Bezdzietność z wyboru - dlaczego wciąż tak dziwi i wkurza?

21.07.2016 20:23
x

x (x)

Kobieta może być spełniona tylko wtedy, gdy zostanie matką? Wydaje mi się, że wypełniam obywatelski obowiązek, wyrabiając PKB. I nie muszę już dokładać cegiełki pod postacią Polaka małego.

Jennifer Aniston (fot. Instagram.com/justintheroux)Jennifer Aniston (fot. Instagram.com/justintheroux)

Wystarczyło jedno zdjęcie 47-letniej Jennifer Aniston z wzdętym brzuszkiem, aby amerykańskie media zasypały ją lawiną gratulacji. Zgodnie z teorią, że szczęśliwa kobieta to matka. Tylko i przede wszystkim. Niedoszła matka potomka seksownego Justina Therouxa mogła to oczywiście zignorować. Na szczęście dla innych bezdzietnych, zareagowała.

„To, jak przedstawiają mnie media, jest wyrazem szerszej tendencji. Kobiety są postrzegane przez pryzmat swojej urody, a nie osiągnięć zawodowych, a w następnej kolejności - tego, czy są mężatkami i matkami”

- napisała Jennifer w eseju dla „Huffington Post”.

„Może kiedyś zostanę matką, ale nie czuję się niespełniona, bo nie mam dzieci” (...) „Mam dosyć tego, że społeczeństwo wywiera na kobietach presję macierzyństwa. To, że nie mam dziecka, nie oznacza, że nie jestem matką - moich psów, przyjaciół, dzieci przyjaciół. Ale, powtarzam to po raz kolejny, macierzyństwo nie jest tożsame z kobiecością”

- zakończyła swój wywód Aniston.

Uwielbiam Aniston, tak jak uwielbiałam graną przez nią Rachel. Ale moja sympatia do aktorki nie zaciemnia mi oceny jej apelu. Zgadzałabym się z nim w stu procentach, nawet gdyby pochodził od zupełnie mi nieznanej, totalnie anonimowej i średnio sympatycznej kobiety. Jakiejkolwiek kobiety.

Moje poparcie dla słów Aniston wynika z tego, że sama nie mam dzieci. Czy jeszcze nie mam, czy w ogóle mieć nie będę, nie jest tu istotne. Jako bezdzietna kobieta w "wieku rozrodczym" doskonale rozumiem presję, o której mówi aktorka.

Uważam, że nie powinno się umniejszać wartości kobiet tylko dlatego, że nie chcą, nie mogą albo jeszcze nie są matkami. Wierzę w to, że kobieta może być szczęśliwa, nie mając dzieci, tak samo jak nie uważam, że każda powinna wyjść za mąż, chociaż mi małżeństwo służy. Mam intuicję, że bycie matką to ciężka praca. Taki kolejny etat, który codziennie wymaga nadgodzin. Talent w tej dziedzinie jest porównywalny do zdolności do liczenia, pisania czy zarządzania. Nie chcę tu nawet zaczynać dyskusji o tym, czy na świecie żyje już za dużo ludzi i czy aby na pewno ma sens powoływać do życia kolejnych. Nie znaczy to, że nie warto o tym myśleć, dokonując swoich osobistych decyzji w kwestii własnej (bez)dzietności.

Z mojej bardzo osobistej perspektywy trzydziestoletniej dziewczyny, która nie ma dzieci, choć na Facebooku koleżanki co i rusz pokazują jej zdjęcia małych stópek, chcę tylko napisać, tak jak Aniston, że można być szczęśliwą bezdzietną (choć samo słowo bezdzietna brzmi, jakbym nie miała ręki). Może za chwilę to się zmieni. Kiedyś zarzekałam się, że nie wyjdę za mąż, a całkiem gładko poszło mi powiedzenie „tak”. Ale na ten moment, mimo tego, że jestem już 10 lat starsza niż moja mama, gdy urodziła mnie, nie czuję pustki. Ani gwałtownej potrzeby posiadania dziecka.

Nie zrozumcie tego źle - nie mam "antydzieciowej" fobii. Kocham dzieci. Nie zmarnuję żadnej okazji, żeby się z nimi bawić. Staram się rozmawiać z matkami o ich pociechach. Nie zamykać na to doświadczenie.

Ale w moim życiu dzieje się tyle dobrych rzeczy, że trudno mi wyobrazić sobie, że mogłoby być lepiej. A jeśli nie będę miała dzieci, nie chciałabym usłyszeć, że jestem gorsza. Wydaje mi się, że wypełniam obywatelski obowiązek, wyrabiając PKB. I nie muszę już dokładać cegiełki pod postacią Polaka małego. A szufladkowania nie lubię, więc zamiast definiować się jako żona, matka lub nie-matka, czy heteroseksualna kobieta, wolę być sobą.

Może, jeśli urodzę dziecko, będę inna, fajniejsza, spokojniejsza. Ale nie chciałabym myśleć, że przybędzie mi punktów do zajebistości tylko dlatego, że do pakietu ról dołożyłam jeszcze jedną. A przede wszystkim, nie chcę być popychana do decyzji, która ostatecznie należy przecież do mnie, przez posłów, „opinię publiczną” i obietnicę gratyfikacji finansowej w postaci 500+. Bo wtedy zostanę matką dla świętego spokoju, a nie z przekonania. Ze szkodą nie tylko dla mnie, ale co ważniejsze, dla owocu tego kompromisu.

Zobacz także
  • kopertaDUZA "Tak bardzo pragnę dziecka, że jestem bliska obłędu" [LIST]
  • kopertaDUZA "Ilekroć słyszę pytanie o dzieci, przestaję być uprzejma" [LIST]
  • fot. KN Odkładałam, ale zdążyłam zostać mamą
Skomentuj:
Bezdzietność z wyboru - dlaczego wciąż tak dziwi i wkurza?
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Kobieta ekstra: