Co trzydziestolatka robiła na Woodstocku?

O Woodstocku krąży wiele mitów. O tym, że wspiera alkoholizm i seks bez zobowiązań, że jest tylko dla "gimbazy". Czy zatem dojrzała kobieta, mężatka, (prawie) abstynentka, jest w stanie znaleźć tam coś dla siebie? Postanowiłam to sprawdzić.

Na Przystanku Woodstock byłam dotychczas trzykrotnie. Pierwszy raz 15 lat temu, ostatni - 10. W glanach, z rozpuszczonymi włosami i wzniosłymi ideałami. Wtedy miasto Żary (a później Kostrzyn) jawiło mi się jako enklawa miłości, radości i pokoju. Jak to wyglądało w rzeczywistości? Różnie. Był Przystanek Jezus, była wioska wyznawców Kriszny. Byli ludzie totalnie odurzeni tanim winem, piwem, czystym spirytusem i marihuaną. Byli też ci, którzy głosili filozofię straight edge. Ze swoim wegetarianizmem i niszową sceną hard core robili wrażenie. Jedno jest pewne: było kolorowo, różnorodnie. I bardzo, bardzo głośno.

Na Przystanek Woodstock zjechali ludzie z całego kraju.Na Przystanek Woodstock zjechali ludzie z całego kraju.

Jakie miałam oczekiwania, jadąc tam w wieku 33 lat? Nie walczę z systemem (a przynajmniej robię to bardziej dyskretnie). Nie mam potrzeby się upajać żadnymi używkami poza kawą i sportem. Owszem, chadzam na koncerty Kultu i Lao Che, ale już taką Luxtorpedę czy The Rumjacks wolę sobie włączyć w domu. Na imprezach nie bywam, chyba że biegowych. O godz. 23 już padam na twarz, nawet w piątki. Nie obawiam się za to namiotów, zbiorczych natrysków z zimną wodą i brudnych toalet. Zatem moje oczekiwania były nie do końca sprecyzowane. W pewnym sensie chciałam zobaczyć, jak to wszystko się zmieniło. Na ile ja się zmieniłam.

Przystanek Woodstockfot. PROJEKT 77 "Regatta Rusz się"

Muzyka, ścianka i rowery

Jeśli się jedzie na Woodstock z zamiarem "upodlenia się", to na pewno znajdzie się tam dla siebie odpowiednie miejsce. Jednak mając oczy i uszy otwarte, można zobaczyć o wiele, wiele więcej. Bez względu na to, ile mamy lat.

Pierwsze spostrzeżenie: brak smarfonów. Nie dlatego, że młodzież która tam przyjechała, cierpi skrajną biedę. Oni te smartfony mieli. Jednak nie było wysiadywania przed ekranami, Pokemonów czy innych Angry Birdsów. Nie było też drwalskich bród ani modnej w ostatnich latach, charakterystycznej dla młodych mężczyzn, fali na głowie.

Spostrzeżenie drugie: tysiące ludzi wstawało rano, by wysłuchać prelekcji, wywiadów. Siedzieli (góra co 10 osoba miała w ręku piwo), dyskutowali, zadawali pytania. Byli ciekawi tego, co inni mają do powiedzenia. Nie było przepychanek ani kłótni. Podczas oddawania hołdu Francji, tysiące ludzi stały w ciszy, stanowiąc żywą flagę. Naprawdę, tym młodym ludziom nie jest wszystko jedno. Mają swój rozum, swoje marzenia, dążenia, zdolność empatii i podczas tego jednego weekendu tchnęli we mnie wiarę, że jest nadzieja w narodzie.

Na konferencji prasowejNa konferencji prasowej Przystanku Woodstock

Spostrzeżenie trzecie: spędzając czas na woodstockowym wzgórzu ASP, dawno tak się nie bawiłam. Co się działo? W wiosce nazwanej Himalayan Camp w ramach projektu "Rusz się" uczyliśmy się, jak efektywnie poruszać się z kijkami Nordic Walking. Brałam udział w zawodach wspinaczkowych na ściance (w których swoją drogą poniosłam sromotną klęskę). Wraz z dziećmi, młodzieżą, matkami i ojcami uczyłam się chodzić na slackline. Obserwowałam, jak kilkuosobowe grupy walczą o zwycięstwo w pięcioboju. A na koniec jeździłam po rowerowym torze pod czujnym okiem Bartka Giemzy, dwukrotnego mistrza Polski BMX Racing. Przez wioskę przewinęło się tysiące ludzi, dosłownie w KAŻDYM wieku.

Zawody wspinaczkoweZa chwilę dowiem się, że to koniec mojej wspinaczkowej kariery

Spostrzeżenie czwarte: bez względu na to, jak byłam ubrana, czułam się ze sobą dobrze. Bez makijażu, boso, w klapkach, w kaloszach. Wiem, że nawet jakbym założyła tam stanik zrobiony z łupin kokosów, bermudy, klapki Kubota i białe skarpetki frote, nikt by na mnie nie zwrócił uwagi. Sławne "róbta co chceta", byle nie wchodzić w paradę innym. To było wyzwalające. Bardzo wyzwalające.

Czego Przystanek Woodstock może nauczyć "dojrzałego" człowieka?

Przystanek Woodstock odbył się w tym roku po raz 22. Jurek Owsiak, organizując ten festiwal, robi kawał naprawdę dobrej roboty i warto pojechać tam chociażby po to, żeby zobaczyć tę pracę na własne oczy. Oczywistym jest, że przyjeżdżając na Woodstock, można poznać kapele, których nie usłyszymy w popularnej stacji radiowej. Ale warto wiedzieć również, że jest to miejsce, w którym praktycznie nie istnieją takie pojęcia jak dyskryminacja, rasizm i homofobia. Ci, którzy masowo zostali okrzyknięci "patologią", mają więcej empatii i zrozumienia niż niejeden przeciętny 30 i 40-latek.

Na Woodstocku ani razu nie czułam się nie na miejscu. Nikt mnie nie zmuszał do picia alkoholu, nie napastował, nie wyłudzał pieniędzy. Za to poznałam grono osób w wieku 30+, którzy mają tyle energii, by cieszyć się życiem i jeszcze przekazywać ją innym. Zobaczyłam też, jak wielu jest wartościowych, młodych ludzi, którzy wierzą, że są w stanie zmienić choć maleńki skrawek świata, poczynając od siebie.

Po raz czwarty mogłam zakosztować życia, w którym nikt nikogo nie ocenia po ubraniu, makijażu czy butach, co w "prawdziwym świecie" stanowi "chleb powszedni". Przypomniałam sobie również, że warto jest porzucić terminy: "normalny" i "nienormalny", a w zamian za to częściej używać nazw określających uczucia i emocje.

 

Na festiwalu pojawiali się rodzice z dziećmi.Na festiwalu pojawiali się rodzice z dziećmi.

Oczywiście naiwnością byłoby wierzyć, że na Przystanku Woodstock jest w 100 proc. bezpiecznie. Z raportu lubuskiej policji wynika, że w trakcie festiwalu zanotowano ok. 200 przestępstw. Najwięcej z nich, bo aż 136, dotyczyło posiadania środków odurzających, a kolejne kradzieży. Trzeba jednak sobie również uświadomić, że na festiwalu bawiło się ok. 300 tys ludzi. Ile jest zatrzymań na jednym meczu piłki nożnej? A podczas sylwestrowej imprezy na rynku dużego miasta? Nie zamierzam przekonywać, że na Przystanku Woodstock kompletnie nic nam nie grozi. Że nie pojawi się tam kilkadziesiąt osób, które mają nieczyste zamiary. Jednak nie mam wątpliwości, że Przystanek Woodstock jest jedną z niewielu inicjatyw na tak dużą skalę, którą warto wspierać i pielęgnować. Bez względu na to, ile mamy lat.

Iwona Ludwinek-Zarzeka

Więcej o: