że „krakowska sucha nie smakuje już tak jak 50 lat temu u tego rzeźnika na rogu”. Problem rośnie, gdy staruszki mówią, że „dzisiejsza młodzież jest niemoralna, leniwa, rozwydrzona”. Problem eksploduje, gdy staruszki mówią, że „świat zmierza ku niechybnej zagładzie”.

Nie można oczekiwać od staruszków, że będą rozumieli, w jakim świecie żyją. I że nie zupełnie się go nie bojąc, z otwartymi ramiona będą przyjmować wszystkie zmiany. Gdy się urodzili, pierwszy komputer był dopiero w planach, teraz każdy ma cały świat w telefonie. Gdy się urodzili, nie było do końca wiadomo, co dzieje się w sąsiedniej miejscowości, a co dopiero na Antarktydzie. Gdy się urodzili, dziewczynki w różowych sukienkach grzecznie chodziły co niedzielę na mszę. Nie było żadnych gejów, genderów, ani uchodźców (a przynajmniej często udają, że tego nie pamiętają).

Ale może można oczekiwać, żeby przyznali, że nie rozumieją. Żeby chcieli się dowiedzieć. Żeby chcieli posłuchać, co młodzi, chociażby ich wnuki, sądzą o Brexicie, polskiej scenie politycznej i prawach mniejszości seksualnych. Żeby byli choć trochę otwarci na świat, w którym przecież żyją. Nawet jeśli ich zdaniem jest gorszy niż ten, który zapamiętali z dzieciństwa. Ten, w którym się urodzili, co prawda przeminął. Ale przeminął też ten, w którym urodziły się ich dzieci i wnuki. Wszyscy muszą się zaadaptować. Przynajmniej w jakimś stopniu.

Jeśli ja nie do końca ogarniam Snapchata, więc nie wymagam od moich dziadków, żeby rozumieli, po co jest Facebook. Jeśli ja panicznie boję się ISIS-u, rozumiem, że oni mogą bać się wszelkich „innych”. Jeśli ja uważam, że „to młode pokolenie jest jakieś dziwne”, nie mam im za złe, że mają dystans do mnie.

Ale obiecałam sobie, że jak zacznę oceniać zdarzenia, których nie rozumiem, powtarzać, że kiedyś było lepiej, bać się wszystkiego, tylko dlatego, że tego nie poznałam, uznam, że to jest moment graniczny, kiedy trzeba się otrząsnąć.

I spróbować się porozumieć. W momencie, gdy uzna się siebie za nieomylnego - ze względu na pozycję, pieniądze, czy wiek - komunikacja staje się niemożliwa. Nie jest to oczywiście domena metrykalnej, a raczej mentalnej starości, która u niektórych zaczyna się zaraz po tym, jak skończy się dzieciństwo. Twardogłowie nie ma wieku. Umiejętność oceny sytuacji wynika z doświadczenia. Ale nie jest ono tożsame z wiekiem. Można przecież spędzić całe sto lat życia w jednym pokoju, jednym mieście, jednym kraju. I nie wiedzieć nic o niczym. A więc pokorą, której wymaga się od dzieci, uczniów, studentów, mogliby się czasem wykazać także ich rodzice, dziadkowie, nauczyciele i wykładowcy. I nie podejmować arbitralnych decyzji za nich bez wysłuchania, dlaczego chcą wybrać inaczej.

Więcej o:
Skomentuj:
Czy starszy zawsze oznacza mądrzejszy? Brexit temu przeczy
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX