Jesteś motylkiem czy bułeczką? Porozmawiajmy o wargach. Sromowych

Z otwartością rozmawiamy o pozycjach seksualnych, gadżetach, orgazmach lub ich zupełnym braku. Jest jednak coś, co wciąż wywołuje lekki rumieniec u części kobiet - wielkość ich warg sromowych. Zwłaszcza że zdania na temat ich urody są podzielone.

"Coś jak podsuszane, mięsiste morele" - opisuje internautka w wątku na forum poświęconym wargom sromowym. "Raczej jak podwędzane, suszone śliwki" - torpeduje druga. "Nie ma nic gorszego niż takie wiszące, purpurowe frędzelki wystające ze skąpych stringów" - puentuje następna. Uch. Dyskusja jest długa i burzliwa, bo kwestia wyglądu warg sromowych, choć z pozoru błaha, w rzeczywistości jest nad wyraz pobudzająca. Panie i panów. Nie brakuje plastycznych opisów wystających z większych warg sromowych płatków, dzwoneczków i asymetrycznych, różowawych firanek. Dla prawdziwie empatycznego podejścia i zrozumienia powagi sytuacji, wskazane jest opowiedzenie się po stronie jednego z dwóch, lekko antagonizujących, obozów: motylków lub bułeczek.

Motylki to rozpasana frakcja dziewczyn, których wargi sromowe są lubieżnie rozłożyste, zamaszyste, a zdaniem części właścicielek najbardziej przypominają skrzydła egzotycznych motyli. Także z powodów intensywnego, różowego zabarwienia. I może to dotyczyć zarówno warg małych, jak i tych dużych.

Bułeczki to nie mniej filuterne ugrupowanie, które w budowie anatomicznej genitaliów cechuje jednak przede wszystkim szlachetny minimalizm. Ascetyzm wręcz. Wargi sromowe większe dyskretnie obejmują mniejsze, kryjąc wszystko to, co pod nimi. Umiar, powściągliwość oraz niewinność stylizowana na Lolitę Nabokova.

Każda z grup ma swoich wiernych, choć niekiedy zapalczywych, męskich wyznawców. Zaraz, cóż to za ograniczenie! Bądźmy dorośli - między innymi męskich wyznawców. Fani (i fanki) "kwiatów o rozłożystych płatkach" zaciekle bronią swoich muz. Twierdzą, że nie ma widoku wspanialszego od mnogości falbanek o zróżnicowanej fakturze. Ich zdaniem motylki z dumą powinny obnosić swoją obfitość kształtów. Zwłaszcza że im samym większe wargi sromowe gwarantują większą płaszczyznę stworzoną li i jedynie do czerpania rozkoszy.

Tymczasem amatorzy erotycznej powściągliwości anatomicznej wychwalają bułeczki pod niebiosa za skromność i dziewczęcość. Doceniając rzecz jasna nieutrudniony dostęp do sedna sprawy. Co bardziej zapalczywi atakują przy tym motylki, sugerując natychmiastową labioplastykę, ewentualnie długotrwały celibat przez wzgląd na nikłe, ich zdaniem, walory estetyczne. "Fartuszek hotentocki? Laserem i żywym ogniem to traktować należy" - nawoływał entuzjasta umiaru w rozmiarze warg sromowych (tak, wiem, szkoda, że nie znał umiaru w słowach).

Jeśli konflikt ten przypomina ci nieco starcia miłośników biustów w rozmiarze A, z tymi, którzy słowa biust zaczynają używać dopiero w odniesieniu do miseczki co najmniej C, to myślimy podobnie. W zasadzie zatem można by przejść nad nim do porządku dziennego. Można by, gdyby nie to, że wśród pyszniących się barokową sztukaterią motylków, nie brakuje kobiet autentycznie niezadowolonych z wyglądu swojej "myszki". I tutaj już nerwy niczym płochliwe konie mnie ponoszą.

Bo jak internet długi i szeroki, a w niejednym miejscu byłam, nie ma wzorca cipki, muszelki, wulwy, czy jak tam ją nazywacie. Idealny srom (fuu, co za okropne określenie, przyznacie) nie istnieje. Ani penis, dodam gwoli sprawiedliwości.

Chyba że w tej całej przepychance między bułeczkami a motylkami chodzi o coś zupełnie innego. A mianowicie o to, aby kobiety (wreszcie?) zorientowały się, jak to jest, gdy są oceniane przez pryzmat rozmiaru genitaliów. Może zatem czas zakopać nie tyle topór wojenny, ile linijkę?

Więcej o: