Zakochałam się w mężu przyjaciółki

Miłość do żonatego mężczyzny, to uczucie nie tylko trudne, ale i bezlitośnie krytykowane. Nie ma jednak gorszej rzeczy, niż zakochanie się w mężu najlepszej przyjaciółki. Czy z takiej sytuacji można znaleźć wyjście, które nie sprawi, że wszyscy zostaną zranieni?

Przeczytałam ostatnio u Was list od kobiety, która przyznała, że kocha dwóch mężczyzn - męża i kochanka. Zarówno sam tekst, jak i komentarze, które bardzo uważnie śledziłam, dały mi odwagę żeby podzielić z Wami swoim problemem. Bo zupełnie nie mam komu o tym opowiedzieć, a czuję się z sobą coraz gorzej i może jeśli zdołam tę sytuację rozłożyć na czynniki pierwsze i wysłuchać bezstronnych komentarzy, to wreszcie dotrze do mnie coś, co mi umyka, kiedy w kółko obracam ten problem w swojej głowie.

Choć to nie głowa jest chyba głównym problemem. To serce. Ale po kolei (przepraszam, pisanie na ten temat jest jednak dla mnie trudne). Zakochałam się w mężu mojej przyjaciółki. Nie wiem czy istnieje większy banał, ale wierzcie mi: jeśli Wam się przydarza, to przestaje być tak trywialny i godny wzruszenia ramion. Gdybym jeszcze zakochała się bez wzajemności, może dałabym radę jakoś to w sobie zdławić, ale niestety On ma wobec mnie podobne uczucia. Wiem to, choć nigdy nie padło między nami na ten temat ani jedno słowo. Jesteśmy przecież porządnymi ludźmi. Nie niszczymy małżeństw. Ja na pewno nie chcę zniszczyć małżeństwa mojej przyjaciółki.

Żeby było trudniej: to ja ich ze sobą poznałam. Byłam już mężatką (teraz jestem rozwiedziona), a moja przyjaciółka jakoś nie miała szczęścia do facetów: kolejne związki rozpadały się szybko i często w nieprzyjemny sposób. A ja chciałam, żeby była szczęśliwa - tak samo jak ja. Bez specjalnej wiary w powodzenie swojej misji poznałam ją z moim kolegą z pracy, świetnym chłopakiem, z którym zawsze miałam dobre porozumienie, zarówno w sytuacjach zawodowych, jak i towarzyskich. I stał się cud - tak wtedy o tym myślałam - moja przyjaciółka i mój kolega zakochali się w sobie! W dniu ich ślubu byłam chyba najbardziej wzruszoną osobą w kościele.

Żeby było jeszcze trudniej: moja przyjaciółka jest Wspaniałą Kobietą. Mądrą, silną, dobrą, ciepłą. Zawsze, przez całe lata naszej przyjaźni mogłam liczyć na jej wsparcie we wszystkich życiowych sytuacjach. Kiedy rodziły się dzieci, kiedy miałam zawodowe trudności, kiedy rozstawałam się z mężem. Tak, to moja przyjaciółka i jej mąż pomogli mi przebrnąć przez rozwód, to oni wyciągali mnie z domu, odbierali dzieci ze szkoły, wymyślali mi rozrywki, podsuwali rozwiązania. Godzinami rozmawialiśmy. I z nią, i z nim. I gdzieś po drodze stało się: zakochałam się.

Nie jestem osobą bezrefleksyjną. Rozumiem, że mógł tutaj zadziałać prosty psychologiczny mechanizm - ja, rozbita po rozstaniu z mężem, instynktownie szukam ciepła i uczuć. Łatwo w takim momencie o pomyłkę, o "wmówienie sobie" - fachowo nazywa się to chyba projekcją. Z początku tak o tym myślałam, chciałam przeczekać, starałam się ograniczać nasze kontakty - to znaczy moje z Nim, bo przecież nie z Nią, moją przyjaciółką. Ale trudno widywać się z Nią, nie widując się przy okazji z Nim - w tym kłopot. Tym trudniej, że on wyraźnie szuka mojego towarzystwa. Dzwoni. Smsuje. Jest zawsze pierwszy, by spędzić ze mną trochę czasu - choćby na wspólnej weekendowej wycieczce z naszymi dziećmi. I te dwie sekundy za długo, kiedy trzyma moją rękę w swojej, podając mi kluczyki do samochodu.

Nie zrobiliśmy dotąd niczego "złego". Nie poszliśmy ze sobą do łóżka, choć napięcie seksualne między nami zaczyna być moim zdaniem coraz bardziej widoczne. Nie "grzeszymy" w żaden sposób - jesteśmy parą przyjaciół. A jednak czuję, że zdradzamy Ją, moją przyjaciółkę. Bo kiedy patrzę na wykaz połączeń w moim telefonie albo wiadomości na Facebooku, to choć ich treść jest przeważnie zupełnie niewinna - może jakieś drobne aluzje, czy niedomówienia - to już sama gęstość tych kontaktów daje do myślenia. Nie chciałabym aby mój mąż miał z kimś tak intensywny kontakt. Byłabym zazdrosna (nie, z moim mężem nie rozstałam się z powodu zdrady - mieliśmy inne problemy).

Czy Ona się nie domyśla? Ciągle zadaję sobie to pytanie i czuję się jak złodziejka, podstępna żmija, oszustka. Czy mogę spokojnie patrzeć jej w oczy, a jednocześnie ukrywać, że znów pół nocy przegadałam z jej mężem na Skype'ie? Bo z jakiegoś powodu to skrzętnie ukrywam. To znaczy z oczywistego powodu: wiem, że źle robię. Wiem, ale nie umiem i nie chcę przestać, choć sama się ranię w ten sposób. Wczoraj popłakałam się patrząc na zdjęcie, które Ona wrzuciła na Facebooka. Taka sobie fotka ze słonecznego jesiennego popołudnia: ona z uśmiechem w oczach patrzy w obiektyw. Z taką miłością i spokojem. A ja płaczę, bo przecież wiem, kto zrobił to zdjęcie i na kogo tak patrzyła. I zazdrość mnie zżera. I smutek.

Gdyby ktoś mnie zapytał jeszcze kilka miesięcy temu, powiedziałabym, że zakochać się w żonatym mężczyźnie to głupota, przejaw złej woli, folgowanie najniższym instynktom. Osądziłabym taką osobę jednoznacznie i bez litości. Właściwie nadal tej litości nie mam - dlatego tak źle się z tym wszystkim czuję. I nie umiem znaleźć sensownego rozwiązania. Pójść "na całość" i ignorować wyrzuty sumienia? Powiedzieć Jej wszystko? Zerwać z nimi kontakty? Nie liczę na to, że rozwiążecie mój problem, ale może podpowiecie, co robić, bo ja się pogubiłam.

Paulina

Więcej o: