5 mitów na temat biustonoszy, na które wciąż dajemy się nabrać

Śpij w staniku, pierz biustonosz w rękach, bo w pralce się zniszczy, trzymaj się swojego rozmiaru. W temacie jakże ważnych fiszbin, miseczek i ramiączek mamy, koleżanki, a nawet sprzedawczynie karmią nas półprawdami i stuprocentowymi ściemami. Jak naprawdę zatroszczyć się o kobiece atuty?

Natasha Lyonne w filmie Natasha Lyonne w filmie "Slumsy Beverly Hills" mierzy stanik, którego boją się wszystkie dziewczyny/fot. mat. prasowe

Pierwszy biustonosz pamięta się lepiej niż pierwszy pocałunek, pierwszą pałę w szkole i pierwszego papierosa. Zwłaszcza wtedy, gdy ma się pecha albo szczęście (w tym momencie uważa się, że raczej pecha, z perspektywy czasu, że szczęście), bo biust rośnie szybciej niż innym dziewczynkom z klasy. Podczas gdy znakomita większość moich koleżanek zachowała jeszcze chłopięcą sylwetkę, u mnie pod bluzką coś zaczęło się dziać już w III klasie.

Rok później poprosiłam mamę o pierwszy stanik. Oczami mojej wyobraźni widzę go tak wyraźnie, jakby wcale nie minęły 22 lata od tego garderobianego przełomu. Mój pierwszy biustonosz był biały, z miseczką A, bez fiszbin, za to z delikatnymi koronkami. Biegając na wuefie, przebierając się na basenie albo reflektując się, że opada mi ramiączko, gdy krzywo siadłam, czułam się dorosła. Dziwna, niedopasowana, przerośnięta. Ale kobieca.

Od tej pory, choć zmieniały się jego kolory, modele i rozmiary, biustonosz pozostał moim wiernym towarzyszem. I tematem dziewczęcych rozmów. O tym, że pod białą bluzkę najlepiej włożyć stanik w odcieniu nude. O tym, że te nowe supermodne staniki trójkąty mogą nosić chyba tylko nastoletnie modelki. O tym, że niektórzy mężczyźni po trzydziestce wciąż mają problemy z ich rozpinaniem.

Koleżanki obdarzone przez naturę bardziej hojnie mogą teraz skonsultować się z brafitterką, która dobierze stanik na miarę boskiego biustu. Choć u takiej specjalistki jeszcze nie byłam, niezmiennie zadziwiają mnie panie w sklepach z bielizną. W zależności od tego, czy odwiedzam Intimissimi, Triumpha, czy Victoria's Secret, doradzają mi rozmiary między małym B, a dużym C. Za każdym razem tonąc w koronkach, czuję się niedouczona. Postanowiłam więc sprawdzić na własną rękę, jak znaleźć ideał, w co nie wierzyć i jak dbać o tę dziwną część ciała, którą w zależności od momentu w życiu, darzyłam wielką miłością lub głęboką niechęcią. Oto czego się dowiedziałam:

MIT: spanie w staniku pomaga albo szkodzi

Podczas gdy niektóre samozwańcze doradczynie straszą, że śpiąc w staniku, hamuje się, jakże pożądany, rozwój biustu, inne zapewniają, że noce spędzone z fiszbinami wbijającymi się w skórę, gwarantują jędrność piersi jak krew dziewic nieśmiertelność. Na szczęście, spanie w staniku jest bezpieczne, ale nie odwróci wskazówek zegara. Czas, dzieci, i cóż, życie sprawiają, że piersi nieuchronnie skłaniają się ku ziemi. I nie...

MIT: Ćwiczenia nie wpływają na jędrność biustu, a w każdym razie nie tak jak myślisz

I nie w takim stopniu, jak chciałyby wierzyć prężące się do lustrzanego selfie wyznawczynie kultu pani Ewy. Można wyćwiczyć mięśnie klatki piersiowej przy pomocy hantli, dzięki czemu piersi się uniosą, ale biust to sam tłuszcz, który trudno uformować na wzór i podobieństwo ideału. Chyba że skalpelem.

MIT: Staniki trzeba traktować tak delikatnie jakby były małymi puchatymi króliczkami

Pod żadnym pozorem nie wrzucać do pralki, prać ręcznie codziennie albo co miesiąc, używać tylko i wyłącznie proszków do najdelikatniejszych tkanin. Cóż, jeśli biustonosz składa się li i jedynie z cieniutkiej warstwy przezroczystej koronki, to (oprócz tego, że wygląda seksownie w sypialni, ale za dnia nie pomoże bezkolizyjnie dobiec do autobusu) faktycznie wymaga certolenia się jak z niemowlęciem. Staniki, które naprawdę podtrzymują, dzielnie zniosą pranie na 30 stopni w pralce, z proszkiem do delikatnych tkanin (ale nie do wełny, bo takie środki mają zmiękczać tkaninę, a biustonosz powinien pozostać elastyczny). W przypadku staników, tak jak w ogóle w życiu, warto kierować się zasadą zdrowego rozsądku. Bielizna jest nieświeża, to ją pierzemy. A gdy jest zniszczona, z ciężkim sercem wyrzucamy. Ot, cała filozofia.

MIT: Można poznać swój rozmiar stanika

Dziewczyny, które zainwestują w brafitterkę, a potem w biustonosze szyte na miarę, mogą liczyć na efekt drugiej skóry. Wszystkie pozostałe są skazane na niekończące się pomiary. Nie dość, że w każdym sklepie rozmiarówka jest trochę inna, to jeszcze biust w ciągu cyklu, roku i życia przeżywa wzloty i upadki, więc warto mieć w szafie bieliznę na wersję mini i maksi. Warto też zapisać sobie, jaki rozmiar pasuje w jakim sklepie, ale nigdy przenigdy nie kupować staników bez uprzedniego mierzenia. Można się zdziwić, gdy przy pierwszym noszeniu, z góry, z dołu albo z boku zaczną wystawać fragmenty nieobjętego stanikiem biustu, który usilnie chce się wyrwać na wolność. Jak ocenić błędny rozmiar? Jeśli fiszbina, nie przylega do ciała, to znaczy, że miseczki są za małe. Jeśli stanik bez ramiączek spada z biustu, właściwszy będzie mniejszy rozmiar pod biustem. Jeśli biust „rozchodzi się” na boki zamiast sterczeć na wprost, to znak, że potrzeby jest stanik modelujący zamiast „młodzieńczego”.

MIT: Gdy znajdziesz właściwy model, pozostań mu wierna

Niestety prawie na każdą okazję potrzebny jest inny biustonosz. Kolekcja biustonoszy może być równie eklektyczna jak szafa butów. Warto mieć bezszwowy gładki stanik pod t-shirt, bardotkę, która świetnie podtrzyma biust, optycznie go powiększając, stanik z głębokim wcięciem pośrodku oraz taki, który zasłania tylko połowę biustu - oba idealne do wydekoltowanych wieczorowych sukienek, a także biustonosz bez ramiączek, żeby uniknąć ramiączek podwójnych. Są też okazje, gdy wcale nie trzeba wkładać stanika. Zaoponują pewnie dziewczyny, które noszą miseczki E albo większe, ale siedząc przed serialem, wychodząc do warzywniaka, a nawet szybkie śniadanie, można puścić biust wolno. Na szczęście coraz bardziej akceptowalne są staniki sportowe, które czasem mogą zastąpić nawet top.

Więcej o: