Życie po rozwodzie. Jak małymi krokami ruszyć do przodu?

Nasza Czytelniczka postanowiła napisać swój list z myślą o ludziach, którzy przeszli przez rozwód lub długi związek, który zakończył się rozstaniem. Szanowni Państwo - to nie koniec świata, nawet jeżeli w w tej chwili tak myślicie.

Tak, jestem rozwódką i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Przeżyłam wspólnie z byłym mężem dziesięć lat, z czego osiem jako małżeństwo. Mamy dwoje wspaniałych dzieci, które są moją największą radością życia.

Nie będę opisywała naszego pożycia, ani powodów dla których postanowiliśmy się rozstać. Po prostu stało się i trzeba żyć dalej. Na początku owszem było mi bardzo trudno zarówno materialnie, logistycznie jak i psychicznie. Byłam przekonana, że nie podołam, że moje dzieci będą nieszczęśliwe, że nic miłego od życia już nie dostanę. No wiecie, z takim nastawieniem to raczej los sam się nie odmieni. Po roku użalania się nad sobą, nieprzespanych nocach, płakaniu w poduszkę i kombinowaniu jak przeżyć do pierwszego postanowiłam w końcu wziąć się w garść.

To były małe kroki, ale jak się okazało lepsze małe, niż żadne. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, żeby poprawić swoje samopoczucie było pójście do fryzjera. Śmieszne prawda? Mnie też to śmieszy, ale przecież śmiech to zdrowie. Zażyczyłam sobie totalnej zmiany fryzury i zmiany koloru włosów. I wiecie co, wyszłam jako nowa osoba. Serio, to była wspaniała terapia. Na początku nie mogłam poznać się sama w lustrze, a dzieciaki mówiły "mamoooo, ale śmiesznie wyglądasz".

Kolejną rzeczą, którą zrobiłam DLA SIEBIE, była zmiana garderoby. Zaprosiłam moje koleżanki, które miały za zadanie skompletowanie mi „nowej” garderoby z tego co już mam. Nie miałam zbyt dużo pieniędzy na zakupy, więc postanowiłam, że trzeba na moje ciuchy spojrzeć innym okiem. I to znowu był strzał w dziesiątkę. Koleżanki porobiły mi nowe zestawy ubrań, część kazały spalić, bo były okropne i nadawały się tylko do pieca.

Mając nową fryzurę i „nowe” ubrania poczułam się piękną kobietą. W końcu na nowo polubiłam siebie. I to był właśnie klucz do sukcesu. Budząc się codziennie rano z nową JA, zaczęłam pragnąć kolejnych zmian w swoim życiu.

I znowu zaprosiłam swoje koleżanki i kolegów i poprosiłam ich o pomoc. Postanowiłam odświeżyć mieszkanie - ściany, szafki w kuchni, meble w pokoju dzieci itd. Znajomi wiedzieli, że nie mam pieniędzy na zakup nowych mebli, więc kombinowali jak to zrobić. Kupiliśmy nowe okleiny, farby i zaczęliśmy wspólnie malować. Moje dzieci mogły pomalować swoje szafki i ściany w pokoju jak tylko chciały. To była nasza wspólna zabawa, radość i wspólna praca. Powiedzmy sobie szczerze - efekt dziecięcego malowania mebli i malunków na ścianie nie jest najlepszy, ale to nie ma znaczenia. To jest nasza zmiana i nam się podoba właśnie tak. W kuchni mam nowe szafki. Tutaj już o malowanie i oklejanie blatów zadbali koledzy więc efekt jest bardzo ładny.

W sklepie z używaną odzieżą razem z koleżankami wyszukałyśmy nowe zasłony, firanki i narzutę na łóżko. Wystarczyło tylko je odświeżyć.

Moim kochanym znajomym odwdzięczyłam się tak jak mogłam najlepiej. Po prostu przygotowałam pyszny obiad i obiecałam, że jeżeli oni będą potrzebować jakiejkolwiek pomocy to mogą na mnie liczyć. I wiecie co, ostatnio pilnowałam dzieci jednego z kolegów, innej koleżance pomogłam przemeblować pokój, a jeszcze innej farbowałam włosy. Tak właśnie mogę odwdzięczyć się ludziom, którzy mi pomogli.

Mam w głowie kolejne pomysły na małe i większe zmiany i będę je wprowadzała w życie. Nie poddaje się, idę do przodu. Ostatnio wymyśliłam sobie kurs krawiectwa. Chciałabym nauczyć się szyć i przerabiać ubrania. Nie wiem czy mam do tego dar, ale jeżeli nie spróbuję to się nie przekonam prawda?

Na końcu chciałabym powiedzieć, że nie należy bać się prosić o pomoc. Czasami naprawdę jej potrzebujemy i jeżeli o nią nie poprosimy to jej po prostu nie dostaniemy. I jeszcze jedno. Naprawdę bardzo mocno wierzę w to, że PRAWDZIWYCH PRZYJACIÓŁ POZNAJE SIĘ W BIEDZIE.

Więcej o: