Kilka porad, jak skutecznie zepsuć sobie dzień

Wstając rano, podejmujesz najczęściej świadomą decyzję, że ten dzień będzie udany. Najczęściej, bo jednak nie zawsze. Niekiedy okazuje się, że dzień jest nieprawdopodobnie parszywy. Dlaczego?

I znów nie zmieni się nic

Z moich doświadczeń wynika, że czasem sami jesteśmy temu winni. Jak skutecznie zepsuć sobie dzień? Usłużnie podpowiem, choć myślę, że części z was te "techniki" są doskonale znane.

1. Wstajesz rano, świeci słońce, nic cię nie pobolewa, nikt nie zawraca głowy, zapowiada się udany dzień? Nic straconego! W pierwszym podejściu do procesu uczynienia dnia nieznośnym zacznij od wygenerowania dużych oczekiwań, obarcz nimi wszystkich i wszystko.

2. Następnie przypomnij sobie, że dawno nie kupiłaś sobie nowego ubrania ani butów, we wszystkim byłaś już parę razy i właściwie nie masz się w co ubrać, w efekcie źle dobierasz elementy outfitu i teraz wszystko będzie już proste, aby dniu nadać status „nieudany”, dodaj do tego nieśmiertelne przecież poczucie, że nie masz się w co ubrać.

3. Świetnie sprawdza się scrollowanie Facebooka w długi weekend, kiedy ty akurat zostajesz w mieście i rejestrowanie check-inów znajomych w błogich nastrojach w miejscach egzotycznych lub co najmniej interesujących, palmy, delfiny, ciche jeziora, rajskie plaże, obfitość miłości i ty - w mieście, idąca do pracy jak co dzień.

Brnij w to dalej, nic tak nie pogarsza samopoczucia, jak porównywanie się z innymi.

4. W drodze do pracy nie zaszkodzi przy okazji przypomnieć sobie, że masz kredyt we frankach i on naprawdę nie maleje, a wręcz przeciwnie, z biegiem lat - rośnie. W sumie ta kwestia powinna załatwić sprawę zepsutego nie tylko dnia, lecz także miesięcy, ale gdybyś miała jakiś plan B na franka, można powalczyć dalej.

5. Teraz zacznij się nad sobą użalać, przekonuj się, że jesteś taka samotna albo że nikt cię nie rozumie, włącz piosenkę „Znowu w życiu mi nie wyszło”.

6. Jeśli nadal to nie pomogło, umów się na spotkanie z osobą w typie wampira energetycznego, z kimś kto ciągle gada tylko o sobie, wiecznie narzeka albo nieustannie się chwali. To spotkanie skutecznie pozbawi cię energii na to, żeby z dnia wykrzesać jeszcze choćby odrobinę czegoś pozytywnego.

7. Bardzo skutecznym sposobem na uczynienie dnia nieznośnym jest rozpamiętywanie przeszłości i ogólne traktowanie czasu jako czegoś, co umyka, przelewa się przez palce i płynie bez żadnej kontroli; nie ma przecież nic gorszego niż poczucie utraty kontroli, prawda?

8. Pamiętaj także o starannym pielęgnowaniu wszystkich swoich lęków, począwszy od braku matchów na Tinderze czy podejrzenia, że partner za często ostatnio zabiera ze sobą telefon do łazienki, a skończywszy na lęku przed starością. Ogólnie rada brzmi: bój się wszystkiego - wody, burzy, suszy, wojny, obcych, samotnych podróży, wyzwań, excela, opinii o sobie, świąt Bożego Narodzenia, wizyty teściowej i tego, że kiedyś się zestarzejesz i umrzesz.

9. Nie zapomnij tego dnia o byciu przewrażliwioną na swoim punkcie, każda niepochlebna uwaga o tobie musi być dla ciebie końcem świata.

10. Skutecznym i sprawdzonym sposobem jest uważne wsłuchiwanie się w głos swojego organizmu. Każdą krostkę, znamię, swędzenie za uchem, dyskomfort w okolicy kręgów szyjnych traktuj jako powód do licznych konsultacji lekarskich i przewiduj jeden wyrok, najgorszy.

11. Uwolnij w sobie Barbarę Niechcic, oprzyj głowę o szybę, kiedy będzie padał deszcz, i w zamyśleniu zapytuj siebie retorycznie dokąd się to wszystko toczy i po co. Naprawdę, jeszcze chwila treningu i masz duże szanse na dorównanie wiecznie niezadowolonej, płaczliwej, zrzędliwej i znerwicowanej pani Niechcic. Tylko przypomnij sobie tę historię. Barbara swego męża, Bogumiła, wykończyła.

Po zastosowaniu choćby połowy z tych porad, z pewnością możesz uznać, że proces uprzykrzania sobie życia w danym dniu został zakończony sukcesem. Ale jeśli masz obok siebie jakiegoś Bogumiła, innych bliskich, przyjaciół, znajomych czy choćby koty, to może jeszcze przemyśl wdrażanie. Może istnieje złoty środek między „rzyganiem tęczą” a wiecznym skwaszeniem. Może to jest harmonia, czyli coś, w czym ja sama nie jestem jeszcze biegła, ale jak będę, to opowiem o tym na pewno.

Więcej o: